Rozdział 12
Justin Pov's
Po miłym popołudniu w domu Cassie wraz z mamą wróciliśmy do siebie. Podczas gdy moja rodzicielka udała się od razu do salonu, ja poszedłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko i rozmyślałem o dzisiejszym dniu. Co się właściwie wydarzyło? Czy ja Justin Bieber zaproponowałem jej przyjaźń? To nie było w moim stylu. Nie uznaje przyjaźni damsko-męskiej. Mam jednak nadzieję, że kiedyś wyjdzie to na dobre.W końcu kto nie ryzykuje, nie zyskuje, czyż nie? A ja zawsze dostaje to czego chce. W pokoju rozległo się pukanie, więc podniosłem się na łokciach i spojrzałem w tamtym kierunku. Moim oczom ukazali się chłopcy. Jako ostatni wyłonił się Chaz. Miał podbite oko i nie wyglądało na to by był w dobrym stanie. Od razu usiadłem na łóżku i przetarłem dłońmi twarz w niedowierzeniu.
-Co ci się stało? -zapytałem zmieszany lekko się uśmiechając.
-Kasa -odpowiedział krótko Ryan i usiadł obok mnie. Spojrzałem na niego, a później na resztę chłopaków. Jestem idiotą. -pomyślałem.
-Kurwa -przekląłem wstając i chodząc po pokoju wkurzony. -Coś jeszcze zrobili?
-Nie, ale kasę muszę oddać do jutra. -powiedział ze skruchą Chaz i spuścił głowę. Czułem się głupio. Jak mogliśmy zaniedbać kumpla?
-Kurwa. Przecież to jest nierealne. -odezwał się Josh. -Do jutra zbierzemy może połowe.
-Dobra, co robimy? -zapytałem stając przy Chazie i kładąc mu rękę na ramieniu.
-A co mamy robić? -warknął Ryan. -Musimy jakoś uzbierać 57 kawałków. -westchnął i zakrył dłońmi twarz.
-Skąd my tyle weźmiemy jeden dzień wcześniej, huh? -zaczął wymachiwać rękami Christian. Cały czas nie mogłem uwierzyć w zaistniałą sytuację. To chore.
-Może gdybyś nie latał za Kate i skupił się na tym co ważne nie byłoby tego wszystkiego. -krzyknął pod wpływem emocji Josh. -Gdybyście oboje zajęli się kumplem -spojrzał na mnie,a potem znów na Chrisa -nie byłoby tego wszystkiego, a Chaz nie wyglądał by tak. -przejechał wzrokiem po chłopaku i usiadł wściekły na łóżku.
-Dość. -warknął Chaz. -To nie jest ich wina.To ja zawiniłem i to ja jestem w gównie-wyrzucił z siebie i spojrzał na każdego z nas.
-Zacznijcie myśleć, a nie wrzeszczeć na siebie, bo do niczego nie dojdziemy. -powiedziałem zirytowany. -Wezmę trochę od mamy, dołożę to co mam na koncie i pojadę jutro na wyścig, to też trochę wpadnie. -westchnąłem i spojrzałem na resztę, czekając na ich pomysły.
-Okej, ja też mam trochę oszczędności na koncie, trochę wezmę od rodziców,jakoś damy radę. -odezwał się Ryan, podszedł do Chaza i poklepał jego ramię.
-Dobra ludzie koniec gadania. Po prostu zróbmy wszystko,żeby jakoś ta kasę zdobyć,ok? -zapytałem, a oni skinęli.
-To lecimy ogarniać, a jak coś uzbieracie to dajcie znać. -powiedział Chaz i nim się zorientowałem zostałem sam.Chwilę odczekałem, by się uspokoić i zszedłem na dół, by porozmawiać z mamą.
-Cześć -podszedłem i ucałowałem jej polik, a ona uśmiechnęła się promiennie. Lubiła kiedy byłem ''słodkim'' chłopcem.
-Co przeskrobałeś tym razem? -zaśmiała się wyłączając telewizor i spojrzała na mnie. Mimo, że chciałem odwzajemnić jej gest, nie mogłem. Tu nie było nic śmiesznego. Mój przyjaciel miał kłopoty, musiałem go z tego wyciągnąć. On zawsze był przy mnie i tego samego oczekiwał ode mnie, nie mogłem go zawieść.
-Potrzebuje pieniędzy. -powiedziałem niepewnie i przegryzłem wargę drapiąc się po karku.
-Justin -westchnęła. -Co zrobiłeś? -zapytała ze smutkiem. Nie lubiłem jej w takim stanie, ale nie mogłem powiedzieć jej, że Chaz ma problemy z hazardem i wisi jakimś dupkom 57 tysieęcy. Załamała by się.
-Mamo nic nie zrobiłem. Przysięgam. -urwałem. -Nie potrzebuje tych pieniędzy dla siebie, ale nie mogę ci nic więcej powiedzieć. Musisz mi zaufać. -patrzyłem na jej minę, a moje serce pękało na kawałki.
-Ile? -tylko tyle udało jej się powiedzieć.
-Jak najwięcej. Oddam ci jak tylko będę miał, obiecuję.
-Nie chodzi o to. Po prostu się o ciebie martwię, synku. -westchnęła cicho. Przytuliłem jej drobne ciało mocno do swojego i spojrzałem jej w oczy.
-Nic mi nie będzie. Nie martw się. -zapewniłem ją, a ona mocniej mnie objęła. Mimowolnie uśmiechnąłem się.
Mówiłem już jak bardzo Kocham tą kobietę?
-Yo -krzyknąłem widząc chłopaków na podjeździe mojego domu. Umówiliśmy się, że wpdną jak uzbierają tyle ile to możliwe. Mieliśmy wszystko podliczyć i zastanowić się co dalej. Przywołałem ich gestem ręki i weszliśmy do domu.
-Cześć Pattie -przywitali się z moją mamą i wbiegli za mną do góry.Wyciągnąłem z szuflady pieniądze, które dostałem od rodzicielki i te które wyciągnąłem z konta zanim przyjechali moi kumple, oni zrobili to samo ze swoją kasą. Usiedliśmy wygodnie na łóżku i rzuciliśmy wszystko na środek.
-Myślicie, że nam wystarczy? -zapytał cicho Chaz. Ignorując jego pytanie wziąłem całą kupkę pieniędzy i zacząłem liczyć. Rozległo się pukanie do drzwi, więc automatycznie wszystko schowałem za siebie.
-Chłopcy zrobiłam obiad. Zejdźcie zaraz. -mama posłała nam uśmiech i zniknęła za drzwiami. Policzyłem raz jeszcze.
-52 kawałki. -powiedziałem patrząc na każdego z nich.
-Kurwa. -przeklął cicho Chaz i zaczął chodzić po pokoju. Myślałem chwilę co zrobić. W końcu musieliśmy załatwić mu tą kasę. Nie było mowy o tym, żeby zostawić go samego. W prawdzie, nie byłem jeszcze na wyścigach, ale tam uzbieram max 2 kawałki, a potrzebujemy 5.
-Mam. -powiedziałem nie będąc pewien czy aby na pewno to dobry pomysł, ale musiałem zaryzykować. Każdy z chłopaków wyczerpał wszystkie swoje możliwości, ja miałem jeszcze jedną opcję. Ojca, z którym nie utrzymuje kontaktów.
-Co masz? -zapytal zdezorientowany Ryan.
-Mogę zadzwonić do taty. Nie mam pewności, że da mi tyle, ale można spróbować. -wzruszyłem ramionami i wyjąłem z kieszeni spodni telefon, szukając numeru.
-Nie rozmawiałeś z nim od 2 lat, a teraz tak po prostu do niego zadzwonisz i zapytasz czy da ci 5 tys? -wyśmiał mnie Josh.
-Chciał się ze mną spotkać? To teraz będzie miał okazję. Zjemy i zadzwonie. -powiedziałem po czym udaliśmy się do kuchni, gdzie roznosił się zapach naleśników.
Pov's Cassie
Po tym jak Justin opuścił mój dom, siedziałam z mamą w salonie, gdzie oglądałyśmy jakiś program na MTV. W pokoju rozbrzmiał się dzwonek telefonu. Moja rodzicielka wzięła go z pułki przed nami i z uśmiechem odebrała. Chwilę potem już jej nie było. Kiedy jej rozmowa dobiegła końca, weszła do pokoju i usiadła obok mnie obejmując ramieniem.
-Pomożesz mi przygotować obiad? -zapytała uśmiechając się szczerze. Dawno jej takiej wesołej nie widziałam.
-Jasne. -zaśmiałam się i razem udałyśmy się do kuchni. Wyciągnęłyśmy wszystko co potrzebne i zabrałyśmy się do pracy. -Mamo kto przychodzi? -zapytałam przerywając ciszę.
-Chciałabym żebyś kogoś poznała.
-Kogoś kto sprawia, że jesteś szczęśliwa?
-Zdecydowanie. -uśmiechnęła się po raz kolejny dzisiaj i kontynuowała przygotowywanie obiadu.
Po jakiejś godzinie skończyłyśmy. Rozłożyłam talerze na stole ze sztućcami i podśpiewywałam sobie pod nosem. Tak muzyka to mój świat. Nagle rozbrzmiało się pukanie do drzwi. Spojrzałam na mamę, a ona nie zważając na nic pobiegła do drzwi niczym nastolatka czekająca aż jej chłopak przyjdzie i zabierze ją na wymarzony bal..Zupełnie jak ja. -gdybym tego chłopaka miała. -pomyślałam. Odgoniłam swoje myśli i usiadłam na krześle czekając aż moja rodzicielka wróci z...kimś.
-To moja córka Cassie -zaczęła moja mama,a ja podniosłam głowę, by spojrzeć na nią i dość przystojnego mężczyznę obok niej.
-Cześć, jestem Jeremy.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, wiem że poprzedni był krótki i przepraszam, ale nie ''panuje'' nad tym.
Chodzi mi o to, że po prostu piszę i nie patrzę na to czy są długie czy krótkie.
Czasem jest więcej słów, czasem mniej :)
Jutro nie idę do szkoły, bo Believe < 3
hahahah, tak bardzo ja :D
Mam nadzieję, że nie wyleje wszystkich łez.. :))
+ jeśli są błędy to postaram się później poprawić.
Miłego Wieczoru Kochani < 3
czwartek, 23 stycznia 2014
środa, 22 stycznia 2014
Rozdział 11
Rozdział 11
Pov’s Cassie
Całą drogę do domu jechaliśmy w niezręcznej ciszy. Miałam
wrażenie, że Justin jest na mnie zły, więc nie chcąc go drażnić tonęłam w
swoich myślach. Myślałam o tym co będzie, gdy wrócę do domu. Przez telefon moja
mama nie była zbytnio zadowolona faktem, że jest już po 23, a mnie nie ma w
domu. Kiedy chciałam gdzieś iść zawsze musiałam ją uprzedzać, by się nie
martwiła. Kompletnie zapomniałam, że dzisiaj wraca. Mimo, że miałam 18 lat i zdarzało się, że widywałyśmy się rzadko to wciąż czułam się córeczką
mamusi. Po śmierci taty kompletnie się załamałam. Nie chciałam z nikim
rozmawiać i nikogo widzieć. Całe dnie siedziałam w swoim pokoju. Do szkoły
chodziłam, ale nie uważałam na lekcjach. Nauczyciele z początku traktowali mnie
jak powietrze, co mnie cieszyło, ale nie
długo. W końcu kazali mi się ‘’obudzić’’ i zacząć żyć. Oddaliłam się od mamy, a
przecież tylko ona mi została. Gdyby nie Kate prawdopodobnie popadła bym w
jakąś depresję, a z mamą nie utrzymywałabym kontaktu. Wszystko to zawdzięczam
mojej przyjaciółce, która zawsze przy mnie była. Nie ważne czy było dobrze czy
źle. Ona po prostu była. Mój tata bardzo ją lubił..
-Cassie, jesteśmy. –usłyszałam czyjś głos i oderwałam się od
moich myśli.
-ahh, tak. To ja już pójdę, dziękuję Justin. –powiedziałam z
lekkim uśmiechem i chwyciłam za klamkę od drzwi by wyjść.
-Czekaj. –westchnął. –Czy coś jest nie tak? –zapytał drapiąc
się po karku. Zaśmiałam się na widok bezbronnego chłopaka i wyszłam z
samochodu, nie zamykając drzwi.
-Wszystko jest w porządku. Po prostu mama się niepokoi, więc
lepiej jak już pójdę. –powiedziałam wzruszając ramionami. –Pa Justin. –Posłałam
mu uśmiech i ruszyłam w stronę domu. Stanęłam przed drzwiami i zaczęłam szukać
kluczy, bo mama zawsze zamyka. Odwróciłam się na chwilę, by zobaczyć czy Justin
już odjechał, ale jego auto wciąż stało. Zdziwiłam się, kiedy lekko schyliłam się, a nie widziałam nikogo za kierownicą. Nagle poczułam czyjeś ręce na
biodrach, więc gwałtownie podskoczyłam przez co uderzyłam napastnika
łokciem w brzuch.
-Justin –wyszeptałam zakrywając usta w niedowierzaniu. On
lekko się skulił, ponieważ po raz kolejny dostał w brzuch i spojrzał na mnie
swoimi karmelowymi tęczówkami. –przepraszam, nie wiedziałam, że to ty. Tak w
ogóle co tu robisz? –zapytałam cicho śmiejąc się.
-Nie pożegnałaś się. –powiedział z cwanym uśmieszkiem i
przybliżył się do mnie.
-Powiedziałam pa Justin, dokładnie to pamiętam.
-Oh a ja sobie nie przypominam. –przyłożył swój palec do
brody udając, że się nad czymś zastanawia.
-To już nie mój problem Bieber. Może powinieneś iść do
lekarza? –skomentowałam. –A teraz wybacz muszę już iść.
-Co powiesz na to by dr. Cassie Sparks udzieliła mi
pierwszej pomocy –zapytał i znów udał, że myśli. –Może usta-usta, co ty na to? –uśmiechnął
się i poruszył brwiami, co wywołało u mnie chichot.
-Naprawdę powinnam już iść. –spuściłam lekko głowę po czym znów
spojrzałam na Justina. Miał uśmiech na twarzy, choć już nie taki jak przed
chwilą. Ręce w kieszeniach i lekko zgarbiona postawa to chyba u niego normalka.
-Rozumiem. –powiedział cicho i musnął mój policzek po czym
wrócił do swojego auta. Czekałam jeszcze chwilę przed drzwiami aż
odjedzie. Siedząc na swoim miejscu pomachał mi i chwilę potem z piskiem opon
odjechał, a ja mogłam wejść do domu. Zdjęłam buty i weszłam do kuchni, gdzie stała moja mama ze szklanką w ręku. Podeszłam do niej i przytuliłam ją witając się.
-Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś przez te kilka dni. -powiedziała uśmiechnięta. -Justin cię przywiózł? -spojrzała na mnie i wzięła łyk swojego napoju.
-Słucham? -zapytałam zdziwiona i wytrzeszczyłam oczy. Zaśmiała się z mojej reakcji i włożyła szklankę do zlewu.
-Widziałam Was w oknie, poza tym Pattie mówiła, że ostatnio byłaś u nich na obiedzie. -powiedziała wciąż patrząc na mnie podejrzliwie. No pięknie, teraz sobie pewnie coś myśli, ugh. A co jeśli Pattie powiedziała jej o naszej dziwnej sytuacji, w której nas przyłapała?
-Mamo, jadłam tam tylko dlatego, że się u nich zasiedziałam. Poszłam w sprawie sukienki, tam poznałam małego Jackoba, którym Pattie się opiekuję od czasu do czasu no i wrócił Justin, więc zaczęliśmy się z maluchem bawić. Między mną, a Justinem nic nie ma. -skwitowałam, a mama skinęła głową z rozbawieniem i wyszła z kuchni. Cudownie. -pomyślałam.
Weszłam do swojego pokoju podchodząc od razu do szafy, by wziąć coś do spania, po czym udałam się od razu do łazienki. Po relaksacyjnym prysznicu umyłam zęby i poszłam spać.
Za dużo się dziś działo.
Nazajutrz obudziły mnie czyjeś śmiechy. Przetarłam zaspane oczy i usiadłam na łóżku. Chwyciłam z szafki telefon i spojrzałam na godzinę. Dopiero 10 rano. Niechętnie wstałam i udałam się do łazienki, by się odświeżyć. Po wykonaniu porannych czynności ubrałam się i zeszłam na dół do salonu.
-Dzień Dobry kochanie. -odezwała się moja mama i posłała mi uśmiech. -Pattie przyniosła twoją sukienkę.
-Jak to? -zapytałam zdezorientowana. -To ona jest już gotowa? -spojrzałam na Pattie, a ona zachichotała i wyjęła ją z torby.
-Brakuje tylko paska lub kokardy. Co tylko chcesz, dlatego chciałam żebyś ją przymierzyła teraz. -uśmiechnęła się, a ja lekko skinęłam głową. Usłyszałam zamykanie drzwi od ubikacji, więc odwróciłam się i napotkałam wzrok Justina. Co on tu do cholery robił? -zapytałam samą siebie.
-Cześć mała -odezwał się uśmiechnięty i usiadł koło swojej mamy, która wyciągnęła rękę, by podać mi sukienkę. Podeszłam do niej, wzięłam ją i udałam się do łazienki, by się przebrać. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nie mogłam jej zapiąć. Uchyliłam lekko drzwi i krzyknęłam, by mama przyszła i mi pomogła. Stanęłam przed lustrem wciąż siłując się z zamkiem, dopóki nie poczułam zimnych rąk na moim ciele w okolicy krzyża. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Justina.
-Spokojnie. -zaśmiał się widząc mój przerażony wzrok.
-Czemu ty przyszedłeś? -zapytałam cicho patrząc na nasze odbicie. Jego ręce teraz obejmowały mnie lekko w talii, a jego wzrok był utkwiony w lustrze.
-Twoja mama mnie poprosiła. -powiedział krótko wzruszając przy tym ramionami. -Pięknie wyglądasz. -skomentował tuż przy moich uchu, przez co się wzdrygnęłam.
Postanowiłam przemilczeć jego komentarz. Spuscilam glowe tak, by nie widział moich rumieńców od razu zmieniając temat. -Jak twój nos? -Wporzadku. -wzruszył ramionami i bardziej mnie do siebie przytulil. -Okeeeeej więc teraz chodźmy. -odpowiedziałam i wyszłam z łazienki zostawiając go samego.
W salonie nasze mamy zachwycały się sukienką. Ja zresztą też. Była idealna. Przez cały ten czas wyobrażałam sobie bal. Marzyłam o tym by był wyjątkowy i niezapomniany, dlatego też tak bardzo zależało mi na tej sukience. Ładna sukienka to już początek sukcesu. Jedynym minusem było to, że Kate pewnie pójdzie z Chrisem. A ja? Ja nie miałam partnera.
-Cassie będziesz wyglądać prześlicznie, już ja o to zadbam. -zaśmiała się Pattie.
-Dziękuję. Za sukienkę i za wszystko. -powiedziałam szczerze.
-Za mnie też? -odezwał się rozbawiony Justin i poruszył zabawnie brwiami.
-Co ty masz do tego Justin? -zapytała jego mama po czym przeniosła wzrok na mnie kręcąc głową w niedowierzeniu. Zaśmiałam się, a ona ze mną. Całej sytuacji przyglądała się moja mama, która chyba polubiła Justina, bo wciąż się uśmiechała.
-No wiesz urodziłaś mnie, więc skoro dziękuję za wszystko, a ja jestem częścią ciebie no to chyba jasne, że mam coś do tego,nie? -tłumaczył, a wszyscy w pokoju wybuchnęli śmiechem.
-Chciałbyś Bieber -powiedziałam wciąż się śmiejąc.
-No i wróciła zadziorna Cassie. -westchnął.
-Zawsze była, więc się nie łudź. -wytknęłam mu język i zwróciłam się do mamy.
-Idę do siebie. Odłożę sukienkę i wrócę.
-Czekaj, pomogę ci. -usłyszałam Justina wchodząc po schodach.
-Marzysz. -powiedziałam, ale nie usłyszałam już odpowiedzi. Weszliśmy do pokoju. Justin usiadł na moim łóżku i zaczął się rozglądać, a ja udałam się prosto do łazienki, by się przebrać. Po kilku minutach wyszłam. Justina nie było już na łóżku. Stał przy komodzie, na której były zdjęcia. Odwrócił się, gdy usłyszał kroki i spojrzał na mnie.
-To twój tata? -zapytał cicho. Przytaknęłam mu, wzięłam od niego ramkę i ustawiłam z powrotem na miejsce. Nie chciałam mu o tym mówić, by się nie rozkleić.
-Gdzie on jest? -usłyszałam zanim usiadłam na swoim łóżku podkulając nogi.
-Nie żyje. -warknęłam. -Możemy skończyć temat? -spojrzałam na niego z załzawionymi oczami. Nie mogłam przy nim płakać, więc z całych sił próbowałam powstrzymać łzy gromadzące się w moich oczach. Podszedł do mnie i opiekuńczo objął mnie ramieniem.
-W porządku. Jak będziesz gotowa to mi powiesz. -uśmiechnął się przyjaźnie,a ja skinęłam głową. -Obejrzymy jakiś film? -zapytał szczerząc się. Zaśmiałam się mówiąc, że pójdę po coś do jedzenia. On miał w tym czasie wybrać film. Wróciłam do pokoju z miską popcornu, paczką oreo i butelką coli. Usiadłam wygodnie na łóżku i rozłożyłam jedzenie na pościeli.
-Co oglądamy? -zapytałam poprawiając się, by mieć wygodną pozycję.
-Obecność. -powiedział i objął mnie ramieniem.
-Nie boję się horrorów, więc twoja ręka nie będzie potrzebna. -chłopak westchnął, ale posłuchał mnie i zabrał ją po czym nacisnął na pilocie 'play'.
-Nie rozumiem cię. -westchnął. -Za każdym razem, kiedy coś próbuje odpychasz mnie. Każda laska w mojej szkole jak i zresztą w twojej marzy o tym bym na nią spojrzał, a ciebie to nie obchodzi. -patrzyłam na niego nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Czy on właśnie przyznał, że mnie lubi? -Możesz już przestać udawać, że ci się nie podobam.
-Podobasz mi się? -prychnęłam. -Bieber ogranicz oglądanie komedii romantycznych.
-Nie musisz przede mną kłamać. Wiem jak na ciebie działam. -zaśmiał się pewny siebie i zaczął przysuwać do mnie. Był kilka centymetrów od mojej twarzy, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Dopiero kiedy spojrzał na moje usta,a swoje tak uwodzicielsko oblizał i przeniósł swój wzrok na moje oczy, światełko w mojej głowie przypomniało mi co się dzieje.
-Po moim trupie. -odepchnęłam go lekko starając się unormować swój oddech. Miał rację działał na mnie, ale on był taki jak każdy. Chciał dziewczynę tylko dla seksu. To nie dla mnie. Tym bardziej po sytuacji z moim byłym chłopakiem -Derekiem. Byliśmy razem przez rok. Pewnie bylibyśmy jeszcze dłużej, gdyby nie to, że mnie zdradzał i próbował zgwałcić, bo nie chciałam uprawiać z nim seksu.
Spojrzałam na Justina siedzącego obok zajadającego się popcornem i oreo na zmianę i mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Rzadko dopuszczam ludzi do siebie. -powiedziałam ze spuszczoną głową bawiąc się palcami. -Po śmierci taty i sytuacji z moim byłym chłopakiem...ja po prostu boję się. -podniosłam głowę i spojrzałam w jego duże, brązowe oczy.
-Pozwól mi być przyjacielem. -mruknął cicho i rozłożył ręce do uścisku, więc wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
-Dziękuję Justin. -szepnęłam cicho.
Resztę filmu obejrzeliśmy w takiej pozycji. Dużo się śmialiśmy i rozmawialiśmy na różne tematy, a podczas strasznych scen karmiliśmy się nawzajem. Urządziliśmy nawet konkurs, kto zmieści więcej popcornu w buzi. Gdyby ktoś kilka tygodni temu powiedział mi, że będę siedzieć na jednym łóżku z byłym chłopakiem Olivi nie uwierzyłabym.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć. :)
Rozdział trochę 'przesłodzony' tak myślę, ale spokojnie nie przyzwyczajajcie się :D
Jeśli są jakieś błędy, to później poprawie.
+ 17 komentarzy , 5 obserwatorów, ponad 8500 wyświetleń.
Mówiłam już jak bardzo Was Kocham i dziękuję?
Nawet nie wiecie jak się cieszę oO < 3
+ Jeszcze 2 dni do Believe !
jieocudrhvciurviubruivrbucid *.*
Nie mogę się doczekać, już szykuje chusteczki haha a wy idziecie? :)
-Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś przez te kilka dni. -powiedziała uśmiechnięta. -Justin cię przywiózł? -spojrzała na mnie i wzięła łyk swojego napoju.
-Słucham? -zapytałam zdziwiona i wytrzeszczyłam oczy. Zaśmiała się z mojej reakcji i włożyła szklankę do zlewu.
-Widziałam Was w oknie, poza tym Pattie mówiła, że ostatnio byłaś u nich na obiedzie. -powiedziała wciąż patrząc na mnie podejrzliwie. No pięknie, teraz sobie pewnie coś myśli, ugh. A co jeśli Pattie powiedziała jej o naszej dziwnej sytuacji, w której nas przyłapała?
-Mamo, jadłam tam tylko dlatego, że się u nich zasiedziałam. Poszłam w sprawie sukienki, tam poznałam małego Jackoba, którym Pattie się opiekuję od czasu do czasu no i wrócił Justin, więc zaczęliśmy się z maluchem bawić. Między mną, a Justinem nic nie ma. -skwitowałam, a mama skinęła głową z rozbawieniem i wyszła z kuchni. Cudownie. -pomyślałam.
Weszłam do swojego pokoju podchodząc od razu do szafy, by wziąć coś do spania, po czym udałam się od razu do łazienki. Po relaksacyjnym prysznicu umyłam zęby i poszłam spać.
Za dużo się dziś działo.
Nazajutrz obudziły mnie czyjeś śmiechy. Przetarłam zaspane oczy i usiadłam na łóżku. Chwyciłam z szafki telefon i spojrzałam na godzinę. Dopiero 10 rano. Niechętnie wstałam i udałam się do łazienki, by się odświeżyć. Po wykonaniu porannych czynności ubrałam się i zeszłam na dół do salonu.
-Dzień Dobry kochanie. -odezwała się moja mama i posłała mi uśmiech. -Pattie przyniosła twoją sukienkę.
-Jak to? -zapytałam zdezorientowana. -To ona jest już gotowa? -spojrzałam na Pattie, a ona zachichotała i wyjęła ją z torby.
-Brakuje tylko paska lub kokardy. Co tylko chcesz, dlatego chciałam żebyś ją przymierzyła teraz. -uśmiechnęła się, a ja lekko skinęłam głową. Usłyszałam zamykanie drzwi od ubikacji, więc odwróciłam się i napotkałam wzrok Justina. Co on tu do cholery robił? -zapytałam samą siebie.
-Cześć mała -odezwał się uśmiechnięty i usiadł koło swojej mamy, która wyciągnęła rękę, by podać mi sukienkę. Podeszłam do niej, wzięłam ją i udałam się do łazienki, by się przebrać. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nie mogłam jej zapiąć. Uchyliłam lekko drzwi i krzyknęłam, by mama przyszła i mi pomogła. Stanęłam przed lustrem wciąż siłując się z zamkiem, dopóki nie poczułam zimnych rąk na moim ciele w okolicy krzyża. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Justina.
-Spokojnie. -zaśmiał się widząc mój przerażony wzrok.
-Czemu ty przyszedłeś? -zapytałam cicho patrząc na nasze odbicie. Jego ręce teraz obejmowały mnie lekko w talii, a jego wzrok był utkwiony w lustrze.
-Twoja mama mnie poprosiła. -powiedział krótko wzruszając przy tym ramionami. -Pięknie wyglądasz. -skomentował tuż przy moich uchu, przez co się wzdrygnęłam.
Postanowiłam przemilczeć jego komentarz. Spuscilam glowe tak, by nie widział moich rumieńców od razu zmieniając temat. -Jak twój nos? -Wporzadku. -wzruszył ramionami i bardziej mnie do siebie przytulil. -Okeeeeej więc teraz chodźmy. -odpowiedziałam i wyszłam z łazienki zostawiając go samego.
W salonie nasze mamy zachwycały się sukienką. Ja zresztą też. Była idealna. Przez cały ten czas wyobrażałam sobie bal. Marzyłam o tym by był wyjątkowy i niezapomniany, dlatego też tak bardzo zależało mi na tej sukience. Ładna sukienka to już początek sukcesu. Jedynym minusem było to, że Kate pewnie pójdzie z Chrisem. A ja? Ja nie miałam partnera.
-Cassie będziesz wyglądać prześlicznie, już ja o to zadbam. -zaśmiała się Pattie.
-Dziękuję. Za sukienkę i za wszystko. -powiedziałam szczerze.
-Za mnie też? -odezwał się rozbawiony Justin i poruszył zabawnie brwiami.
-Co ty masz do tego Justin? -zapytała jego mama po czym przeniosła wzrok na mnie kręcąc głową w niedowierzeniu. Zaśmiałam się, a ona ze mną. Całej sytuacji przyglądała się moja mama, która chyba polubiła Justina, bo wciąż się uśmiechała.
-No wiesz urodziłaś mnie, więc skoro dziękuję za wszystko, a ja jestem częścią ciebie no to chyba jasne, że mam coś do tego,nie? -tłumaczył, a wszyscy w pokoju wybuchnęli śmiechem.
-Chciałbyś Bieber -powiedziałam wciąż się śmiejąc.
-No i wróciła zadziorna Cassie. -westchnął.
-Zawsze była, więc się nie łudź. -wytknęłam mu język i zwróciłam się do mamy.
-Idę do siebie. Odłożę sukienkę i wrócę.
-Czekaj, pomogę ci. -usłyszałam Justina wchodząc po schodach.
-Marzysz. -powiedziałam, ale nie usłyszałam już odpowiedzi. Weszliśmy do pokoju. Justin usiadł na moim łóżku i zaczął się rozglądać, a ja udałam się prosto do łazienki, by się przebrać. Po kilku minutach wyszłam. Justina nie było już na łóżku. Stał przy komodzie, na której były zdjęcia. Odwrócił się, gdy usłyszał kroki i spojrzał na mnie.
-To twój tata? -zapytał cicho. Przytaknęłam mu, wzięłam od niego ramkę i ustawiłam z powrotem na miejsce. Nie chciałam mu o tym mówić, by się nie rozkleić.
-Gdzie on jest? -usłyszałam zanim usiadłam na swoim łóżku podkulając nogi.
-Nie żyje. -warknęłam. -Możemy skończyć temat? -spojrzałam na niego z załzawionymi oczami. Nie mogłam przy nim płakać, więc z całych sił próbowałam powstrzymać łzy gromadzące się w moich oczach. Podszedł do mnie i opiekuńczo objął mnie ramieniem.
-W porządku. Jak będziesz gotowa to mi powiesz. -uśmiechnął się przyjaźnie,a ja skinęłam głową. -Obejrzymy jakiś film? -zapytał szczerząc się. Zaśmiałam się mówiąc, że pójdę po coś do jedzenia. On miał w tym czasie wybrać film. Wróciłam do pokoju z miską popcornu, paczką oreo i butelką coli. Usiadłam wygodnie na łóżku i rozłożyłam jedzenie na pościeli.
-Co oglądamy? -zapytałam poprawiając się, by mieć wygodną pozycję.
-Obecność. -powiedział i objął mnie ramieniem.
-Nie boję się horrorów, więc twoja ręka nie będzie potrzebna. -chłopak westchnął, ale posłuchał mnie i zabrał ją po czym nacisnął na pilocie 'play'.
-Nie rozumiem cię. -westchnął. -Za każdym razem, kiedy coś próbuje odpychasz mnie. Każda laska w mojej szkole jak i zresztą w twojej marzy o tym bym na nią spojrzał, a ciebie to nie obchodzi. -patrzyłam na niego nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Czy on właśnie przyznał, że mnie lubi? -Możesz już przestać udawać, że ci się nie podobam.
-Podobasz mi się? -prychnęłam. -Bieber ogranicz oglądanie komedii romantycznych.
-Nie musisz przede mną kłamać. Wiem jak na ciebie działam. -zaśmiał się pewny siebie i zaczął przysuwać do mnie. Był kilka centymetrów od mojej twarzy, a ja nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Dopiero kiedy spojrzał na moje usta,a swoje tak uwodzicielsko oblizał i przeniósł swój wzrok na moje oczy, światełko w mojej głowie przypomniało mi co się dzieje.
-Po moim trupie. -odepchnęłam go lekko starając się unormować swój oddech. Miał rację działał na mnie, ale on był taki jak każdy. Chciał dziewczynę tylko dla seksu. To nie dla mnie. Tym bardziej po sytuacji z moim byłym chłopakiem -Derekiem. Byliśmy razem przez rok. Pewnie bylibyśmy jeszcze dłużej, gdyby nie to, że mnie zdradzał i próbował zgwałcić, bo nie chciałam uprawiać z nim seksu.
Spojrzałam na Justina siedzącego obok zajadającego się popcornem i oreo na zmianę i mimowolnie uśmiechnęłam się.
-Rzadko dopuszczam ludzi do siebie. -powiedziałam ze spuszczoną głową bawiąc się palcami. -Po śmierci taty i sytuacji z moim byłym chłopakiem...ja po prostu boję się. -podniosłam głowę i spojrzałam w jego duże, brązowe oczy.
-Pozwól mi być przyjacielem. -mruknął cicho i rozłożył ręce do uścisku, więc wtuliłam się w jego klatkę piersiową.
-Dziękuję Justin. -szepnęłam cicho.
Resztę filmu obejrzeliśmy w takiej pozycji. Dużo się śmialiśmy i rozmawialiśmy na różne tematy, a podczas strasznych scen karmiliśmy się nawzajem. Urządziliśmy nawet konkurs, kto zmieści więcej popcornu w buzi. Gdyby ktoś kilka tygodni temu powiedział mi, że będę siedzieć na jednym łóżku z byłym chłopakiem Olivi nie uwierzyłabym.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Cześć. :)
Rozdział trochę 'przesłodzony' tak myślę, ale spokojnie nie przyzwyczajajcie się :D
Jeśli są jakieś błędy, to później poprawie.
+ 17 komentarzy , 5 obserwatorów, ponad 8500 wyświetleń.
Mówiłam już jak bardzo Was Kocham i dziękuję?
Nawet nie wiecie jak się cieszę oO < 3
+ Jeszcze 2 dni do Believe !
jieocudrhvciurviubruivrbucid *.*
Nie mogę się doczekać, już szykuje chusteczki haha a wy idziecie? :)
sobota, 18 stycznia 2014
Rozdział 10
Pov’s Justin.
Po wyjściu Cassie poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki
prysznic, tym razem udało mi się przebrać–pomyślałem. Zszedłem na dół zobaczyć
co robi reszta. Jak się okazało oglądali jakiś film, więc udałem się do kuchni,
nalałem sobie soku i wróciłem do nich siadając obok Josha.
-Wychodzisz gdzieś? –zapytał Chris, gdy na mnie spojrzał.
Miałem na sobie dżinsy lekko opuszczone w kroku, białą koszulkę w serek, czarną
skórzaną kurtkę i białe buty Nike, stąd pewnie to pytanie.
-Taa do klubu. –powiedziałem mając nadzieję, że mi uwierzą i
że Cassie nic im wcześniej nie powiedziała. Nie chciałem żeby wiedzieli gdzie
tak naprawdę jadę. Chcieliby jechać ze mną, by mnie pilnować, a ja tego nie
potrzebowałem, więc łatwiej było skłamać. Nie lubiłem tego, ale czasem było to
po prostu korzystniejsze.
-Ta do klubu –prychnęła Cassie, a wszystkie oczy zwróciły
się ku niej.
-Co? –zapytała zmieszana. –Miałam na myśli to, że..że.. –zaczęła
się jąkać, a ja jak i reszta wyczekiwaliśmy na to co powie. –No wiecie jest po
18, a on mówi że idzie do klubu. Pewnie nie chce wam powiedzieć, że idzie
wcześniej na piwo czy coś. –powiedziała niepewnie, a ja słabo się do niej
uśmiechnąłem. Nie odwzajemniła tego. Od razu spojrzała na telewizor, by
ponownie zacząć oglądać film.
-Oh dzięki Cass –warknąłem z udawaną złością, a wszyscy się
zaśmiali. Oprócz Cassie. Chwilę jeszcze z nimi posiedziałem zanim podniosłem
się z kanapy i udałem w stronę kuchni by odstawić szklankę.
-Mogę jechać z tobą czy serio się z kimś umówiłeś koleś?
–zapytał Chaz wchodząc do kuchni.
-Nie tym razem stary. –poklepałem go po ramieniu i
wyszedłem. Spojrzałem jeszcze raz na siedzących przyjaciół w salonie i
uśmiechnąłem się widząc Chrisa i Kate przytulonych do siebie. Poczułem dziwne
ukłucie w sercu. Może doszło do mnie, że potrzebuje kogoś lepszego
od Olivii, która zawsze pożerała każdego wzrokiem, która pieprzyła się z
Jasonem za moimi plecami i która mnie okłamywała. Nie byłem święty, nie jestem
i pewnie nie będę, ale nikomu nie
zrobiłbym takiego świństwa. Chciałem tylko kogoś przy kim będę mógł być sobą,
kogoś kto będzie mnie doceniał i troszczył się, a gdy będę zły będzie potrafił
mnie opanować. Kogoś kto pozna i pokocha prawdziwego mnie.
-Ej dude, wszystko okej? –roześmiał się Josh i lekko uderzył
mnie w tył głowy.
-Spieprzaj –warknąłem i oddałem mu lekko w twarz, a on się
zaśmiał. Odruchowo spojrzałem na Cassie, której twarz nie wyrażała żadnych
emocji. Pewnie była na mnie zła, bo nie pozwoliłem jej jechać. Nie rozumiałem
tylko czemu jej tak na tym zależy. Podszedłem do niej i ukucnąłem przed jej
nogami.
-Możemy pogadać? –zapytałem cicho biorąc jej rękę i
wyprowadzając na zewnątrz. Nikt nawet nie zauważył, że wyszliśmy. Chris i Kate
byli zajęci sobą, a Josh i Chaz krzątali się gdzieś w kuchni.
Staliśmy na schodach
przez chwilę i dopiero wtedy dostrzegłem, że Cassie nie ma na sobie butów.
Podszedłem bliżej, złapałem za jej uda i podniosłem ją. Nie widząc żadnego
ruchu z jej strony sam oplotłem jej nogi
wokół swojego pasa i spojrzałem w jej oczy, jednak nie odezwałem się.
-O-o czym chciałeś pogadać? –zapytała spuszczając swoją
głowę, by na mnie nie patrzeć.
-Czemu tak bardzo chcesz jechać ze mną? –zapytałem, a ona
tylko wzruszyła ramionami.
-Możesz mnie już postawić? –pokiwałem przecząco głową i
ruszyłem z nią w stronę samochodu. Posadziłem ją na masce i stanąłem miedzy jej
nogami trzymając ją w biodrach.
-Cassie.. –zacząłem. –Nie chce żebyś ze mną jechała, bo nie
chce cię mieć na sumieniu. To nie jest bezpieczne miejsce, tym bardziej, że nie
mógłbym być z tobą bo mam wyścig. Jest tam dużo napaleńców, którzy chętnie
wykorzystaliby to, że jesteś tam sama. Rozumiesz? –patrzyłem prosto w jej oczy,
a ona lekko skinęła głową.
-Czemu nie chciałeś żeby wiedzieli, gdzie jedziesz? Będą się
martwić. –powiedziała smutno i popatrzyła na mnie czekając na moją odpowiedź.
-Właśnie dlatego im nie powiedziałem. Chcieliby jechać ze
mną tak ja ty. –prychnąłem i wzruszyłem ramionami. Cassie przewróciła oczami,
wkurzyłem się i puściłem ją. Odszedłem kawałek, by się uspokoić. Nie chciałem
na nią krzyczeć. Dopiero co się pogodziliśmy, po co to niszczyć? Nagle poczułem
czyjś dotyk na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Cassie.
-Przepraszam, zapomniałam. –powiedziała ze skruchą w głosie,
a ja zaśmiałem się widząc jak skacze z nogi na nogę przez brak butów.
Podniosłem ją i przerzuciłem przez ramię niosąc do domu. Dziewczyna warknęła na
mnie i krzyczała bym ją puścił uderzając o moje plecy, ale na nic. W domu
postawiłem ją na kanapie w salonie, który o dziwo był pusty, musnąłem palcem
jej drobny nos i uśmiechnąłem się.
-Niedługo wrócę, a ty postaraj się nie tęsknić.
–powiedziałem, a ona uderzyła mnie piąstką w ramię.
-Marzysz Bieber. -Zaśmiałem się i opuściłem mieszkanie, zostawiając ją samą.
-Marzysz Bieber. -Zaśmiałem się i opuściłem mieszkanie, zostawiając ją samą.
-Nie spóźniłeś się. –zaśmiał się Jason podchodząc bliżej.
-Chyba mieliśmy się ścigać, a nie gadać. –warknąłem, a on
podniósł ręce w geście obronnym i ruszył w stronę swojego auta. Miejsce było
jak zwykle to samo. Jedyną widoczną różnicą była publiczność. Zazwyczaj są tu
tłumy kibiców zakładających się o to, kto wygra. Nie tym razem. Tu biliśmy
tylko my. Myślałem, że Jason będzie chciał wygrać na oczach widowni. Myliłem się? Najwidoczniej. Podjechałem do linii startu i stanąłem obok niego. Patrzył na
mnie przez otwarte okno.
-Gotowy? –zapytał. Skinąłem głową i spojrzałem przed siebie.
-W takim razie niech wygra najlepszy.- powiedział z cwaniackim uśmieszkiem.
Trasę znałem bardzo dobrze, ale to nie było teraz ważne,
ponieważ miałem plan. Miałem cichą nadzieję, że dzięki niemu Jason sobie
odpuści i przestanie ze mną rywalizować. Nagle usłyszałem jak głośno odlicza. Prychnąłem pod nosem z jego pomysłowości. Kto normalny rozpoczyna wyścig od odliczania?
3.
2.
1.
I ruszyliśmy.
I ruszyliśmy.
Co chwilę zmieniałem biegi. Byłem na prowadzeniu, ale Jason
był tuż za mną. Uśmiechnąłem się i mocno zahamowałem, by wbić się w zakręt, co
nie powiem wyszło mi perfekcyjnie. Chwilę potem znów przyśpieszyłem i
spojrzałem w lusterko, by zobaczyć jak Jason próbuje mnie wyminąć. Postanowiłem
się z nim trochę pobawić i nie pozwolić mu na to. Kiedy tylko skręcał w lewo,
ja szybko robiłem to samo, kiedy skręcał w prawo ja również. Chciałbym wiedzieć
teraz jego minę –uśmiechnąłem się na myśl o tym i lekko przyśpieszyłem. W
pewnej chwili zobaczyłem jak samochód Jasona zbliża się do mojego i próbuje
mnie zepchnąć z toru. Przed nami był zakręt, więc gwałtownie zahamowałem, co
widocznie zdziwiło chłopaka, bo już nie patrzył na mnie, a na drogę przed nami.
Zahamował, wrzucił ręczny hamulec i wszedł w zakręt. Zrobiłem to samo, lecz
będąc już za nim. Zbliżaliśmy się do końca, więc obaj przyśpieszyliśmy, by z
jak największą prędkością przekroczyć linię mety. Jason był pierwszy, co
znaczyło że mi się udało. Może teraz, kiedy wygrał da mi w końcu spokój.
–pomyślałem.
Zatrzymałem swoje auto i wysiadłem z niego lekko trzaskając
drzwiami. W moją stronę szedł wściekły Jason. Spojrzałem na niego wymownie i
już chciałem mu pogratulować, lecz nim się zorientowałem podszedł do mnie i wymierzył we mnie cios.
-Co jest kurwa? –warknąłem podirytowany i wytarłem ręką
cieknącą krew. –Wygrałeś, czego chcesz więcej? –zapytałem z kpiną w głosie. Ten
jednak nie zbyt się przejął bo zaczął się śmiać. Podszedł jeszcze bliżej i
popchnął mnie, po czym uderzył z kolanka w brzuch. Skuliłem się.
-Myślisz, że nie wiem co to było? –zapytał wkurzony.
–Zrobiłeś to specjalnie. Znam twoje techniki Bieber. Co to miało być, huh?
–Podniosłem się i spojrzałem na niego z pogardą.
-Jesteś popieprzony. –skomentowałem, a on się zaśmiał.
-Myślałeś, że jestem taki głupi i dam się nabrać? Cóż..muszę cię rozczarować. –powiedział i zaczął się oddalać. Otworzył drzwi od swojego
auta i popatrzył na mnie.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem Bieber. –zaśmiał się i wszedł
do auta. Chwilę później ruszył z piskiem opon.
Ja natomiast wolnym krokiem podszedłem do drzwi swojego samochodu,
usiadłem za kierownicą i popatrzyłem w lusterko. Wyglądałem okropnie. Krew
wciąż kapała mi na bluzkę, a brzuch dawał o sobie znać poprzez ból. Zachowuje
się jak baba –skarciłem się w myślach i wyjechałem na drogę, by wrócić do domu.
Otworzyłem drzwi mając nadzieję, że nikogo nie spotkam na
swojej drodze. Nie chciałem, żeby widzieli mnie w takim stanie, bo musiałbym im
się tłumaczyć. Wszedłem do salonu, by udać się do kuchni. –pusto. Całe szczęście.
–pomyślałem. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem z niej mleko, by się napić. Zimna
ciecz dostała się do gardła przez co poczułem się lepiej.
-Justin.. –usłyszałem cichy szept i automatycznie spojrzałem
w tamtym kierunku.
-Cassie, co ty tu jeszcze robisz? –zapytałem zrezygnowany.
Pięknie, teraz będę się jej musiał tłumaczyć, a nie mam na to najmniejszej
ochoty. Widziałem w jej oczach przerażenie i strach, więc odłożyłem mleko na
miejsce i podszedłem do niej chwytając ją za nadgarstek i ciągnąc w stronę wyjścia.
-Chodź, odwiozę cię. –powiedziałem, a ona stanęła.
Odwróciłem się i spojrzałem w jej oczy.
-Musimy to opatrzeć Justin. Gdzie jest apteczka? –wzruszyłem
ramionami.
-Nic mi nie będzie. Jak wrócę to się tym zajmę. –dziewczyna
pokiwała przecząco głową i udała się do kuchni szukając prawdopodobnie apteczki
w szafkach. Zrezygnowany poszedłem do łazienki i wziąłem to na co czekała.
Stanąłem przed nią i dałem jej potrzebne rzeczy. Nic nie powiedziała. Posadziła
mnie na krześle i w ciszy zaczęła przemywać moje rany na twarzy.
-Gdzie są wszyscy? –zapytałem. Była taka skupiona.
-Na tarasie. –skinąłem, kiedy nic więcej nie powiedziała.
Patrzyłem na nią z podziwem. Większość dziewczyn zaczęła by panikować na sam
widok krwi, a ona? Ona nie zwracała na to uwagi. –Teraz może zapiec.
–powiedziała. Syknąłem marszcząc czoło, a ona się zaśmiała. Złapałem za jej
biodra i przyciągnąłem bliżej siebie, tak by stała między moimi nogami.
Wzdrygnęła się lekko, ale uległa.
-Czemu się biłeś? –zapytała niepewnie.
-Nie biłem się. –wzruszyłem ramionami, a Cassie posłała
mi zabójcze spojrzenie.
-Jasne, więc tak po prostu masz rozwalony nos, tak?
–zapytała z kpiną i odeszła by wyrzucić zużyte waciki. Jęknąłem na jej
zachowanie i wstałem z krzesła opierając się o blat.
-Nie biłem się. –zacząłem.
-Przestań kłamać. –krzyknęła, a ja podszedłem i złapałem za
jej ramiona, po czym się uśmiechnąłem.
-Wiesz, że zachowujemy się jak para, która się kłóci
martwiąc się o drugą osobę? –zapytałem rozbawiony, a Cassie pokręciła
niedowierzająco głową.
-W twoich snach Bieber. –zaśmiała się, ale zaraz
spoważniała. –Więc, co się stało?
-Pojechałem tam. Na miejscu czekał już na mnie Jason.
Obmyśliłem sobie plan, że jak przegram to może da mi spokój, ale tak nie było.
On mnie zna, wie że ze mną trudno jest wygrać, a kiedy bez niczego tak po
prostu dojechał na metę, wkurzył się. Podszedł do mnie i uderzył –wzruszyłem
ramionami i spojrzałem w przerażone oczy dziewczyny.
-Nie oddałeś mu? –zapytała i zrobiła krok w tył.
-Nie. Gdybym mu oddał prawdopodobnie skończyło by się to w
szpitalu, albo jeszcze gorzej. –powiedziałem pewnie.
-Cześć. Wysłali mnie, bo długo cię nie było, ale widzę że
masz zajęcie. –poruszył brwiami Chaz patrząc na Cassie przez co zaczęła się
śmiać. Przewróciłem oczami i patrzyłem na niego kręcąc głową na 'nie'. Nagle w
kuchni rozległ się dźwięk dzwonka. Cassie wyjęła telefon z kieszeni i odebrała.
-Cześć mamo, wróciłaś już? –zapytała oddalając się.
Przez tą chwilę Chaz
mówił mi jaka to Cassie jest fajna i że powinienem się z nią umówić, bo niedługo
ktoś się za nią zabierze. Poklepałem go po ramieniu dając znak, by skończył
bredzić i w tym momencie weszła dziewczyna. –Ok., zaraz będę. –usłyszeliśmy tuż
po jej wejściu do kuchni. –Zawieziesz mnie Chaz? –zapytała, a ja oderwałem się
od blatu.
-Ja cie zawiozę. –powiedziałem i wyszedłem z domu trzaskając
drzwiami. Postanowiłem poczekać na nią przed domem.
--------------------------------------------------------------------------------
Cześć, Cześć :D
No i mamy już 10 rozdział.
Nie wiem nawet kiedy to zleciało :)
Mam nadzieję, że ta akcja z wyścigiem mi w miarę wyszła. Nigdy nie pisałam takich rzeczy, nie znam się zbytnio na autach więc opinie zostawiam Wam.
Cassie nie pojechała.
Przewidziałam, że większość z Was pomyśli, że pojedzie a tu SUPRISE :D
Nie chcę żeby to opowiadanie było czymś co łatwo będzie przewidzieć. Chciałabym żeby to było coś oryginalnego. Mam nadzieję, że rozumiecie :)
+ Dziękuję za komentarze i ponad 6ooo tys wejść. oO
Nie wiem czy to dużo, czy nie bo to moje pierwsze opowiadanie, ale i tak się jaram .! *.*
+Uwielbiam czytać wasze komentarze, więc jeśli macie jakieś zastrzeżenia czy cokolwiek napiszcie proszę. :)
Pytania : Twitter
Jeśli chcecie być informowanie to : Tu
--------------------------------------------------------------------------------
Cześć, Cześć :D
No i mamy już 10 rozdział.
Nie wiem nawet kiedy to zleciało :)
Mam nadzieję, że ta akcja z wyścigiem mi w miarę wyszła. Nigdy nie pisałam takich rzeczy, nie znam się zbytnio na autach więc opinie zostawiam Wam.
Cassie nie pojechała.
Przewidziałam, że większość z Was pomyśli, że pojedzie a tu SUPRISE :D
Nie chcę żeby to opowiadanie było czymś co łatwo będzie przewidzieć. Chciałabym żeby to było coś oryginalnego. Mam nadzieję, że rozumiecie :)
+ Dziękuję za komentarze i ponad 6ooo tys wejść. oO
Nie wiem czy to dużo, czy nie bo to moje pierwsze opowiadanie, ale i tak się jaram .! *.*
+Uwielbiam czytać wasze komentarze, więc jeśli macie jakieś zastrzeżenia czy cokolwiek napiszcie proszę. :)
Pytania : Twitter
Jeśli chcecie być informowanie to : Tu
wtorek, 14 stycznia 2014
Rozdział 9.
Pov’s Cassie
W nocy nie spałam zbyt dobrze, co chwilę się budziłam, a w
szkole nie byłam w stanie się na niczym skupić. Cały czas miałam przed oczami
zimny wzrok Justina skierowany do Jasona, ale i jego szczerość w oczach, kiedy
opowiadał mi co się między nimi wydarzyło. Kiedy zadzwonił dzwonek, świadczący
o tym, że lekcje dobiegły końca szybkim krokiem opuściłam klasę. Podeszłam do
szafki by zostawić w niej niepotrzebne książki i ruszyłam w stronę wyjścia.
-Cześć Kochana -rzuciła Kate i mocno mnie do siebie
przytuliła co odwzajemniłam.
-Co tu robisz, myślałam że masz jeszcze jedną
lekcje. -zaśmiałam się, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Tak, ale przyszłam Ci o czymś powiedzieć. -wyglądała
podejrzanie, ale nie byłam w stanie odczytać co ma na myśli, więc ją
popędziłam.
-Okej, okej już mówię. Pamiętasz Ryana, prawda? -zapytała z
uśmiechem, a ja skinęłam głową na znak, że powinna mówić dalej. -No
więc..Chciałby cię zaprosić na randkę -pisnęła i znów mnie przytuliła. A ja
stałam zszokowana. Czy tego chciałam? Sama nie wiem. Ryan jest miłym chłopakiem
i dobrze się z nim bawiłam, ale czy mogłoby być z tego coś poważniejszego?
-Cassie Ziemia -zaśmiała się Kate -Wiem, że to dla siebie
szok, ale mogłabyś chociaż spróbować, co? Proszę. Dobrze ci się z nim
rozmawiało, więc co ci szkodzi? –zapytała wzruszając ramionami.
-Sama nie wiem.-przyznałam. –Nie chcę żeby robił sobie
nadzieje.
-Cass do cholery, proszę. Nie możesz wiecznie rozpamiętywać
tego dupka, jego już nie ma.-powiedziała nieco ciszej, ale kiedy zobaczyła mój
wzrok pożałowała swoich słów.
-Muszę już iść, ty zresztą też. Do zobaczenia Kate.
-ucałowałam jej polik i udałam się prosto do domu. Do pustego domu, bo przecież
mama wciąż pracowała. Wiedziałam, że ta praca jest wymagająca i dobrze płatna,
co kiedyś mi się podobało, ale teraz jednak żałuję. Brakuję mi jej.
Po wejściu od razu udałam się do mojego pokoju, gdzie
rzuciłam się na łóżko. Leżałam tak przez jakiś czas, dopóki nie zadzwonił
telefon. Niechętnie przewróciłam się na plecy, by móc wyciągnąć telefon i po
przejechaniu palcem po ekranie, by go odblokować przyłożyłam telefon do ucha.
-Cześć Cassie-rozbrzmiał
głos Ryana po drugiej stronie. Westchnęłam cicho i postanowiłam się odezwać.
-Cześć, coś się stało? –spytałam mając nadzieję, że nie chce
mnie zaprosić na randkę.
Nastąpiła chwilowa cisza.
Nastąpiła chwilowa cisza.
-Tak, to znaczy nie. Mam na myśli to, że ehm..-zaciął się na
chwilę po czym znów kontynuował –Cassie dzwonie po to żeby sprostować to
co powiedziała Kate. Czy ona zawsze wszystko tak gada? -zaśmiał się bez humoru. -Nie zrozum mnie źle jesteś piękna, zabawna, ale
oni się uprali na to żebyśmy się zaczęli umawiać, ale ja nie wiem. To znaczy
jeśli byś chciała kiedyś to jasne, ale ty mnie nawet zapewne nie dopuścisz do
siebie, więc nie chce cie do niczego zmuszać. Bądźmy przyjaciółmi, co? –zapytał
ze skruchą w głosie. W moich oczach zebrały się łzy, ale nie dałam się i nie
pozwoliłam im wypłynąć. To jedne z najlepszych słów jakie usłyszałam. W
słuchawce znów zapanowała głucha cisza. Ryan prawdopodobnie nie wiedział co
jeszcze mógłby powiedzieć, a ja wciąż powtarzałam sobie jego słowa w myślach.
-Ryan, tak bardzo ci dziękuję. -powiedziałam. -I..oczywiście,
pasuje mi przyjaźń.
-Naprawdę? Cieszę się Cassie. To może uczcimy to jakoś? –zapytał
już w lepszym humorze.
-Jasne, co proponujesz? –zaśmiałam się, a on mi zawtórował.
-Może wpadniesz dziś do nas z Kate? To znaczy jeśli nie masz
nic przeciwko. –spojrzałam na zegarek, by upewnić się, że Kate skończyła lekcje.
Była 16 więc pomyślałam, że mogłybyśmy wpaść.
-Jasne, zadzwonię do niej i niedługo będziemy. –powiedziałam
po czym się rozłączyłam.
Podeszłam do szafy, by się przebrać, ale moje myśli były
wciąż na czymś skupione. Nie wiedziałam tylko na czym, wydawało mi się, że o
czymś zapomniałam. Tylko o czym?
Po jakimś czasie uznałam, że to moja chora wyobraźnia, więc udałam się do łazienki, by się przebrać i od razu zadzwoniłam do Kate, by powiedzieć jej, że jedziemy do chłopaków. Jak to ona ucieszyła się, bo była to kolejna okazja, na to by spotkać się z Chrisem. Po około 30 minutach, Kate czekała już na mnie pod domem. Wzięłam klucze z szafki i szybkim krokiem ruszyłam do drzwi. Przywitałam się z przyjaciółką i ruszyłyśmy w stronę przystanku autobusowego.
Po jakimś czasie uznałam, że to moja chora wyobraźnia, więc udałam się do łazienki, by się przebrać i od razu zadzwoniłam do Kate, by powiedzieć jej, że jedziemy do chłopaków. Jak to ona ucieszyła się, bo była to kolejna okazja, na to by spotkać się z Chrisem. Po około 30 minutach, Kate czekała już na mnie pod domem. Wzięłam klucze z szafki i szybkim krokiem ruszyłam do drzwi. Przywitałam się z przyjaciółką i ruszyłyśmy w stronę przystanku autobusowego.
Będąc już pod domem Chrisa dostrzegłyśmy kilka sportowych
aut. Były to jedne z lepszych, ale skąd
mieli na to pieniądze? Nie ważne. Zadzwoniłyśmy dzwonkiem, a chwilę potem drzwi
otworzył nam przyjaciel Justina, Chaz.
-Siema piękne panie –powiedział i ucałował nasze policzki.
Roześmiane weszłyśmy do salonu, w którym byli już wszyscy. Wszyscy prócz
Justina. Gdzie on się podziewał? Nie rozmawiałam z nim od wczorajszego
incydentu. Może go przestraszyłam, może nie chciał bym go pocałowała. W prawdzie
to tylko polik, nie? Ale każdy może to odebrać inaczej..Cholera.
-Cassie wszystko okej? –zapytał z troską Chris, a mnie
olśniło. Przecież Justin ma o 20 wyścig z Jasonem, tak teraz wszystko układa
się w całość. To o tym nie mogłam sobie przypomnieć przez cały dzień.
-Gdzie jest Justin? –zapytałam choć nie byłam pewna czy
powinnam. Co jeśli nie wiedzą o wyścigu? Może nie chciałby żebym mówiła.
-U góry, czemu pytasz? –wzruszyłam lekko ramionami pytając
jeszcze gdzie dokładnie i od razu udałam się do wskazanego mi miejsca. Dziwnie
postąpiłam? Możliwe, ale musiałam z nim porozmawiać.
Wchodząc na górę czułam na sobie spojrzenia, ale olałam to.
Podeszłam do drzwi, w których rzekomo był Justin i lekko zapukałam.
Nic. Cicho. Zapukałam raz jeszcze.
Nic. Cicho. Zapukałam raz jeszcze.
-Od kiedy wy kurwa pukacie? -krzyknął zza drzwi wkurzony chłopak.
Wzdrygnęłam się lekko, ale wciąż stałam w miejscu. Dopiero kiedy mnie zobaczył,
jego złość opadła. –Nie wiedziałem, że to ty. –to jedyne co powiedział. No bo
przecież to Justin Bieber on nigdy nie przeprasza.
-Tak to ja –skomentowałam. Nie takiego przywitania
oczekiwałam, ale cóż.
-Cześć –powiedział i cmoknął mnie w polik. Skąd on..?
-Czemu to zrobiłeś? –zapytałam nie będąc pewna czy chce to
usłyszeć? Czy ja to powiedziałam na głos? Przecież nie o takie przywitanie mi
chodziło.
-Zrobiłem co? –zapytał z rozbawieniem –Czemu cię pocałowałem,
tak? Sama powiedziałaś, że nie takiego przywitania oczekiwałaś, więc myślałem,
że chodzi ci o to. –wzruszył ramionami i usiadł na swoim łóżku.
-To źle myślałeś. –prychnęłam i udałam się za nim siadając
obok.
-Jasne, co tylko sprawi, że poczujesz się lepiej –zaśmiał się.
-Dupek. Jesteś strasznym dupkiem –powiedziałam, a on zaczął
śmiać się jeszcze głośniej. Okej, myślę, że on powinien się leczyć. Serio.
-To już wiem kochanie. A teraz powiedz mi co cię do mnie
sprowadza, huh? –zapytał i przybliżył się nieco bliżej mnie.
-Mogę jechać z tobą na wyścig? –zapytałam cicho i spuściłam
głowę bawiąc się placami. Justin chwycił mój podbródek, przybliżył się do mnie
na niebezpieczną odległość.
-Nie –zaśmiał się i wstał, by wziąć ciuchy na przebranie.
-Dlaczego? –krzyknęłam wstając i zbliżając się do niego.
Stanęłam przed nim tak, by nie miał dostępu do swoich ciuchów i musiał patrzeć
tylko na mnie.
-Myślę, że powinnaś już iść. Czekają na ciebie na dole. –powiedział
i lekko mnie przesunął by mieć dostęp do szafy.
-Nie, nie wyjdę stąd. –prychnęłam. –Zostanę tu, a potem
pojadę z tobą na ten wyścig.
-Nie Cassie, zostaniesz tu z chłopakami, a ja pojadę sam i
koniec. Nie zamierzam więcej na ten temat z tobą rozmawiać. –powiedział lekko
zirytowany, ale w tym momencie miałam to gdzieś. Chciałam jechać i już.
-Dlaczego? –zapytałam już nieco ciszej nie chcąc go jeszcze bardziej
drażnić. Ponownie się do mnie przybliżył i wyszeptał.
-Bo nie. A teraz idź już –uśmiechnął się i założył mi kosmyk
włosów za ucho. Jak on lubi się ze mną drażnić, doprowadza mnie do szału w
pewnym sensie, ale wciąż myślę, że jest dupkiem.
Mną się nie pobawi.
-Zmuś mnie –uśmiechnęłam się zadziornie i usiadłam na łóżku.
Tak w ogóle to czyj to był pokój? Czemu miał swoje ciuchy w domu Chrisa? Dowiem
się później –pomyślałam.
-Cassie nie chcesz tego, więc proszę cię opuść ten pokój
dobrowolnie. –powiedział nie ruszając się z miejsca. Spojrzałam na chwile na
niego i zaraz potem położyłam się. Słyszałam tylko kroki, co oznaczało że
zbliżał się do mnie.
-Wiesz, że mnie prowokujesz? –zapytał z rozbawieniem, a ja
zaczęłam się śmiać. Że niby co robię?
-Słucham? Czym cię prowokuję, tym że chce jechać na wyścig?
Nie bój się nie z twojego powodu. –powiedziałam i oparłam się łokciami o łóżko,
by lepiej widzieć rozbawionego chłopaka.
-Leżysz na moim łóżku, to wystarczy a w dodatku gdy proszę
żebyś wyszła, ty nie chcesz. –prychnął i zaczął zbliżać się do mnie. Nim zdążyłam
się zorientować Justin leżał koło mnie i podpierał się ręką, by móc mnie lepiej
widzieć.
-Cassie –zaczął cicho ciągle patrząc mi w oczy –nie możesz
ze mną tam jechać. To nie jest bezpieczne miejsce.
-Już tam raz byłam i jakoś nic mi się nie stało. –powiedziałam
pewnie. Poza tym miałabym przy sobie Justina, nie?
-Przestań. To nie jest jakaś gra, rozumiesz? To są realia,
nigdy nie wiesz co ci się stanie i kiedy.
-Ty też nie wiesz, więc dlaczego.. –zaczęłam, ale nie dane
było mi dokończyć, ponieważ w pokoju rozległ się krzyk Justina.
-Ryan, ktokolwiek weźcie ją stąd –jak na zawołanie w
drzwiach stanął Ryan. A Justin zakrył swoją twarz rękoma i dał znak chłopakowi,
by mnie od niego zabrał.
No pięknie. Teraz nie dość, że wyszłam na idiotkę, to
jeszcze nie pojadę na wyścig.
-Ugh –warknęłam i podeszłam do roześmianego Ryana. Posłałam
mu groźne spojrzenie, na znak że ma nie komentować i zanim wyszłam odwróciłam
się jeszcze do wciąż leżącego Justina.
-A z tobą Bieber jeszcze nie skończyłam. –I tymi słowami
opuściłam jego pokój.
----------------------------------------------------------------------------------
Cześć, cześć. :)
Wiem, że poprzedni rozdział był krótki, dlatego postanowiłam dodać
kolejny nieco wcześniej.
Mam nadzieję, że nie wyszło aż tak źle. :D
Myślicie, że Cassie pojedzie jednak na ten wyścig?
Jeśli macie jakieś pytania, zastrzeżenia, cokolwiek to śmiało piszcie w komentarzu lub na Twitterze .
----------------------------------------------------------------------------------
Cześć, cześć. :)
Wiem, że poprzedni rozdział był krótki, dlatego postanowiłam dodać
kolejny nieco wcześniej.
Mam nadzieję, że nie wyszło aż tak źle. :D
Myślicie, że Cassie pojedzie jednak na ten wyścig?
Jeśli macie jakieś pytania, zastrzeżenia, cokolwiek to śmiało piszcie w komentarzu lub na Twitterze .
sobota, 11 stycznia 2014
Rozdział 8.
Pov’s Justin
Siedziałem z Cassie w barze. Było całkiem miło, ale
oczywiście nie obyło się bez sprzeczek. To chyba u nas już rutyna. Spotkałem
Sue, więc chwilę z nią pogadałem, by Cassie była zazdrosna co mi się udało. Jakby
wzrok mógł zabijać, byłoby już po nas. Śmieszyło mnie to jak łatwo można ją wkurzyć. Dobra mnie też
szybko ponosi, ale..nieważne. Siedzieliśmy przez chwile cicho. Ona rozglądała się dookoła baru, a ja patrzyłem na nią.
-Jesteś zazdrosna.– stwierdziłem z uśmiechem.
-Nie -jestem- zazdrosna.Po prostu nie rozumiem twojej
kultury. Jesteś tu ze mną, a gadasz z obcą mi osobą i nawet nas sobie nie
przedstawisz. Może dlatego, że jestem dla ciebie nikim, huh?
-O czym ty mówisz. –chciałem
coś powiedzieć, ale mi przerwała.
-Sam powiedziałeś,że jestem nikim, zresztą nieważne. Możesz mnie już
odwieść –zapytała z nadzieją, na co ja tylko prychnąłem.
-Nie, nie odwiozę cię jeszcze. –powiedziałem, a ona przewróciła oczami. Wiedziała, że tego nie
lubię, a mimo to zrobiła to.-Chyba coś ci mówiłem na temat przewracania
oczami, prawda? –zapytałem z jadem w głosie.
-Przepraszam. –powiedziała prawdopodobnie tylko po to, by
nie zacząć kolejnej kłótni. Już się nie odezwałem, ale zaciekawił mnie jej
wzrok. Patrzyła na coś z zaciekawieniem, więc też spojrzałem w tamtą stronę.
-Wychodzimy-szybko wstałem z krzesła i trzymając Cassie za
nadgarstek prowadziłem w stronę wyjścia. Jason stał przy ladzie zamawiając coś bądź
flirtując z kelnerką. Nie chcąc by nas zobaczył przyśpieszyłem kroku. Już
byliśmy przy wyjściu, prawie nam się udało, ale oczywiście..znając moje
szczęście coś musiało pójść nie tak.
-Justin-krzyknęła Sue.-nie dałam ci mojego nowego
numeru.-powiedziała z uśmiechem, ale gdy zobaczyła mój wzrok i zaciśniętą
szczękę, jej mina automatycznie uległa zmianie.
-No patrzcie kogo ja tu widzę-odezwał się Jason. -szybko się
pocieszyłeś, co?-zapytał z nutką ironii i podszedł do Cassie. Ona mocno ścisnęła
moją dłoń i swój wzrok przeniosła na mnie. Bała się. Spojrzałem gniewnie na
mojego wroga, a dziewczynę delikatnie pchnąłem za moje plecy.
-Czego chcesz? Z tego co pamiętam to wyścig jest dopiero za
2 tygodnie.-powiedziałem zaciskając dłonie w pięść.
-Cóż..masz rację, ale co ty na to żeby go trochę
przyśpieszyć?
-Podaj miejsce i czas.-odpowiedziałem pewnie wiedząc, że i
tak wygram. Nikt się ze mną nie mógł równać. Zawsze kiedy się ścigałem czułem w
sobie moc, tą adrenalinę która mnie napędzała. To była moja pasja. Już jako
dziecko chciałem się ścigać. Kumplowałem się ze starszymi osobami, by nauczyli
mnie jeździć i tak już zostało. Jednak miałem roczną przerwę, moja mama miała ciężki okres w życiu,
chciałem jej pomóc, więc zrezygnowałem na jakiś czas. Czasami zdarzało się, że
jeździłem, ale przez cały rok z nikim się nie ścigałem, po prostu jechałem w
tamto miejsce i sam ze sobą walczyłem i ze swoimi myślami. To było moją
odskocznią. Jak widać ciągnęło mnie do tego i znów wróciłem. Teraz jednak z
większymi siłami. Nie dam sobą pomiatać tym bardziej takiemu chujowi jakim jest
Jason.
-Jutro, tam gdzie zawsze o 20.-wzruszył ramionami i spojrzał na Cassie, która wciąż stała za moimi plecami. Odwróciłem się tak by ją
zasłonić, a ona kurczowo trzymała moją kurtkę.
-Chroń ją Bieber. Kto wie, kto by chciał ją mieć w swoim łóżku.-prychnął i zaczął iść w stronę wyjścia. Poszedłem za nim, chwyciłem za
jego ramię ciągnąc tak by się odwrócił i mocno przywaliłem mu w szczękę.
-Odpieprz się od niej. Nie chodzi ci o nią tylko o wygraną
ze mną, więc zajmij się tym McCann.-splunąłem i odwróciłem się do przerażonej
Cassie. Chwyciłem ją za rękę i wyszedłem z baru. Nic nie mówiąc dotarliśmy do
auta. Otworzyłem jej drzwi, po czym udałem się na swoje miejsce.
-Cassie..-zacząłem niepewnie.
-Odwieź mnie do domu, proszę. -powiedziała ze skruchą w
głosie. Wiedziałem, że jest przerażona, ale nie chciałem żeby się mnie bała.
Mieliśmy zacząć wszystko od nowa, a teraz?
-Wysłuchaj mnie chociaż, ok?- zapytałem z nadzieją, że
chociaż da mi wytłumaczyć tą chorą sytuację. Cassie siedziała cicho, więc
uznałem że mogę mówić dalej. – Kiedy byliśmy dziećmi ja i Jason kumplowaliśmy
się. Do naszego teamu należeli również chłopacy, wiesz..Ryan, Chris, Chaz i
Josh. Zawsze wszystko robiliśmy razem, zdarzało się nawet, że dziewczyny
mieliśmy te same-zaśmiałem się przypominając sobie stare czasy, ale Cassie się to chyba nie spodobało. Jestem idiotą. Jasne, że jej się nie spodobało. Zmieszany
postanowiłem kontynuować.- Kiedy miałem 15 lat powiedziałem chłopakom, że moi
nowi starsi koledzy uczą mnie jeździć autem i że im też mogliby dać kilka
lekcji. Wszystkim się ten pomysł spodobał z wyjątkiem Jasona. On zawsze miał
chęć do rywalizowania, przez co często bywały kłótnie, ale był naszym kumplem,
więc znosiliśmy to. Mówiąc im to nie chciałem robić z tego takiej afery i
kłócić się. Wiedziałem, że lubią samochody i szybką jazdę. Tylko dlatego im to
powiedziałem.-spojrzałem na Cassie, a ona z zaciekawionym wzrokiem wciąż na
mnie patrzyła, więc mówiłem dalej.-Po jakimś czasie okazało się brał lekcje u
zawodowców. Zdziwiliśmy się, ale nie mieliśmy mu tego za złe. Powiedział, że
chce żebyśmy przyszli mu kibicować na wyścigach, więc tak też zrobiliśmy. Tam
spotkałem tych chłopaków co ze mną jeździli. Podeszli do nas zaraz po wyścigu
Jasona, który oczywiście wygrał. Chcieli żebym się z kimś zmierzył. Zgodziłem
się, bo chciałem zobaczyć jak to jest, ale nie wiedziałem, że się wciągnę.
Miałem się wtedy ścigać z Jasonem i Bradem, bo zajął drugie miejsce.-zatrzymałem
się i znów spojrzałem na dziewczynę.
-No i? Co było dalej? -popędziła mnie, a ja zacząłem się
śmiać, ale widząc jej minę zaprzestałem i skupiłem się znów na opowieści.
-Wygrałem wyścig, Jason się wściekł i od tamtej pory we
wszystkim ze mną rywalizuje. Miałem rok przerwy, więc pewnie myśli, że zapomniałem jak to sie robi czy coś.-wzruszyłem ramionami i odpaliłem silnik, by wyjechać
z parkingu. Cassie nic nie powiedziała w czasie drogi. Dopiero kiedy
zatrzymałem się pod jej domem, odpięła pas i spojrzała na mnie.
-Dziękuję za dzisiaj Justin.-pocałowała mnie w policzek, po
czym otworzyła drzwi i wyszła. Siedziałem w samochodzie nie wiedząc co ze sobą
zrobić. To było dla mnie zaskoczeniem.
ONA NAPRAWDĘ TO ZROBIŁA?
-------------------------------------------------------------------------------------
Hej, hej :)
Wiecie,że jesteście cudowni?
Nawet nie wiecie jak bardzo cieszę się z tego,
że tak uważnie czytacie moje opowiadanie.
W poprzednim rozdziale zawaliłam i przepraszam.
Postaram się bardziej uważać i częściej myśleć hahaha :)
Mam nadzieję, że tego nie zawaliłam.
Nie wiem czy mam poprawić tamten ( i ten )
i napisać je raz jeszcze logicznie, czy zostawić..
Decyzja należy do was, ale szczerze nie widzę w tym sensu,
bo mam zawsze 3 rozdziały do przodu i musielibyście
trochę poczekać na kolejne. :c
Zdecydowałam, że rozdziały będę dodawać
średnio raz na tydzień, czasami wcześniej, może później.
Może być ? :)
Dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem
i tyle wejśc Oo hedfuhewoiufhewro < 3
Jesteście najlepsi. :)
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Rozdział 7.
Pov’s Cassie.
-Hej –wyszeptał mi na ucho Justin. Był tak blisko, czułam
jego oddech na mojej twarzy. Nie powiem że nie podobała mi się dla bliskość, no
ale przecież nie mogłam mu tego pokazać.
-Cz-cześć -starałam się, naprawdę starałam się by nie
pokazać mu, że mnie onieśmiela, ale nie udało się. Niepewnie odpowiedziałam, a
głos mi się trząsł.
-Chyba powinniśmy…-nie dokończył, ponieważ ktoś wszedł do
pokoju. Justin stanął obok mnie z pewnym siebie uśmieszkiem, a ja czułam się
dziwnie. Odwróciłam się, by spojrzeć w stronę drzwi, gdzie stała jego mama. –świetnie.–pomyślałam.-lepiej być nie mogło.
-Przyszłam Was tylko zawołać na obiad- powiedziała
patrząc na Justina ze złowrogą miną.
-Ja, ja już pójdę. –odezwałam się niepewna tego co
powinnam zrobić. Zostać czy iść? W ostateczności postanowiłam iść. Nie chciałam
żeby Justin miał przeze mnie kłopoty, a Pattie chyba nie spodobało się to w
jakiej sytuacji nas przyłapała.
-Nie, nie kochanie. Nigdzie nie idziesz, zrobiłam obiad,
więc zjesz z nami. I nie przyjmuje odmowy-wzruszyła lekko ramionami i się
uśmiechnęła.–A teraz chodźmy.
Na dół schodziliśmy w ciszy. Szczerze? Bałam się tego
obiadu. Nie chciałabym żeby Pattie miała mnie za łatwą dziewczynę, bo taka nie
byłam. Zawsze marzyłam o kimś kto będzie mnie szanował, dla kogo będę wyjątkowa
i będę mogła być sobą. Z rozmyśleń
wyrwał mnie szept Justina. Coś nowego.- nie stresuj się tak kochanie.– serio? Jak on może w
takiej sytuacji żartować. To niedorzeczne. On jest jakiś chory, poważnie. Przed
chwilą jego mama widziała nas w dwuznacznej sytuacji, a on nic sobie z tego nie
robi. Wiem, że prawdopodobnie teraz przesadzam, ale jeszcze nigdy nie spotkałam
się z czymś takim. Po pierwsze nie miałam doświadczenia z chłopakami, ponieważ
miałam ich tylko 3, a po drugie nigdy nie byłam u żadnego w domu.
-Nie mów do mnie kochanie. –powiedziałam najciszej jak się
dało z jadem w głosie, a on się tylko zaśmiał.
PIEPRZONY DUPEK.
Usiedliśmy wszyscy przy stole. Na krzesełku siedział już na
nas mały Jackob, któremu chyba nie chciało się na nas czekać, bo kończył
właśnie swoją porcję. Usiadłam naprzeciwko Pattie, bo tam pokierował mną
Justin, by móc usiąść obok mnie. Pattie nałożyła nam Spaghetti, po czym usiadła
na swoje miejsce.
-To, kiedy jest ten bal Cassie? –rozpoczęła grzecznie
kobieta, chcąc rozluźnić napiętą atmosferę.
-Za miesiąc.
-Z kim idziesz ? –wtrącił się Justin z pełną buzią. Ugh,
kultury to on nie ma, ale widząc jego minę zaśmiałam się. To było wbrew mojej
woli, nie mogłam nic poradzić. Cichy śmiech sam ze mnie wyszedł. –Cassie,
halo.Pytałem o coś.
-Z Kate, ale będzie tam cała moja szkoła.
-Myślałem, że ostatnio jak tu byłaś mówiłaś, że masz z kim
iść –zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. -Z jakiej to
okazji? –nie odpuszczał.
-Mam z kim iść –oburzyłam się. –ukończenie szkoły. –powiedziałam
i nie zwracając uwagi na chłopaka zabrałam się za jedzenie.
Po skończonym obiedzie, podziękowałam Pattie, wzięłam swój
talerz by odstawić go do zlewu, ale mi nie pozwoliła. Nie byłam nauczona, by
nie sprzątać po sobie. Mimo, że mojej mamy często nie było to zawsze po sobie
sprzątałam.
-Ja posprzątam, nie martw się o to.-powiedziała mama Justina, kiedy chciałam odnieść swój talerz do zlewu, by go umyć.
-Chciałabym pomóc, pani zrobiła przepyszny obiad,
chciałabym się jakoś odwdzięczyć. –przekonywałam, ale na marne, ponieważ
kobieta była nieugięta.
-W takim razie ja już pójdę. Naprawdę dziękuję za obiad i
za sukienkę.
-Nie ma sprawy, to ja dziękuję za zajęcie się Jackobem. –zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam. Podeszłam do malucha, ukucnęłam, by być
bliżej niego.
-Cieszę się, że cie poznałam. Mam nadzieję, że się jeszcze
zobaczymy– uśmiechnęłam się do niego i już chciałam odejść, gdy on mnie do
siebie przytulił. Odwzajemniłam uścisk i uśmiechnęłam się.
-Też mam taką nadzieję. Przyjdziesz jeszcze? –zapytał z
nadzieją w głosie.
-Przyjdzie. – odezwał się w końcu Justin, a ja na niego
wymownie spojrzałam.
PRZYJDĘ ?
-Jasne mały, a teraz muszę iść.-powiedziałam i odwróciłam się do kobiety, żeby się pożegnać.-Do widzenia Pattie.
-Do zobaczenia kochanie. –odezwała się i również lekko
mnie uścisnęła. Uśmiechnęłam się do niej i poszłam w stronę drzwi. Chwyciłam za
klamkę i wyszłam na zewnątrz. Kiedy miałam już zamykać za sobą drzwi, ktoś w
nich stanął. No tak, ktoś. Kto inny jak nie Justin?
-Co ty robisz? –zapytałam lekko zdezorientowana.
-Odwiozę Cię, chodź. –chwycił mnie za nadgarstek i ruszył
w stronę samochodu. Chciałam się wyrwać, ale wzmocnił swój uścisk. Niespodziewanie
odwrócił się do mnie przez co wpadłam na jego klatkę piersiową.-Nie wyrywaj
mi się skarbie, nie lubię tego.–powiedział dziwnie się szczerząc.
Czy on coś bierze, że wiecznie ma dobry humor?
-Co mnie obchodzi co lubisz, a czego nie Bieber?–powiedziałam chcąc odpyskować. Nie będzie mnie do niczego zmuszać, prawda? A
jeśli nie chce tak iść, to nie będę.
-Słuchaj Cassie.–zaczął .–Możemy chwilę pogadać?-zapytał lekko zdenerwowany i podrapał się po karku.
O czym on chce ze mną gadać?
-Ta, jasne.–splunełam przewracając oczami.
-Po pierwsze nie przewracaj na mnie oczami, po drugie.. –
już miał dokończyć, ale mu przerwałam.
-Przepraszam, co? –zapytałam nie dowierzając.
-Przeprosiny przyjęte, skarbie. A teraz chodź gdzieś gdzie
będziemy mieć spokój.–odsunął się ode mnie i poprowadził do swojego
samochodu. Otworzył mi drzwi, obszedł
samochód i sam wsiadł.
Jazda była cicha. Nikt z nas się nie odzywał, słychać było
jedynie samochody, jeżdżące po autostradzie. Tak byliśmy na autostradzie.
Po co? Nie mam
pojęcia.
Dokąd jechaliśmy ? Nie mam pojęcia.
Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Po około 30 minutach wyjechaliśmy na zwykłą drogę. Byłam
zmęczona, ale nie odważyłam mu się tego powiedzieć. Dobrze, że mama jeszcze nie
wróciła, bo pewnie musiałabym być już dawno w domu. Nim się zorientowałam
Justin zatrzymał auto. Spojrzałam na niego, a on wysiadł. Odpięłam pas, a drzwi
od mojej strony się otworzyły, a w nich stał Justin. Dopiero teraz zobaczyłam
jak był ubrany. Miał na sobie białą koszulkę w serek, czarne nisko opuszczone
dżinsy i czerwone buty Supra.
-Długo jeszcze będziesz tak mnie lustrować wzrokiem? -zapytał z rozbawieniem. Podał mi rękę, by pomóc mi wysiąść, ale ją zignorowałam,
a on wybuchnął śmiechem.
-No słucham. Co się tak bawi, huh? –byłam wkurzona. Wiem,
że jestem czasem wkurzająca, ale nic na to nie poradzę.
-Ty –powiedział pewny siebie i podszedł kilka kroków w
moją stronę, a ja cofnęłam się do tyłu.-Oh, nie bój się mnie, albo raczej
przyznaj, że ci się podobam.
-Chyba oszalałeś. –prychnęłam. –Po co mnie tu
przywiozłeś? –zapytałam rozglądają się po okolicy. Byliśmy na parkingu, przy
jakimś barze. Niedaleko nas było zejście na plaże.
-To czemu przede mną uciekasz, boisz się mojej bliskości,
denerwujesz się kiedy mówię do ciebie kochanie.. –nie mogłam tego słuchać,
miał rację.
-Dość. –krzyknęłam.–Nic
o mnie nie wiesz, nie możesz mówić mi takich rzeczy, które nawet nie są
prawdą. Myślisz, że wszystko wiesz, a tak nie jest. Nie znasz mnie. –powiedziałam, a raczej
wyrzuciłam z siebie to co leżało mi na sercu. Miałam dość, łzy mi się zbierały
do oczu. Po co on mnie tu przywiózł? Żeby się ponabijać? Udało mu się, teraz
chce wrócić do domu. Pociągnęłam nosem i otarłam jedną łzę, która wydostała się
z mojego oka. Nim się spostrzegłam silne ramiona zacisnęły się wokół mnie dając
mi poczucie bezpieczeństwa i..troski?
- Masz racje. –szepnął mi we włosy, potem odsunął się lekko i spojrzał mi głęboko w oczy. –masz rację, nie powinienem ci mówić, że przede mną uciekasz, że się boisz
bliskości, może jest jakiś powód tego, a ja o nim nie wiem, bo cię nie znam.
Ale chciałbym to zmienić.-co on właśnie powiedział? Czy Justin Bieber przed
chwilą przyznał mi rację?
Ja śnie?
-Chciałbym cie poznać, mimo że jesteś czasem strasznie
uparta, wkurzająca, naiwna, zbyt grzeczna..– kontynuował, a ja się
niecierpliwiłam. Przed chwilą mówił, że chce to zmienić, a teraz wymienia mi
moje wady?
-Zrozumiałam. –powiedziałam wyrywając się z jego uścisku,
ale jak zwykle się nie dał. Nadal trzymał ręce na mojej talii po czym zaczął
kontynuować. –Chce spróbować, poznać cię.
-C-co? – spytałam zdziwiona.
-Jesteś jedyną dziewczyną, nie licząc mojej mamy i kilku
innych osób, które potrafią mi się postawić, a ja lubię wyzwania. –wzruszył
ramionami śmiejąc się.
-Nie wierze ci. Niby czemu
miałbyś chcieć mnie poznać? Możesz kolegować się z kim tylko chcesz,
możesz mieć każdą dziewczynę, możesz wszystko. Do czego ja jestem ci potrzebna?
Chcesz się mną pobawić tak jak to zrobiłeś z Olivią? Będziesz udawać kogoś na
kogo mogę liczyć, a później mnie olejesz? –mówiłam wszystko. Nie wiedziałam
jak zareaguje i szczerze mówiąc bałam się, bo mimo pozorów chciałabym go bliżej
poznać. Może i nie miał szacunku do niektórych dziewczyn, ale mi nigdy nic nie
zrobił.
-Olivia mnie zdradziła.–powiedział z grymasem na twarzy.– z Jasonem. Moim wrogiem.–zamarłam.–Jesteś jedyną, która o tym wie.-Puścił mnie i odszedł kilka kroków dalej. Ja stałam w miejscu nie wiedząc co
zrobić, w końcu postanowiłam do niego podejść. Stanęłam naprzeciwko niego,
podniosłam lekko głowę do góry, by na niego spojrzeć, ponieważ byłam niższa.
Justin patrzył na mnie. Nie mogłam odczytać co się kryje w jego spojrzeniu.
-Przepraszam, nie wiedziałam. – poczucie winy zawładnęło
moim ciałem..
-W porządku. Nie przejmuj się.Nie byłem dużo lepszy od niej. Będąc z nią całowałem się z innymi, ale nigdy nie byłem z inną w łóżku–zapewnił mnie lekko się
uśmiechając. Chciał by ten uśmiech był szczery, ale ja wiedziałam, że nie jest.
-Możemy zacząć od początku? –spytałam niepewnie spuszczając
głowę w dół. Justin chwycił mój podbródek i lekko skinął głową. Uśmiechnęłam
się do niego, a on to odwzajemnił pokazując mi szereg byłych zębów.W tamtym momencie nie obchodziła mnie jego przeszłość z dziewczynami. Chciałam go poznać, to było silniejsze.
-Jestem Cassie wyciągnęłam do niego dłoń, a on zaczął
się śmiać.-Miło mi cię poznać.–dokończyłam. Justin ujął moją dłoń i lekko
nią potrząsnął.
-Justin jestem. Czy mogę panią zabrać na skromny obiad? –skinęłam głową, po czym udaliśmy się prosto do baru. Usiedliśmy przy stoliku
przy oknie i wzięliśmy menu, by wybrać sobie coś do jedzenia. Po kilku minutach
podeszła do nas kelnerka. Na chwilę na mnie spojrzała, a potem od razu z
uśmiechem na Justina.
-Dawno cię tu nie widziałam.–odezwała się i przytuliła go
na powitanie.To oni się znają?
-Znowu tu pracujesz? Myślałem, że ci się tu nie podobało.
-Masz rację, ale dzięki temu mogłam Cię częściej widywać, a
kiedy odeszłam już nie.
-Dzisiaj chyba Ci szczęście dopisuje, bo tu jestem.–z
uśmiechem wzruszył ramionami. Podczas gdy on sobie ucinał miłą pogawędkę z
nieznajomą mi dziewczyną, siedziałam i nie bardzo wiedziałam co mam ze sobą
zrobić. Nawet nas sobie nie przedstawił.
-Kim ona jest? –spojrzała na mnie i skrzywiła się.Jaki
ona ma problem? Przynajmniej zauważyli moją obecność, W KOŃCU.
-Nikim, to znaczy tylko koleżanką.–Cudownie Bieber,
jestem dla ciebie nikim.
-Justin, możemy już coś zamówić, jestem głodna –palnęłam,
a on się uśmiechnął i skinął głową.
-Co byś chciała, piękna? –wzruszyłam ramionami, by
przekazać mu że ma mi coś wybrać. Chłopak westchnął i powiedział tej swojej
Sue, że chce 2 porcje frytek i 2 wody. Dziewczyna skinęła i odeszła od stolika.
Justin przez moment ciągle się na mnie patrzył. Siedziałam z założonymi rękoma
i nie odzywałam się, starając się nie okazywać, że jego wzrok mnie rozprasza.
-Zazdrosna ? –spytał z rozbawieniem w głosie.
-C-co ? –jęknęłam zaskoczona. –Nie jestem zazdrosna
dupku. –w tym momencie przyszła Sue postawiła nam nasz obiad, uśmiechnęła się
do Justina i odeszła, ale zanim to zrobiła szepnęła mu do ucha, by do niej
zadzwonił.
Idiotka.
Siedzieliśmy w ciszy, jedząc aż Justin się nie odezwał.
-Jesteś zazdrosna. –skomentował śmiejąc się.
Czy on ma coś
z głową?
-Nie -jestem- zazdrosna. –oddzieliłam każdy wyraz, by mieć
pewność, że usłyszał to co właśnie do niego powiedziałam. –Po prostu nie
rozumiem twojej kultury. Jesteś tu ze mną, a gadasz z obcą mi osobą i nawet nas
sobie nie przedstawisz. Może dlatego, że jestem dla ciebie nikim, huh?
-O czym ty mówisz, nie jesteś dla mnie nikim..–chciał coś
jeszcze powiedzieć, ale mu nie pozwoliłam.
-Sam tak powiedziałeś, zresztą nieważne. Możesz mnie już
odwieść? –zapytałam z nadzieją, że się zgodzi. Naprawdę nie miałam ochoty się
z nim ciągle kłócić. Wydaje mi się, że ta nasza znajomość nie wypali, jesteśmy
zupełnie inni i wkurzamy się nawzajem.
-Nie, nie odwiozę cię jeszcze.–przewróciłam oczami, tak
by nie zauważył, ale niestety. Na moje szczęście akurat wtedy na mnie spojrzał.
Czujecie ten sarkazm?
-Chyba coś ci mówiłem na temat przewracania oczami, prawda?
–zapytał z jadem w głosie. Na prawdę można było wyczuć, że jest zły.
-Przepraszam. –tylko tyle udało mi się wydusić, by nie
zacząć kolejnej kłótni. Nagle drzwi od baru się otworzyły, a tam wszedł chłopak
z wyścigów. Ten z którym Justin się kłócił i mówił że będą się ścigać.
Chwila,
czy on nie miał na imię Jason? To z nim zdradziła go Olivia? Czułam się
dziwnie, nie wiedziałam czy mam powiedzieć, że przyszedł jego ’znajomy’ czy
nie. Długo jednak zastanawiać się nie
musiałam, ponieważ Justin spojrzał w kierunku w który patrzyłam, a kiedy
dostrzegł Jasona, zacisnął mocno pięści, a na jego twarzy były widoczne kości
policzkowe.
Seksownie.
Nie, nie pomyślałam o tym prawda?
-Wychodzimy – rzucił Justin szybko podnosząc się z krzesła,
chwycił mnie za nadgarstek i prowadził w stronę wyjścia.
----------------------------------------------------------------------------------------
Cześć i czołem <3 p="">uuu..Co się teraz stanie?
Uda im się wyjść niezauważonym ? :D
Wiecie,że jesteście cudowni ?
Prawie 4ooo wyświetleń oO
9 komentarzy oO
Dziękuję,Dziękuję,Dziękuję .!
Nawet nie wiecie jak to motywuje :)
Tak Wam powiesz,że szykuję z przyjacielem
audycję poświęconą Justinowi, mam nadzieję
że zaszczycicie nas swoją obecnością :D
Miłego dnia kochani :) xx
3>
----------------------------------------------------------------------------------------
Cześć i czołem <3 p="">uuu..Co się teraz stanie?
Uda im się wyjść niezauważonym ? :D
Wiecie,że jesteście cudowni ?
Prawie 4ooo wyświetleń oO
9 komentarzy oO
Dziękuję,Dziękuję,Dziękuję .!
Nawet nie wiecie jak to motywuje :)
Tak Wam powiesz,że szykuję z przyjacielem
audycję poświęconą Justinowi, mam nadzieję
że zaszczycicie nas swoją obecnością :D
Miłego dnia kochani :) xx
3>
środa, 1 stycznia 2014
Rozdział 6
Pov’s Justin
Jechałem ciemnymi uliczkami miasta, by po chwili być już
przed domem kumpla.Wysiadłem z auta, nie fatygując się nawet, by go zamknąć.Wszedłem od razu nawet nie pukając.Taki był już nas zwyczaj, w końcu przyjaźniliśmy
się od dziecka i bezgranicznie sobie ufaliśmy.
-Co było takiego ważnego, że kazałeś mi tu przyjechać o 4
rano? –zapytałem wchodząc do kuchni i wyciągając mleko z lodówki, by napić się
z gwinta.
-Przegrałem.–powiedział cicho.
-Co masz na myśli mówiąc, że przegrałeś?–zapytałem
odstawiając mleko na miejsce i podchodząc do kanapy, by chwilę później na niej
usiąść.
-Jestem skończony, rozumiesz?
-Możesz mówić jaśniej?–byłem lekko wkurzony, nie mógł
powiedzieć o co mu chodzi?
-Znowu grałem. -powiedział cicho, tak że ledwo słyszałem.
-Co kurwa? –wrzasnąłem na niego wstając z kanapy.–miałeś
z tym skończyć.
-Miałem, ale nie mogłem.Wiesz jaki hazard jest
uzależniający?–powiedział łamiącym się głosem.Bał się co będzie dalej.Wcale
mu się nie dziwiłem.Mieszkał sam, jego rodzina mieszkała na Florydzie, nie
interesując się nim. Był zdany sam na siebie, miał tylko nas –mnie, Ryana,
Josha i Chrisa.
-Słuchaj, jakoś z tego wybrniemy ok? Pomożemy ci.–zapewniłem go.Czy pomogło? Nie jestem pewny, ale nie zostawimy go samego, to
pewne.
-Dzięki, ale co ja teraz zrobię, żeby spłacić ten cholerny
dług musiałbym sprzedać dom, a gdzie wtedy będę mieszkać, huh?
-Ile przegrałeś?–zapytałem spokojnie, choć bałem się
odpowiedzi.
-50 tysięcy.–powiedział cicho– i pożyczyłem trochę kasy
od kilku osób.–dokończył.
-Ile będzie razem?
-Jakieś 57 tysięcy.-westchnął.-Jestem idiotą.
-Masz rację, jesteś.Słuchaj jutro coś wymyślimy ok?Teraz idźmy spać.–powiedziałem, a Chaz
przytaknął. Nie było sensu wracać już do domu, więc poszedłem do gościnnego
pokoju, gdzie po chwili już spałem.
Obudził mnie hałas na dole.Ubrałem swoją koszulkę, którą
zdjąłem przed spaniem i zszedłem na dół. Widząc Chrisa zajadającego się
kanapkami z nutellą zaśmiałem się.Jesteśmy dużymi dziećmi, bez wątpienia.
Podszedłem do lady i sam sobie zrobiłem kanapki.Wyjąłem sok pomarańczowy i
upiłem łyk z butelki.
-Wiesz która jest godzina?–zapytał z rozbawieniem Chaz. Automatycznie wyjąłem telefon z kieszeni moich dresów i spojrzałem na
wyświetlacz sprawdzając godzinę.-Kurwa–przekląłem w myślach.Mam 30 min do
szkoły.Cudownie, znowu się spóźnię, a nauczyciele będą się mnie czepiać.Nie
żeby mnie to obchodziło, ale nie chciałem, by po raz kolejny wzywali moją mamę.Już wystarczająco dużo problemów ma ze mną.
-Ja spadam, zobaczymy się w szkole.Strzałka koleś. –krzyknąłem będąc już przy drzwiach.Szybkim krokiem ruszyłem do samochodu, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Musiałem
się jeszcze przebrać i wziąć plecak.Nie miałem w kim książek, zawsze od kogoś
pożyczałem, ale potrzebowałem go do kilku innych rzeczy. Jedynymi szkolnymi
przyborami w nim były może 2 zeszyty i długopis.Tak, zawsze byłem pilnym
uczniem. Czujecie ten sarkazm?
Zdążyłem. Byłem 5 min przed dzwonkiem.Zaparkowałem swoje
auto i ruszyłem w stronę znienawidzonego przeze mnie budynku.Pierwsza lekcja–biologia. Przedmiot na ogół nieciekawy, ale powiem wam, że niektóre tematy mnie
interesowały, jeśli wiecie co mam na myśli. Już chciałem otworzyć drzwi do
klasy, jednak ktoś mnie wyprzedził. Problem polegał na tym, że ten ktoś był po
drugiej stronie przez co dostałem w twarz krzywiąc się. Będę miał guza, przez
jakąś ofermę.To pewne.
-Co jest kurwa?–krzyknąłem, nie patrząc do kogo mówię.
-Prze-przepraszam, nie chciałam.–zaczęła jakaś
dziewczyna, której nie znałem, ale była
całkiem ładna więc zostanie jej to wybaczone.
-Jest porządku.Nic mi nie będzie.–powiedziałem lekko
uśmiechając się, a dziewczyna niepewnie przytaknęła mi nie wiedząc co ma
powiedzieć.Minąłem ją z uśmiechem na
twarzy i wszedłem do klasy, która jak się
okazało była już prawie pełna.
Reszta lekcji minęła dość szybko, zważając na to, że nie
słuchałem za bardzo tego co mówią nauczyciele, bo byłem zajęty gadaniem z
chłopakami i pisaniem sms’ów. Podczas lunchu wspólnie z Ryanem, Joshem, Chrisem i oczywiście Chazem
rozmyślaliśmy jak mu pomóc.Doszliśmy do wniosku, że załatwimy sobie jakąś
chwilową pracę może nawet na czarno, by zarobić więcej, trochę pożyczymy od rodziców i jakoś damy
radę.Przecież nie może być tak źle,
nie?
Po szkole od razu udałem się do domu.Obiecałem mamie, że
pomogę jej w opiece nad małym Jackobem, synem sąsiadki, którym od czasu do
czasu moja rodzicielka się zajmuję. Kiedy byłem już pod domem moją uwagę
przykuło auto, którego wcześniej nie widziałem. Pyłem pewny, że należy do
jakieś dziewczyny, no bo jaki chłopak jeździłby RÓŻOWYM samochodem? Wszedłem do
domu, zdjąłem buty i ruszyłem do kuchni, skąd roznosił się zapach obiadu.
Pov’s Cassie.
Po skończonych lekcjach udałam się do Pattie, po kolejne pomiary. Szczerze mówiąc modliłam
się w duchu, by nie spotkać Justina, po ostatnich wydarzeniach. Razem z Pattie,
dużo rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się. Jest naprawdę miłą kobietą. Kto byt
pomyślał, że Justin może być z nią spokrewniony. Kiedy już wszystkie pomiary
były gotowe zostały nam jeszcze do wybrania dodatki. Musiałam wybrać kolor i inne rzeczy, myślałam także o dużej kokardzie, więc
musiałam o tym powiedzieć, ale nie zdążyłam bo przerwał nam dzwonek do drzwi. Pattie poszła otworzyć i nim się spostrzegłam
do pokoju wbiegł mały chłopiec.Miał około 4 lat, był ubrany w koszulę w
kratkę, która schowana była w dżinsach i dziecięce sportowe buty. Chłopak stanął przy kanapie patrząc na mnie.
Zapewne zastanawiał się kim jestem. Podeszłam do niego chcąc się przywitać, ale
chłopiec lekko mnie uderzył w ramie i pobiegł w stronę Pattie, która właśnie
weszła do pokoju.
-Jackob czy ty musisz zawsze wszystkich na starcie bić?Tyle
razy ci mówiłam, że to nie ładnie. Teraz idź ładnie przeproś Cassie. –powiedziała kobieta, na co ja się
uśmiechnęłam. Nie byłam zła na malucha. Nie zna mnie, miał prawo tak
zareagować, ale nie chciałam też żeby oceniał mnie pochopnie więc spróbowałam
jeszcze raz. Podeszłam do niego, a on schował się za kolanami Pattie.
-Cześć, jestem Cassie. – wyciągnęłam do niego dłoń, ale nic z tym nie zrobił więc schowałam ją do
kieszeni -nie bój się mnie nic ci nie zrobię, obiecuje.-westchnęłam
zrezygnowana -Lubisz samochody?–zapytałam chłopca, widząc, że w rączce
trzyma jakieś autko. Maluch przytaknął niepewnie.
-Pobawisz się ze mną?–zapytał ze spuszczoną głową. Nie
bardzo wiedziałam co powiedzieć, no bo przecież nie po to tu jestem, a Pattie
pewnie ma jeszcze inne rzeczy na głowie niż przebywanie ze mną tak długo,
dlatego spojrzałam na nią, by uzyskać jakąś odpowiedzieć, ale kobieta się tylko
uśmiechnęła i ukucnęła przy chłopcu.
-Chcesz się pobawić z Cassie?-zapytała malca.
-Tak – powiedział kobiecie na ucho, a ja cicho się
zaśmiałam. Był uroczy. Pattie spojrzała na mnie pytająco, a ja jej
przytaknęłam.Wyciągnęłam rękę ku maluchowi, a ten tym razem bez problemu ujął
moją dłoń.
-Idźcie do pokoju Justina, tam jest jego kolejka.–powiedziała, a chłopiec mocniej ścisnął moją dłoń i zaczął biec w kierunku
schodów ciągnąc mnie.Weszliśmy do pokoju. Był dość ładny, jak na chłopaka.
Duży, ściany były koloru fioletowego, koło okna stało duże dwuosobowe łóżko,
były dwie szafy i biurko, a na ścianach powieszone zdjęcia. Z transu wyrwał
mnie Jacob, szarpiący za moją bluzkę, chcąc pewnie zwrócić na siebie uwagę.
-Przepraszam–powiedziałam–co chciałbyś robić?
-Spójrz, mam u Justina kolejkę. Możemy się nią pobawić?–zapytał z lekkim uśmiechem wskazując na kolejkę przy szafie.
-Oczywiście, ale chyba będziesz musiał mnie nauczyć.–powiedziałam wydymając wargi, przez co rozśmieszyłam chłopca.Po około 15 minutach zabawy, do pokoju ktoś
wszedł przez co chłopiec od razu oderwał się od gry i pobiegł w stronę drzwi.
Odwróciłam się i zobaczyłam Justina, który podnosił małego Jackoba.
A JUŻ MYŚLAŁAM, ŻE GO DZIŚ NIE SPOTKAM.
Pov’s Justin.
Tak jak myślałem, moja rodzicielka krzątała się po kuchni.
Podszedłem do niej i ucałowałem jej polik przez co się uśmiechnęła. Uwielbiałem
sprawiać, że jest szczęśliwa, mimo że często ją zawodzę, ona wciąż przy mnie
jest i zawsze mnie wspiera. Anioł, nie człowiek.
-Dzień dobry, kochanie.Jak było w szkole?–zapytała
mieszając sos do spaghetti.
-Dobrze.Gdzie Jackob?
-U ciebie w pokoju, bawi się kolejką –usłyszałem i od
razu udałem się do góry. Wchodząc na schody przypomniał mi się różowy samochód,
o który zapomniałem spytać.Trudno, zrobię to później. Będąc już przy drzwiach
usłyszałem głośne śmiechy.
-No nie, jesteś za dobry.Znowu przegrałam.–ktoś jęknął.
Bez zastanowienia od razu chwyciłem za klamkę, by wejść do pokoju. Na dywanie
razem z Jacobem siedziała jakaś dziewczyna. Była do kogoś podobna, ale nie
mogłem jej skojarzyć, bo siedziała do mnie tyłem. Dopiero kiedy maluch mnie
zobaczył i zerwał się do biegu, by się ze mną przywitać dziewczyna się
odwróciła. Podniosłem chłopaka i okręciłem go wokół osi, powodując u niego
śmiech. Zatrzymałem się, a chłopiec mnie lekko przytulił. Oddałem uścisk i
postawiłem go na podłodze.
-Cześć.–powiedziałem do Cassie, jednak ona tego nie
odwzajemniła, tylko skinęła głową. Wiedziałem, że była na mnie zła, ale co
miałem zrobić?Nie przeproszę jej. Ja
nie przepraszam nikogo, no z wyjątkiem mamy.
-Pobawisz się z nami?- roześmiał się Jackob i rzucił się
na Cassie, lekko pchając ją do tyłu przez uścisk. Zdziwiłem się na ten widok,
bo on nie jest dzieckiem, które szybko się przywiązuje, zazwyczaj mija kilka
tygodni zanim zacznie rozmawiać, nie wspominając już o zabawie. Przekupiła go
czy jak?
-Jasne.–odpowiedziałem i ruszyłem w ich stronę, jednak
zanim zdążyłem usiąść dziewczyna zaczęła się podnosić. Spojrzałem na nią pytająco, a ona podeszła do chłopca, kucnęła i powiedziała, że musi iść.
-NIE–krzyknął maluch.–pobaw się z nami–jęknął smutno.Widziałem, że Cassie zrobiło się przykro, bo westchnęła. Nie chciała go zranić,
a wiedziałem że chce pójść z mojego powodu. Nie mogłem na to pozwolić, więc
postanowiłem się odezwać.
-Jackob–zwróciłem się do niego, by na mnie spojrzał. –myślę, że jak ładnie poprosisz to Cassie zostanie i pobawi się z nami.- uśmiechnąłem się do niego, po czym swój wzrok przeniosłem na niepewną
dziewczynę szepcząc cicho ’proszę’.
-Myślę, że mnie przekonałeś.–zwróciła się do malucha,
pogłaskała go po włosach, a on się zaśmiał.
UDAŁO SIĘ. ZOSTAŁA.
-Okej, więc co chcesz robić chłopaku, huh?–zapytałem.
-Pobawmy się w chowanego.–zaproponował.On serio chce się
w to bawić?
-W porządku, my liczymy a ty się chowaj-myślałem, że w
ten sposób będę mieć czas na rozmowę z Cassie, ale niestety. Jackob się nie
zgodził i wyszło na to, że sam musiałem ich szukać. Odczekałem jakąś minutę, by
dać im się schować i ruszyłem w poszukiwaniu. Pierwszym miejscem, do którego
się udałem była sypialnia mojej mamy, gdzie zazwyczaj chował się Jackob. Podszedłem
do szafy, otworzyłem ją jednak rozczarowałem się, gdy nikogo nie zobaczyłem, co
oznaczało że muszę szukać dalej.
Przeszukałem już wszystkie pomieszczenia na piętrze, w tym
łazienkę, a po nich ani śladu. Postanowiłem zejść na dół. Wszedłem do salonu, by
przeszukać każdy kąt, ale tam również ich nie znalazłem, gdzie oni są?
Poszedłem jeszcze do kuchni, gdzie wciąż była moja mama, bo gotowała obiad.
-Cześć, nie widziałaś może Cassie i Jackoba?–zapytałem z
myślą, że mi pomoże, ale ona tylko się roześmiała.
-Uciekli przed tobą?-zapytała z rozbawieniem, a ja
posłałem jej wymowne spojrzenie.
-Nie, po prostu bawimy się w chowanego no i tak jakby nie
mogę ich znaleźć.
-Czy mój syn właśnie się poddał i prosi o pomoc?–moja
rodzicielka zaczęła się śmiać, a ja szybkim krokiem ruszyłem z powrotem do
pokoju. Świetnie nawet własna mama mnie wyśmiała, ale to przecież nie moja
wina, że nie mogę ich znaleźć. Wszedłem do swojego pokoju i zacząłem myśleć,
gdzie jeszcze nie sprawdziłem. Zaśmiałem się widząc mała rączkę wystającą spod
łóżka. Podszedłem w tamtą stronę i kucnąłem.
-Gdzie on może być–powiedziałem cicho śmiejąc się.–może
pod łóżkiem,huh?–zajrzałem, a tam maluch, który wybuchnął śmiechem kiedy
mnie zobaczył.
-Długo zajęło ci szukanie mnie. Cassie miała dobry pomysł,
nie? –zapytał malec.
-Tak, myślę że tak. A teraz chodź pomożesz mi jej szukać.–już chciałem chwycić jego rączkę, ale on odsunął się ode mnie.
-Nie-e. Musisz sam ją znaleźć, ja nie mogę ci podpowiadać
Justin.–no i się zaczęło. Skąd mam wiedzieć, gdzie ona się schowała? Co jak
co, ale chować się umiała. Rozglądając się po pokoju, nie widziałem nic
nadzwyczajnego.
-Jackob–krzyknęła moja mama, a chłopiec od razu do niej
pobiegł. Usłyszałem coś jakby kichnięcie. Podążyłem w tamtą stronę i już
wiedziałem, że to Cassie. Ale chwila, czy ona naprawdę schowała się za
drzwiami, a ja tam nie spojrzałem?
To najbardziej
banalna kryjówka, o jakiej kiedykolwiek słyszałem.
MIMO TO BIEBER NIE MOGŁEŚ JEJ ZNALEŹĆ – rozległ się głos w
mojej głowie. Okej, to prawda. Miałem chwilowe zaćmienie, ale już wiem gdzie
jest. Podszedłem bliżej i najciszej jak się dało. Wyjrzałem zza drzwi, tak by
mnie nie zobaczyła. Bawiła się swoim telefonem, no tak pewnie jej się nudziło
tyle czasu. Zmniejszyłem dystans między nami, a dziewczyna czując moją obecność
lekko podskoczyła i odsunęła się do tyłu, nie dużo bo nie było już miejsca.
Uśmiechnięty podszedłem jeszcze bliżej, tak że stykaliśmy się ciałami.
-Hej –szepnąłem jej do ucha, a ona się wzdrygnęła.
DZIAŁAM NA NIĄ.
-------------------------------------------------------------------------------
Cześć, cześć :)
Nie bardzo wiem co mam napisać,
mam nadzieję, że was nie zawiodłam i sprostałam
waszym oczekiwaniom. :c
Jeśli powinnam coś zmienić, napiszcie proszę.
Chciałabym poznać waszą opinię. :)
8 komentarzy pod poprzednim rozdziałem,
ponad 2ooo wejść oO
Jesteście cudowni, nawet nie wiecie jak się cieszę
hfeuihewuifheiwf <3 p="">
Jeśli macie jakieś pytania to Twitter lub Ask
Korzystając z okazji chciałabym wam złożyć spóźnione życzenia.
Byście zawsze się uśmiechali,
by każdy z was spełnił swoje marzenia,
byście nie przejmowali się przeszłością,
tylko korzystali z życia najlepiej jak umiecie.
Bo życie macie tylko jedno.
One Life.
Mam nadzieję, że miło zakończyliście rok 2013 :)
3>
-------------------------------------------------------------------------------
Cześć, cześć :)
Nie bardzo wiem co mam napisać,
mam nadzieję, że was nie zawiodłam i sprostałam
waszym oczekiwaniom. :c
Jeśli powinnam coś zmienić, napiszcie proszę.
Chciałabym poznać waszą opinię. :)
8 komentarzy pod poprzednim rozdziałem,
ponad 2ooo wejść oO
Jesteście cudowni, nawet nie wiecie jak się cieszę
hfeuihewuifheiwf <3 p="">
Jeśli macie jakieś pytania to Twitter lub Ask
Korzystając z okazji chciałabym wam złożyć spóźnione życzenia.
Byście zawsze się uśmiechali,
by każdy z was spełnił swoje marzenia,
byście nie przejmowali się przeszłością,
tylko korzystali z życia najlepiej jak umiecie.
Bo życie macie tylko jedno.
One Life.
Mam nadzieję, że miło zakończyliście rok 2013 :)
3>
Subskrybuj:
Posty (Atom)






