czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 42

Cassie.

-Więc...opatrzę ci to, a ty powiesz mi co się stało?-zapytałam niepewnie, a on zaśmiał się całując moje czoło. Poczułam coś i spojrzałam w lusterko w samochodzie.
-Musimy to opatrzeć, bo wciąż leci ci krew z warg.-powiedziałam ścierając jego krew ze swojego czoła. Uśmiechnął się lekko i wyszedł z samochodu, okrążając je, by otworzyć mi drzwi. Wyszłam z jego pomocą i zaczęłam szukać kluczy w kieszeni.
-Możesz już zacząć.-powiedziałam.-Co się stało?
-Ohh.-westchnął głośno i wszedł do domu, kiedy drzwi się otworzyły, uprzednio przepuszczając mnie pierwszą jak na gentelmana przystało.
Zamknęłam za nami i od razu skierowałam się za chłopakiem do kuchni. Wyjął szklankę z szuflady i nalał sobie do niej soku. Czuł się jak u siebie w domu i wcale nie miałam mu tego za złe. Cieszyłam się z tego, bo...czy to nie oznacza, że dobrze się tu czuje? - Powiem ci wszystko, ale najpierw zabaw się w pielęgniarkę, okej? - miał rację, najpierw powinnam zadbać o to, by nie dostał żadnego zakażenia.

Podeszłam do jednej z szafek w  kuchni, w której znajdowała się apteczka, ale nie mogłam jej dosięgnąć. Przeklęłam w myślach swój wzrost, po czym odwróciłam się by wziąć krzesło, ale właśnie wtedy Justin zaczął się śmiać. Zdezorientowana jego zachowaniem spojrzałam na niego, a on tak po prostu podszedł i lekko, tyłem do mnie ukucnął. - Wskakuj. - powiedział powstrzymując chichot. Zmroziłam go wzrokiem przez co nie wytrzymał i ponownie zaczął się śmiać.

Nie zrozumcie mnie źle..uwielbiam, kiedy się śmieje i  uwierzcie mi kiedy mówię, że to jest zaraźliwe, bo kiedy patrzysz na to jak jego oczy święcą ze szczęścia i słyszysz tą melodie jego słodkiego śmiechu..to wiesz, że sprawiłaś, że jest szczęśliwy, ale teraz...śmieje się właśnie ze mnie, dlatego też ja nie zamierzam tego robić. Bo niby czemu miałabym śmiać się ze swojego wzrostu? Uważam, że mogłabym być odrobinkę wyższa, no ale cóż...
-Zamknij się Bieber. - warknęłam na niego i usiadłam mu na ramionach. Chłopak od razu wstał już z w miarę poważną miną, dzięki czemu ja mogłam dostać to czego właśnie potrzebowałam. - Mam. - mruknęłam. - Teraz mnie postaw.
-A co jeśli nie chcę? - zaczął się droczyć.
 Czy wspominałam już jak czasami jest wkurzający? No bo spójrzcie; kto normalny mając rozwaloną wargę, nos i łuk brwiowy chce się droczyć ze swoją dziewczyną zamiast usiąść spokojnie na tyłku i czekać, aż ta jego dziewczyna opatrzy mu rany.

 Czyż on nie jest dziwny?

- Przestań robić z siebie debila i daj mi zejść na ziemie. - krzyknęłam na niego.
W tym samym momencie drzwi wejściowe się otworzyły, a w nich stanęła moja mama.
-Matko Boska, co ci się stało? - zapytała przerażona. Justin od razu posłusznie ukucnął, tak bym mogła zejść po czym machnął tylko lekceważąco ręką, jakby to było nic.
Naprawdę czasami nie rozumiem tego człowieka. - Co ty chcesz przez to powiedzieć chłopcze? Widziałeś jak wyglądasz? Kto ci to zrobił? Dzwoniłeś już na policje? Tego nie można tak zostawić. Powinni ponieść konsekwencję. - mówiła oglądając twarz Justina, a on tylko uśmiechał się jak głupi.
-To naprawdę nic takiego. - powiedział odciągając ręce mojej rodzicielki od jego twarzy. - Nic mi nie będzie.
- Musimy wyczyścić twoje rany, by nie wdarło się zakażenie. - westchnęła. - Cassie tobie nic nie jest?
- A widzisz by mi coś było? - pokręciła przecząco głową po czym wzięła apteczkę i kazała Justinowi usiąść na krześle. Zrobił to co mówiła i czekał na dalszą instrukcję. - Wiesz, że mogę to zrobić sama, prawda?
- W porządku. - powiedziała oddając mi apteczkę i siadając obok. Spojrzałam na nią jakby próbując przekazać, że powinna sobie stąd pójść, ale mnie zignorowała.
- Jeśli masz zamiar tu siedzieć to sama go opatruj. Nie chce żebyś patrzyła na każdy mój ruch. - warknęłam ponownie oddając jej apteczkę i udałam się w stronę swojego pokoju. W oddali usłyszałam jeszcze tylko Justina wołającego mnie i moją mamę, która mówiła mu, że zaraz do mnie przyjdzie, ale najpierw zrobi to co powinna.
Nie wiem czy akurat ona jest osobą, która go powinna opatrywać, ale nie będę w to wnikać. Skoro tak bardzo jej na tym zależało, to proszę bardzo, teraz ma okazję. Nie rozumiem tylko dlaczego..
Chciała sprawdzić jak poradziłaby sobie w takiej sytuacji?
Czy może chciała podotykać Justina twarzy...

CO JA WYGADUJE.
CZY JA NAPRAWDĘ O TYM POMYŚLAŁAM?
CZY JESTEM ZAZDROSNA O WŁASNĄ MATKĘ?

STOP.

- Mogę? - zapytał Justin stojąc w drzwiach. Skinęłam głową wygodniej siadając na łóżku. Chwilkę później chłopak dołączył do mnie. Spojrzałam w jego oczy, w których kryło się trochę rozbawienia, ale i trochę żalu. Nie byłam pewna o co mu chodzi, ale nie wiedziałam jak zacząć temat, więc po prostu zostawiłam to z myślą, że sam powie o co chodzi. - Nie gniewaj się na swoją mamę. - powiedział cicho łapiąc mnie za ręce i splatając nasze palce. Automatycznie mój wzrok powędrował na nie i w duchu szeroko się uśmiechałam.
- Dobrze sobie poradziła. - skomentowałam.
- Wiesz dlaczego twoja mama tak postąpiła? - zapytał, ale nie czekał na moją odpowiedź. - Chciała zobaczyć jak to jest mieć dziecko, które nie jest zbyt dobrym wzorem do naśladowania i pakuje się zawsze w niebezpieczeństwo. Prawiła mi kazanie jakby naprawdę była moją mamą. - mówił, a ja schowałam twarz w dłonie z zażenowania. Co on sobie teraz pomyśli? Psychiczna rodzinka... - Hej, Cass przecież nic się nie stało. - zaśmiał się. - Tobie nigdy nie musiała tłumaczyć co jest złe, a co dobre. Nie musiała ci mówić, że powinnaś trzymać się od kłopotów z daleka, bo nigdy w tak owych nie byłaś. Chciała tylko zobaczyć jak to jest, więc nie gniewaj się na nią. Gdybyś należała do tych hmm...niegrzecznych to też pewnie by cię to nie ominęło.
- Potrafię być niegrzeczna. - sprzeciwiłam się krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Oh, z pewnością potrafisz. - zaśmiał się całując moje usta i napierając na mnie swoim ciałem przez co upadliśmy na łóżko.
- Ugh, jesteś taki dziwny. - powiedziałam przez śmiech. Ułożyłam dłoń na jego policzku i bacznie go obserwowałam. Na łuku brwiowym miał teraz plaster, z nosa nie leciała mu już krew, a jego wargi były lekko opuchnięte, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Był piękny, mimo wszystko i...cały mój.
- Justin.. - zaczęłam cicho.
- Powinienem ci wyjaśnić, hmm? - zaśmiał się bez humoru po czym usiadł wygodnie na łóżku. Zrobiłam to samo przyglądając mu się i czekając aż zacznie mówić.


FLASHBACK

Justin.

- Gratuluje stary, wygrałeś. - krzyknął Sean, by zagłuszyć wiwaty i klepnął mnie przyjacielsko po plecach. Uśmiechnąłem się szeroko wiedząc, że jeden wyścig mam już za sobą i ruszyłem w stronę swojego auta. Ludzie otoczyli go i ponownie gratulowali. Otworzyłem drzwi i już miałem wsiadać, ale ktoś gwałtownie złapał mnie za koszulkę i odwrócił w swoją stronę wymierzając mi pięść prostu w twarz. Syknąłem z bólu i przetarłem usta dłonią czując metaliczny smak.
- Co do chuja? - warknąłem wkurzony.
Koleś, który właśnie ze mną przegrał stał przede mną ze złowrogą miną. Okej, rozumiem, że mógłby się wkurzyć, że go pokonałem, no ale żeby aż tak? Cholera, przecież to wyścigi, każdy ma prawo wygrać, nie tylko on.
- Przez ciebie straciłem tą mała dziwkę. - krzyczał. Pokręciłem głową nie bardzo rozumiejąc jego słowa. Jaką okazję i jaką, kurwa dziwkę? Nim zdążyłem pomyśleć jego pięść ponownie zderzyła się z moją twarzą. Tym razem mocno wkurzony oddałem mu, a ludzie po prostu kibicowali. Raz wykrzykiwali moje imię, a raz jego. Nikt nie zwracał uwagi na to, że okładaliśmy się pięściami, dopóki do kółka, wokół którego byli zebrani ludzie nie wkroczył Sean. Szybkim krokiem podszedł do nas i próbował rozdzielić. Na początku szło mu bardzo opornie, ale w końcu z braku sił poddaliśmy się i oddaliliśmy lekko od siebie ciężko dysząc.
- Co to kurwa miało być? - wrzasnął na nas.
- Co to miało być? - prychnął mój nowy 'wróg'. - Wygrał. - powiedział z jadem w głosie. - Co znaczy, że jeśli wygra kolejne wyścigi to oddasz mu tą dziwkę.
- Trzeba było się postarać. - uśmiechnął się zwycięsko Sean. - Umowa to umowa.
- O czym wy pierdolicie? - podszedłem do Seana, który wciąż głupkowato się uśmiechał i stanąłem z nim twarzą w twarz jeszcze bardziej wkurzony, o ile było to możliwe.
- Rozejść się. - krzyknął do tzw publiczności, która zaraz po jego słowach posłusznie rozeszła się i zajęła swoimi sprawami. - A teraz posłuchaj Bieber. - zwrócił się do mnie.
Kątem oka widziałem jak mój przeciwnik wyciera swoją twarz w szybie mojego auta. Palant. - Wierzyłem, w to że wygrasz i jak widać nie myliłem się. Wiem jak bardzo zależy ci na tym by odzyskać Melanie, ale spójrz..ty grałeś nie czysto, więc czemu ja miałbym tak po prostu ci ją oddać, hmm? Wnieśmy do naszego życia trochę ryzyka. - zaśmiał się ponuro klepiąc moje plecy.
- Obiecałeś mu, że jak przegram to on ją weźmie? - prychnąłem. - Mówiłeś, że to twój wróg i dlatego muszę z nim wygrać. On zrobi z niej dziwkę.
- To nie jest nic, czego ja już nie zrobiłem, więc nie masz się o co martwic, zresztą jesteś na wygranej pozycji. - powiedział lekceważąco. - Wygraj kolejne wyścigi, a Melanie będzie twoja, ale jeśli zawalisz choć jeden...już więcej jej nie zobaczysz. - szepnął i udał się do swojej grupki. Zacisnąłem pięści i podszedłem do swojego auta, przed którym wciąż stał ten idiota. Popchnąłem go tak, że mało brakowało, a by się przewrócił i otworzyłem drzwi samochodu, z piskiem opon odjeżdżając.

END FLASHBACK.


Cassie.

- To było do przewidzenia, że nie da ci tak po prostu spokoju. - powiedziałam smutnym głosem delikatnie muskając jego policzek. - Naprawdę współczuję tej Melanie. Zrobimy wszystko żeby ją uratować, prawda?
- Nie, Cass. Nie zrobimy. - powiedział. - Ja zrobię.
- Cokolwiek. W każdym razie..rozmawiałeś już z Jasonem?
- Tak. Wszystko mu już wytłumaczyłem. - powiedział kładąc się na łóżku i zamykając oczy jakby o czymś zawzięcie myślał. Położyłam się obok niego i przytuliłam do jego klatki piersiowej wsłuchując się w bicie jego serca. - Chodźmy spać, jest już późno.
- Wykąpiemy się razem? - zapytałam z uśmiechem.

----------------------------------------------------------------------------------------------

Do następnego misiaki. :)
Dziękuję, że wciąż jesteście i czytacie moje wypociny. xoxo







wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 41

Cassie.

-Musisz jechać?-zapytałam cicho i usiadłam za nim, by móc przytulić się do jego pleców. Skinął lekko głową łapiąc za moje dłonie, które były oplecione wokół jego torsu i pocałował moje kostki.
-Zobaczymy się jutro, okej?-zapytał i wstał odwracając się, by szybko musnąć moje usta i ruszył do wyjścia.
-Justin.!-krzyknęłam za nim szybko podnosząc się z kanapy, by móc stanąć przed nim twarzą w twarz. Odwrócił się i spojrzał na mnie delikatnie marszcząc swoje czoło.
-Co jest?-zapytał po chwili. Stanęłam na placach, po czym znów opadłam na stopy i powtórzyłam tą czynność kilka razy, aż mnie zatrzymał unosząc swoją brew bym wydusiła z siebie to co zamierzałam powiedzieć.
-Czy mógłbyś mnie zawieźć do Hallie?-zapytałam niepewnie oczekując jego odpowiedzi. Westchnął głośno łapiąc się za czubek nosa, ale w końcu się zgodził. Pisnęłam cicho i podbiegłam do pułki w korytarzu, z której wyciągnęłam buty i szybko je ubrałam. Justin zaśmiał się z mojej reakcji i kiedy skończyłam nakładać buty wyciągnął do mnie rękę, którą od razu chwyciłam i splotłam nasze palce wychodząc z domu, uprzednio zamykając go.
Wsiedliśmy do auta i z piskiem opon odjechaliśmy z mojej posesji. Widziałam na liczniku jak Justin przyśpiesza. Byłam trochę przerażona zważając na to, że jechaliśmy 110 km/h w terenie zabudowanym.
 W każdej chwili mógł ktoś wyjść na jezdnię niezauważony, lub mogła też stać policja, prawda?
I choć Justin wydawał się być opanowany i skupiony na tym co robi, gdzieś w głębi duszy modliłam się, bym nic nam się nie stało.
Chciałam się odezwać, zapytać dlaczego się tak spieszy, ale później uświadomiłam sobie, że to pewnie moja wina. Gdybym nie zażyczyła sobie podwózki, prawdopodobnie nie musiałby się tak spieszyć.
Kątem oka patrzyłam na jego zaciśnięte dłonie na kierownicy i wzrok wbity prosto w jezdnię. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie wygląda seksownie, ale to chyba nie czas na takie myśli.
Nim się zorientowałam, byliśmy już na miejscu. Odpięłam pas i odwróciłam się do Justina, by musnąć jego usta. Uśmiechnął się delikatnie co odwzajemniłam i otworzyłam drzwi. Nim jednak zdążyłam wyjść zatrzymał mnie jego głos i ręka na kolanie.
-Powiedz małej, że następnym razem odwiedzimy ją razem, dobrze?-skinęłam głową z uśmiechem i wyszłam z auta. Obeszłam samochód i podeszłam do okienka mojego kierowcy, przez co zmuszony był do uchylenia go.
-Uważaj na siebie, proszę.-powiedziałam cicho, muskając dłonią jego polik. Położył swoją dużą, lekko szorstką dłoń na mojej po czym przeniósł ją do swoich ust i złożył na niej pocałunek.
-Obiecuję.-powiedział.  Uśmiechnęłam się lekko i poszłam w stronę szpitala, a Justin ponownie z piskiem opon odjechał.


***


-Hallie, kochanie masz gościa.-zawołała dziewczynkę jej opiekunka. Ta od razu odeszła od swoich zabawek i podbiegła do mnie z szeroko otwartymi ramionami. Kucnęłam przy niej i mocno ją do siebie przytuliłam.
-Tęskniłam za wami.-powiedziała z uśmiechem.-Gdzie jest Justin?-zapytała rozglądając się po pomieszczeniu, a kiedy nie znalazła go nigdzie, ponownie na mnie spojrzała, a jej oczy były lekko zaszklone. Wiedziałam, że mała szybko się do nas przywiązała, ponieważ nikt więcej jej tu nie odwiedza, ale nie myślałam, że aż tak.. Przed wejściem do niej, jej opiekunka mówiła mi, że bardzo często o nas pytała lub wspominała nasze ostatnie spotkanie, kiedy u niej byliśmy. Ostrzegła mnie też, że jeśli chcemy z nią utrzymywać kontakt, to powinniśmy ją odwiedzać, ale jeśli jest to tylko chwilowe to od razu powinniśmy dać sobie spokój i dać jej zapomnieć o nas, ponieważ ona nie chce, by Hallie cierpiała.  Co oczywiście było jak najbardziej oczywiste. Ja też nie chciałam, by cierpiała, ale nie chciałam też by o nas zapomniała, bo na prawdę ją polubiłam. Zresztą Justin również.
-Nie płacz skarbie.-mówiłam przytulając ją do siebie.-Justin dzisiaj niestety nie mógł przyjechać, ale obiecał, że następnym razem będzie tu ze mną.-odsunęłam ją lekko od siebie i spojrzałam w jej oczka, z których wyleciało już kilka łez. Szybko je otarłam i uśmiechnęłam się lekko.-Obiecał to, a pamiętaj, że Justin zawsze dotrzymuje obietnic.-powiedziałam, a mała cicho zachichotała przytulając się do mnie.
-Pobawimy się?-zapytała odsuwając się ode mnie i ciągnąc mnie za rękę do jej zabawek. Zauważyłam, że nie ma nic nowego i musi się bawić trochę już zniszczonymi lalkami. Zrobiło mi się strasznie przykro, ponieważ ja prawie zawsze miałam to co chciałam. Moi rodzice zawsze starali się, bym miała jak najlepiej, a teraz patrząc na małą Hallie i widząc ją uśmiechniętą mimo, że ma tylko kilka starych lalek, domek dla Barbie i wózek, nagle zapragnęłam dać jej to czego by chciała. Zapragnęłam by była szczęśliwa i miała dom. Jeszcze nie wiedziałam jak to zrobię i czy w ogóle będzie to wykonalne, ale postanowiłam się nie poddawać. W końcu każdy zasługuje na szczęście, prawda? Nie ważne, że Hallie jest chora. Ona też ma prawo mieć dom i szczęśliwą rodzinę.-Mogę być twoją córką?-zapytała nagle wyrywając mnie z zamyśleń. Spojrzałam na nią niepewnie zastanawiając się co powiedzieć.
Czy ona właśnie powiedziała, że chciałaby być moją córką?
-I ona też będzie twoją córką, dobrze? To będzie moja siostra.-powiedziała uśmiechnięta na co zachichotałam.
Ona mówiła o zabawie w ''dom'', a ja głupia od razu skojarzyłam sobie to z moimi rozkminami. Nigdy więcej nie pomyślę o tym będąc tutaj.
-Jasne.-odpowiedziałam szybko, biorąc lalkę na ręce i udając, że utulam ją do snu, a Hallie pobiegła po wózek, bym mogła włożyć tam jej ''siostrę''.

***


-Hallie bardzo dobrze się czuje przy was.-powiedziała jej opiekunka.-Nie wiem czyja to zasługa, czy wasza czy samej Hallie, która z dnia na dzień staje się weselsza i coraz więcej rozumie, ale cieszę się, że ją odwiedzacie. Mam nadzieję, że nie rozmyśliłaś się i nadal będziecie to robić.-przyznała przeglądając wyniki badań dziewczynki.-Hallie co dwa dni odwiedza pani psycholog, która zapisuje jaki mała ma nastrój danego dnia, czego się nauczyła i tak dalej. Zapisała również, że coraz częściej się uśmiecha i na każdej lekcji ze swoim nauczycielem jak i panią psycholog opowiada o tobie i Justinie. Bardzo się do was przywiązała.
-My do niej również. Ma w sobie tyle pozytywnej energii.-powiedziałam wyciągając telefon, ponieważ zaczął dzwonić.-Przepraszam na chwilę.-przeprosiłam przejeżdżając palcem po ekranie i przykładając telefon do ucha.-Cześć Justin.
-Jesteś już w domu?-zapytał.
-Nie. Jeszcze nie, ale niedługo wracam, a ty?
-Przyjechać po ciebie?-zapytał. Zastanawiałam co się stało, ponieważ dziwnie mówił, ale stwierdziłam, że nie będę teraz o to pytać, ponieważ nie chce robić scen przy opiekunce Hallie.
-Jasne, będę czekać.-powiedziałam po czym od razu się rozłączyłam.
-Justin, huh?-zapytała mnie śmiejąc się pod nosem. Skinęłam nieśmiało głową i ponownie zajęłam miejsce na przeciwko niej.-Jesteście naprawdę uroczą parą.-powiedziała.-Pamiętam jak sama przeżywałam swoje pierwsze miłostki. Trzymajcie się razem i nie pozwólcie, by coś mogło stanąć wam na przeszkodzie, ponieważ widzę jak na siebie patrzycie. W waszych oczach jest miłość, uznanie,zaufanie, szczerość i pożądanie, ale jeśli choć jedno z nich zostanie naruszone...nie odbudujecie już swojej więzi, niestety.-powiedziała kończąc swój monolog. Zastanawiałam się czy przeżyła taką miłość kiedyś. Co ja wygaduje, na pewno ją przeżyła, skoro tak mówi. Nie wiedziałam czy powinnam pytać ją o jej historię, więc po prostu uśmiechnęłam się lekko zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Nie chciałabym psuć tego co jest między nami.-wyznałam szczerze, a ona uśmiechnęła się szeroko.
-Wracając do Hallie.-zaczęła za co dziękowałam w duchu, że nie powiedziała nic więcej co mogłoby mnie zawstydzić jeszcze bardziej. Właściwie nawet nie wiedziałam czemu wyznawałam moje uczucia do Justina praktycznie obcej osobie.-Jeśli chcecie mogę porozmawiać z dyrekcją i następnym razem, kiedy przyjedziecie weźmiecie małą gdzieś poza szpital. Jeśli oczywiście chcecie.-dodała od razu.
-Jasne.-powiedziałam uradowana.-Byłoby świetnie.
-Cieszę się, że podchodzisz do tego tak entuzjastycznie.-uśmiechnęła się.-A teraz leć, bo chyba się za tobą bardzo stęsknił.-zaśmiała się słysząc ponownie dźwięk mojego telefonu. Podziękowałam jej grzecznie i wyszłam ze szpitala z wielkim uśmiechem na ustach. Niestety, tak szybko jak on powstał tak szybko zszedł z mojej twarzy, kiedy zobaczyłam Justina w samochodzie. Szybko otworzyłam drzwi od strony pasażera i wsiadłam do auta spoglądając na twarz mojego chłopaka.
-Co ci się do cholery stało?-krzyknęłam przerażona. Miał rozdarty łuk brwiowy, podbite oko, rozwalony nos, co znaczyła już zaschnięta krew i lekko spuchnięte usta.
Jeśli mam być szczera to powiedziałabym, że wygląda co najmniej okropnie.
-Opatrzysz mnie w domu?-zapytał cicho. Chciałam przejechać dłonią po jego policzku, ale bałam się, że go skrzywdzę, dlatego czym prędzej odsunęłam dłoń z zasięgu jego twarzy i pokręciłam przecząco głową.
-Nie Justin.-powiedziałam. pewna siebie patrząc mu w oczy.-Nie opatrzę cie, ponieważ powinien to zrobić jakiś lekarz. Widziałeś się w lustrze?-zapytałam z lekko podniesionym tonem.
-Uwierz mi, bywałem w dużo gorszych sytuacjach i obyło się bez szpitali.-przyznał czym jeszcze bardziej mnie zezłościł.
-Wow, Justin..jesteś tak doskonałym pocieszycielem.-krzyknęłam.-Nie potrzebowałam tej informacji w swoim życiu, bo przez to jeszcze bardziej się martwię. W coś ty się wpakował?-zapytałam już nieco ciszej i zakryłam twarz dłońmi, które po chwili Justin wziął w swoje i kazał spojrzeć sobie w oczy. Tak też zrobiłam po chwili zawahania.
-Jestem tu i nic mi nie jest.-powiedział, na co mentalnie wywróciłam oczami. Wiedziałam, że wkurzyłby się gdybym zrobiła to na poważnie, a wolałam tego uniknąć.-To tylko kilka zadrapań, które można opatrzeć i wszystko będzie w porządku.
-Nic nie będzie w porządku.
-Dobra.-powiedział głośniej puszczając moje dłonie obrażony i odpalił silnik po czym ruszył w stronę mojego domu.-Odwiozę cię do domu i pojadę do chłopaków, żeby zrobili to za ciebie.-dodał.
Zrobiło mi się trochę głupio. Nie wiem kto miał rację w tym sporze. Prawdopodobnie oboje nie powinniśmy się tak zachowywać, ale cóż..to my. Zazwyczaj działamy wybuchowo. Wtedy własnie przypomniały mi się słowa opiekunki Hallie:
''W waszych oczach jest miłość, uznanie,zaufanie, szczerość i pożądanie, ale jeśli choć jedno z nich zostanie naruszone...nie odbudujecie już swojej więzi, niestety''
Westchnęłam głośno i oparłam głowę o szybę wpatrując się w widoki, które mijaliśmy. Nie chciałam się z nim kłócić o takie błahe rzeczy. Wiem, że czasami jestem strasznie wkurzająca i zbyt opiekuńcza, ale przecież nie robię tego za złość jemu, prawda? Robię to, ponieważ się martwię i nie chce by mu się coś stało.
-Justin.-zaczęłam cicho, kiedy w końcu odważyłam się na niego spojrzeć. Spojrzał na mnie przelotnie, po czym znów wbił swój wzrok w jezdnię, by nie stracić panowania nad autem.
-Przepraszam.-powiedział.-Poniosło mnie, nie chciałem się na tobie wyżywać.
-Nie, to ja przepraszam. Po prostu się martwię, ja..
-Wiem.-przerwał mi i lekko ścisnął moje udo uśmiechając się w moją stronę.-Wiem, że się martwisz, dlatego powinienem ci od razu powiedzieć co się stało. Nie chce mieć już przed tobą tajemnic, Cass.-powiedział zatrzymując się pod moim domem.-Ufam ci.
-Więc...opatrzę ci to, a ty powiesz mi co się stało?-zapytałam niepewnie, a on zaśmiał się całując moje czoło. Poczułam coś i spojrzałam w lusterko w samochodzie.
-Musimy to opatrzeć, bo wciąż leci ci krew z warg.-powiedziałam ścierając jego krew ze swojego czoła. Uśmiechnął się lekko i wyszedł z samochodu, okrążając je, by otworzyć mi drzwi. Wyszłam z jego pomocą i zaczęłam szukać kluczy w kieszeni.
-Możesz już zacząć.-powiedziałam.-Co się stało?

--------------------------------------------------------------------------------------------------

Yołki :)

Udało mi się wcześniej napisać i tak oto mamy już 41 rozdział oO
Nie wiem kiedy to zleciało, naprawdę..

W każdym razie mam nadzieję, że Was nie zawiodłam :)

Jeśli macie jakieś pytania lub coś jest niezrozumiałe to piszcie.

Do następnego misiaczki xoxo





piątek, 2 maja 2014

Rozdział 40

Justin.

-Idealne wyczucie czasu, panie Bieber.-mruknęła z uśmiechem.-Śmierdzisz-dodała wystawiając język. Cóż..sama mnie podkusiła. Chwyciłem za jej nadgarstki i umieściłem je nad jej głową, po czym delikatnie pocałowałem.
-Czyli jesteśmy sami?-zapytałem ruszając brwiami z głupkowatym uśmieszkiem.
-Chyba tak.-powiedziała.-Co chcesz z tym zrobić?
-Cóż..mogę sprawić, że dojdziesz moim językiem.-uśmiechnąłem się szeroko, a mój oddech uderzał w jej twarz.-Chcesz tego Cass?
-Jaa..umm..-wyjąkała, przez co się zaśmiałem. Była taka niewinna.
-Chcesz?-powtórzyłem, na co co dziewczyna niepewnie skinęła głową.-Nie musimy tego robić jeśli nie chcesz.-zapewniłem.
-Chce.-powiedziała.-Kiedyś i tak do tego dojdzie.-Jej policzki zarumieniły się, a oddech stał się nieregularny, kiedy dłonią sunąłem w dół po jej ciele. Przycisnąłem moje usta do jej, a Cass owinęła swoje dłonie wokół mojej szyi. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze chcąc dostępu do jej ust. Bez namysłu rozchyliła je, więc mogłem wsunąć jej mój język, by tańczył z jej językiem.
Po chwili przeniosłem swoje usta na jej szyję całując ją i lekko ssąc, dopóki nie jęknęła.
-Jesteś pewna, Cass?-zapytałem, by upewnić się, że nie robię nic wbrew jej woli.
-Teraz to nawet nie warz się przestawać.-jęknęła ponownie przyciskając moje usta do jej.
Oderwałem się od niej, by podciągnąć dolną część jej koszulki, by po chwili rzucić ją na podłogę. 
Moje dłonie pieściły jej ciało aż dotarłem do jej krągłych, idealnych piersi. Jedną ręką podtrzymywałem się, by nie przygniatać Cass całując każdą część jej ciała, a drugą ściskałem jej pierś, przez co cicho pojękiwała. 
Kiedy doszedłem do rozporka od jej spodni, spojrzałem w jej oczy, ale kiedy zobaczyłem, że ma je zamknięte i jest zatracona w moim dotyku kontynuowałem.
Rozpiąłem zamek i delikatnie z jej pomocą zsunąłem z niej spodnie, które tak jak i koszulka znalazły się gdzieś na podłodze.
Złożyłem pocałunek wewnątrz jej obu ud i podniosłem swoją twarz wyżej, więc oddychałem przy jej 'królestwie'. Pocałowałem materiał jej majtek na jej łechtaczce, przez co zaczerpnęła powietrza z nadmiaru pragnienia.
-Jesteś gotowa?-skinęła lekko, przygryzając wargę. Przeniosłem moje usta do jej łechtaczki, smakując każdy centymetr jej cennego obszaru. Ułożyłem jej nogi na moich ramionach, a mój język zjechał w dół do jej wejścia wbijając się w nią głębiej.
-Justin.-jęknęła, a jej ręce ścisnęły pościel, kiedy wyginała się w łuk.
Po jakimś czasie język zastąpiłem moich palcem. Wkładałem go wolno i wolno wyjmowałem, aż trafiłem w jej czuły punkt. Przyłożyłem język do jej łechtaczki ssąc ją i zbliżając Cass do skraju. 
Czułem jej ścianki zaciskające się wokół mojego palca, więc przyśpieszyłem tępo. Krzyknęła moje imię, kiedy doszła, a ja zlizywałem jej soki, delektując się jej smakiem.
-To-o było..wow.-powiedziała ciężko dysząc 
Położyłem się obok niej i przytuliłem do swojego boku.
-Musisz przyznać, że mój język potrafi zdziałać cuda.-mruknąłem śmiejąc się. Wiedziałem, że to zawstydzi ją jeszcze bardziej. 
-Zamknij się panie Pewny Siebie.-zachichotała składając krótki pocałunek na moim policzku.-Pójdę się umyć.
-Mogę dołączyć?-zapytałem patrząc na ideał stojący przede mną. 
-Nie gap się tak.-krzyknęła szybko zakrywając się ciuchami, które leżały na podłodze. Podszedłem do niej i chwyciłem jej twarz w swoje dłonie patrząc jej głęboko w oczy.
-Po pierwsze nie jest to pierwszy raz, kiedy widzę cię w pełnej okazałości.-powiedziałem śmiejąc się pod nosem z naburmuszonej miny Cass. Czy kiedykolwiek wcześniej mówiłem, że jest słodka kiedy się złości?-A po drugie jeśli nie chcesz bym patrzył na twoje dolne partie ciała, to w porządku, ale podczas stosunków jest to niemożliwe, kochanie.-powiedziałem całując jej policzek i przenosząc twarz bliżej ucha, by móc jej wyszeptać.-Oglądać cię podczas seksu jest wskazane.
-Fuuu, Justin.-krzyknęła odpychając mnie, a ja szeroko się uśmiechnąłem.-Jak tak mówisz czuję się skrępowana.-wyznała. Podniosłem jej twarz tak by na mnie spojrzała i krótko, ale mocno pocałowałem jej usta.
-Nigdy więcej nie czuj się przy mnie skrępowana i niepewna, ponieważ chce żebyś wiedziała, że jesteś idealna, okej? I nie musisz się przy mnie wstydzić.-niepewnie skinęła głową i włożyła swoje majtki, ciągle utrzymując ze mną kontakt wzrokowy, by upewnić się, że nie patrze na jej nagość. Pokręciłem głową rozbawiony jej zachowaniem przez co lekko uderzyła mnie w ramie i podeszła do szafy, z której wyciągnęła ręcznik, jakieś spodnie od dresu, koszulkę i nową bieliznę.
-Jesteś pewna, że nie mogę iść z tobą?-zapytałem, chcąc ją jeszcze bardziej zdenerwować.-Wiesz..dzięki temu oszczędzimy wodę i takie tam..
-Jesteś nieznośny-mruknęła śmiejąc się, by po chwili zniknąć za drzwiami łazienki zamykając je na klucz.

***

-Przełącz to, to jest okropne.-krzyknęła na mnie, kiedy siedzieliśmy w salonie oglądając telewizję i jedząc zamówione spaghetti. Dlaczego zamówione? hmm..powiedzmy, że nie nadajemy się do gotowania.


FLASHBACK

-Na co masz ochotę?-zapytała Cass podchodząc do lodówki i sprawdzając jej zawartość.
-Zjadłbym spaghetti.-powiedziałem.
-Ty ciągle byś jadł spaghetti.-zaśmiała się.-Ale niech ci będzie. Chyba mam wszystko co jest potrzebne.
-Jesteś cudowna.-mruknąłem podnosząc się i stając za nią.-Dlatego teraz ty zrobisz mi obiad, a ja pójdę obejrzeć mecz. Pocałowałem ją szybko, by nie mogła mi zaprzeczyć i biegiem udałem się do salonu. Niestety moja metoda nie zadziała i już po chwili Cass stała za mną zabierając mi pilota i kręcąc głową z rozbawieniem. 
-Jeśli myślałeś, że będę robić za twoją kucharkę, to się pomyliłeś, kochanie.-zaakcentowała ostatnie słowo i spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił:
 'wybieraj. albo idziesz i robisz ze mną obiad, albo nie jesz nic.'
 Poddałem się i ruszyłem za nią do kuchni. 

Nie wierze, że to robię.

-W porządku.-powiedziała.-Ugotuj makaron, a ja zrobię sos.
-Robi się.-ucałowałem jej czoło i podszedłem do kuchenki, na której stał garnek. Staje się przy niej taki ckliwy. Zmusiła mnie nawet do gotowania.
 Hallo? Czy ja tracę swoją męskość? Ugh, co się ze mną dzieje. 
Kiedy woda się zagotowała i wrzuciłem do garnka makaron zaczęło mi się nudzić. No bo co mam niby robić? Patrzeć na to? Podszedłem więc do Cass, która skupiona była na wrzucaniu pokrojonej cebuli do miseczki i objąłem ją od tyłu całując jej kark.
-Justin.-mruknęła.-Przestań.
-Nudzi mi się.
-Pilnuj makaronu.-mówiła biorąc mięso i zaczynając je kroić.
-To jest nudne.-marudziłem jej nad uchem sunąc dłonią coraz wyżej.
-Justin, głupku zajmij się makaronem.-krzyczała strzepując moje dłonie z jej ciała. 
Czy trudno było zrozumieć, że patrzenie na głupi makaron jest nudne? Wole patrzeć na nią.
Nagle Cass odwróciła się i spojrzała na mnie, po czym szybko swój wzrok przeniosła na garnek z makaronem, z którego wydobywał się dym. Podbiegła do kuchenki, zdejmując przypalony garnek i odstawiając go na bok. Dym unosił się coraz wyżej, więc podszedłem do okna i je uchyliłem, by choć trochę powietrza wleciało do pomieszczenia, a potem wróciłem do Cass. Ale kiedy zobaczyłem, że mięso które wcześniej kroiła wylądowało na ziemi, prawdopodobnie przez nagły ruch Cass biegnącej do kuchenki zastanawiałem się jak bardzo będzie na mnie zła. Odczekałem chwilę, by ochłonęła aż w końcu odważyłem się do niej podejść.
-Cass.-zacząłem. Nie wiedziałem czy mam do niej podejść i ją przytulić czy może najlepiej jak bym się w ogóle nie zbliżał. Co jeśli weźmie ten garnek i mnie nim uderzy? Nie, to nie możliwe. Moja wyobraźnia przesadza.

 Przesadza, prawda? 

A co jeśli nie?

-Cassie, jesteś zła?-zapytałem cicho stojąc około dwóch metrów za nią. Nie, wcale się nie bałem czy może mnie uderzyć tym garnkiem, po prostu..wiecie tak było mi wygodniej.
Odwróciła wzrok i spojrzała na mnie poważnie. Przełknąłem głośno ślinę i zacząłem kręcić głową nie wiedząc co mam powiedzieć. Gdybym teraz się odezwał prawdopodobnie zacząłbym się jąkać, a przecież jestem Justin Bieber. Ja się niczego nie boję i nie jąkam się.
Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie głośny śmiech Cass. Patrzyłem na nią zastanawiając się czy sobie ze mnie żartuję czy....co się właściwie dzieje..?
-Gdybyś *śmiech* tylko widział *śmiech* swoją *śmiech* przestraszoną minę *śmiech*.-przymrużyłem oczy myśląc nad jej słowami, po czym sam wybuchnąłem śmiechem. Teraz kiedy już nic nie mogło się przypalić podszedłem do niej i przerzuciłem ją sobie przez ramię biegnąc z nią do salonu. Krzyczała, śmiała się i biła mój tyłek, co swoją drogą nie było złe...
Dopiero kiedy staliśmy przy kanapie postawiłem ją sobie przed siebie i powiedziałem.
-Nigdy więcej tego nie rób.
-Dlaczego?-zaśmiała się.-To było zabawne.
-Śmieszy cię to, że nie zjem obiadu?-zapytałem obejmując jej ciało swoimi dłońmi.
-Cóż...to twoja wina, Bieber bo nie umiesz trzymać łap przy sobie.-miała rację. Czasami trudno jest się przy niej pohamować, ale nie dziwcie mi się, ona jest...gorąca. Pocałowałem ją w czoło i usiadłem sadzając ją sobie na kolanach.
-Zamówimy spaghetti?-zapytałem robiąc minę szczeniaczka.

END OF FLASHBACK


-Czemu chcesz to przełączyć?-zapytałem będąc ciekawym dlaczego nie podoba jej się Lacrosse. Przecież to sport jak każdy inny.
-Bo to jest zbyt brutalne, nie widzisz?-wskazała na osoby, które się właśnie popychały.-Mimo, że są za to karani to i tak to robią.-mówiła.-Biją się tymi rakietami, albo odpychają przeciwnika. Nie uważasz, że to jest chore?
-Może i tak, ale każdy sport ma coś w sobie. Każdy walczy tu o wygraną. Ja też mogę powalczyć.-powiedziałem ciągnąc ją za nogi, przez co pisnęła i układając się na nią.
-Hormony ci dzisiaj buzują.-zaśmiała się i pocałowała mnie. Jej usta są takie miękkie.. Czasami mam ochotę całować ją cały czas, bez przerwy, ale jak zwykle coś musi pójść nie tak.
-Odbierz.-powiedziała Cass odrywając się ode mnie i chichocząc. Podniosłem się z niej i wyjąłem telefon siadając obok.
-Co?-warknąłem, kiedy zobaczyłem na wyświetlaczu imię, przez które na samą myśl zwracałem ostatni posiłek. 
-Chcesz odzyskać Melanie, czy kurwa nie?-krzyknął wściekły. O co mu chodziło? Przecież miałem być u niego o 18.00..

KURWA.

-Wyluzuj, jestem w drodze.-skłamałem i szybko się rozłączyłem, by nie musieć słuchać jego bezsensownych kazań. Odwróciłem się w stronę Cass, która teraz siedziała z podkulonymi nogami i patrzyła na mnie wysilając się na udawany uśmiech.
-Musisz jechać?-zapytała cicho i usiadła za mną, by móc przytulić się do moich pleców. Skinąłem lekko głową łapiąc za jej dłonie, które były oplecione wokół mojego torsu i pocałowałem jej kostki.
-Zobaczymy się jutro, okej?-zapytałem i wstałem odwracając się, by szybko musnąć usta Cass i ruszyłem do wyjścia.

NO TO TERAZ DOSTANIE TO CZEGO CHCE.




--------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć misiaki :)

Wiem, że długo nie dodawałam, ale nie miałam kiedy czegokolwiek napisać.
Przepraszam.
Naprawdę staram się, by rozdziały pojawiały się jak najczęściej, ale mam nadzieję, że rozumiecie, że mam również swoje życie prywatne i nie zawsze mam czas. :c

A teraz inna sprawa..
Mam wrażenie, że jest was tu coraz mniej.
Nie wiem czy tylko mi się tak wydaję czy rzeczywiście tak jest, ale jeśli czytacie to proszę komentujcie. Nigdy nie myślałam, że będę musiała pisać coś w stylu ''czytasz = komentujesz'' i na prawdę nie chcę tego robić, ale jeśli wy nie doceniacie tego, to po co ja to piszę i się staram? Nie robię przecież tego tylko dla siebie..

Wiem, że to opowiadanie pełne akcji nie jest, ale takie właśnie miało być..
Mam na myśli, to że nie chciałam by było to coś na wzór Dangera itp,
bo uważam, że jest tego aż nadto.
Chciałam napisać coś co jest mniej więcej naszą codziennością,
przepraszam jeśli was rozczarowałam.

Jeśli macie jakieś zastrzeżenia lub chcielibyście bym coś zmieniła to napiszcie mi. Nie boję się krytyki, bo chcę pisać jak najlepiej, chcę się tego uczyć.

Dziękuję, jeśli dotrwaliście do końca notki. :)

Miłego wieczoru kochani :D xoxo





czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 39

Justin.


Jadąc do domu Chaza ciągle rozmyślałem o słowach Seana. Co jeśli kłamie? Co jeśli chciał mnie sprawdzić i tak naprawdę zacznie się mścić? Nie wierzę, że tak po prostu za wygranie kilku wyścigów wypuści Melanie. Fakt, faktem dostanie za to sporo kasy, ale z tego co mówił mi Jason, to Sean i jego ekipa są bardzo mściwi i lepiej z nimi nie zaczynać, więc czemu miałby mnie oszczędzić? W końcu go chciałem wykorzystać, nie? Coś jest nie tak. Wiem to, ale muszę się teraz skupić na tym, by Cass nie zauważyła, że o czymś zawzięcie myślę.

Wysiadłem z auta i ruszyłem w stronę domu. Już przy wejściu słychać było głośne śmiechy i krzyki.
Banda debili.-pomyślałem i sam zacząłem się śmiać pod nosem. Wszedłem do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i zająłem miejsce obok Cass przytulając ją do siebie. Z początku trochę się opierała, ale w końcu odpuściła. Zdziwiło mnie jej zachowanie, ale chwilowo nie chciałem o tym myśleć. Potrzebowałem relaksu, więc pochyliłem się do stolika przed nami i chwyciłem butelkę piwa. Poczułem zimną, delikatną dłoń na moim ramieniu, więc się odwróciłem i spotkałem się z pięknymi tęczówkami mojej dziewczyny.
-Jesteś samochodem, pamiętasz?-wzruszyłem ramionami na jej uwagę i otworzyłem butelkę, a obrażona Cass podkuliła nogi na kanapie i oparła swoją głowę o kolana tępo wpatrując się w ekran telewizora. Wziąłem dużego łyka alkoholu, wytarłem usta dłonią i chwyciłem dłoń Cass, którą zaraz strzepnęła nawet na mnie nie patrząc.
-Co się stało?-zapytałem cicho przysuwając się jeszcze bliżej dziewczyny, ale ta milczała.-Porozmawiaj ze mną Cass.-chwyciłem jej rękę, którą ponownie chciała wyrwać, ale nie miała siły. Po wielu próbach w końcu na mnie wściekle spojrzała.
-Puść mnie, Justin.
-Jak ze mną porozmawiasz.-powiedziałem pewnie biorąc kolejny łyk piwa, po czym odstawiłem butelkę na stolik i wstałem.-Chodź ze mną Cass.
-Możecie gadać trochę ciszej, bo nie mogę skupić się na obczajaniu Megan Fox?-warknął Chaz. Zmierzyłem go wzrokiem i bez czekania na jakąkolwiek reakcję Cass po prostu podniosłem ją z kanapy przerzucając ją sobie przez ramię na co pisnęła, a reszta się zaśmiała. Ruszyłem po schodach od czasu do czasu klepiąc jej tyłek, przez co jeszcze bardziej się wkurzała aż w końcu dotarliśmy do pokoju, gdzie postawiłem ją na podłodze.
-Teraz powiedz mi o co chodzi.
-O nic.-warknęła zirytowana.-Rób sobie co chcesz.-dodała, a ja cicho się zaśmiałem. Wzięła poduszkę z łóżka i rzuciła ją we mnie.
-Ał, kochanie to bolało.-zaśmiałem się.
-Nie mów tak do mnie.
-Słucham? Nie mogę mówić do ciebie kochanie?-zapytałem upewniając się czy dobrze zrozumiałem jej słowa. Cholera, co z nią. Nigdy nie miała problemów z tym jak ją nazywałem, a teraz nagle jej to nie pasuję?
-Tak. Mogę już iść?
-Cholera Cassie, niby czemu mam tak do ciebie nie mówić? Co ci się stało? Przed wyjazdem było okej, a teraz strzelasz jakieś głupie fochy.-warknąłem. Podszedłem do niej, a ona się odsunęła. Cudownie, jeszcze mi się zbliżać nie pozwala.-Powiedz mi o co ci kurwa chodzi.-krzyknąłem wściekły, przez co Cass nie świadoma tego lekko podskoczyła. Zamknąłem oczy, by się uspokoić i głośno oddychałem. Kiedy je otworzyłem Cass już nie było w pokoju. Przekląłem pod nosem i szybkim krokiem zszedłem na dół, gdzie usłyszałem jej cichutki głosik.
-Kate odwieziesz mnie?-dziewczyna spojrzała na nią zdezorientowana, ale przytaknęła biorąc od Chrisa kluczyki do auta, po czym wstała i obie ruszyły do wyjścia. Podbiegłem do nich i chwyciłem Cass za rękę powodując tym jej obrót.
-Ja cię odwiozę.-powiedziałem, ale Cass pokiwała przecząco głową.
-Piłeś, a Kate nie. Dobranoc.-a potem wyszły zostawiając mnie w osłupieniu i zdezorientowaniu. Co się właśnie wydarzyło?

Cassie.


Do mojego domu jechałyśmy w całkowitej ciszy. Ani ja ani Kate nie rozpoczęłyśmy żadnej rozmowy. Ja tego nie chciałam, a Kate pewnie nie wiedziała co ma powiedzieć. W końcu kto normalny wybiega z pokoju, w którym było się ze swoim chłopakiem ciężko dysząc i od razu prosząc o podwózkę? Wydaje mi się, że musiało wyglądać to co najmniej dziwnie, ale nie chciałam do tego wracać. Może zachowałam się jak dziecko i nie powinnam w ten sposób reagować, ale..zabolało mnie to. Chłopaki pytali mnie gdzie pojechał Justin, a ja? Ja nie potrafiłam im na to odpowiedzieć, bo sama nie wiedziałam. Nie powiedział mi. Nie powiedział mi nic, a mnie to ciekawiło. Ryan powiedział, że kilka razy znikał już tak podczas ich spotkań mówiąc, że musi coś załatwić. Teraz też to było jego wymówką. Ale co miał załatwiać? Co było tak ważnego, że nie mógł nikomu o tym powiedzieć?
 Jestem dziewczyną, więc oczywiste było to, że w głowie od razu pojawią mi się czarne myśli, prawda? Bałam się. Bałam się, że wrócił do starych nawyków i..po prostu do kogoś pojechał. Wiem, że powinnam mu ufać, ale to naprawdę stało się dla mnie podejrzane. Albo kiedy sugerowałam mu, by nie pił? Olał mnie. Wzruszył ramionami jakby nie obchodziło go nic na świecie, a już tym bardziej ja. Tylko co zrobiłam? Jeszcze kilka godzin temu prawił mi komplementy, sprawił, że poczułam się wyjątkowa, kiedy wymyślił to całe zaproszenie na bal, potem rozmowa na dachu, powiedział...powiedział, że mnie kocha.
-Jesteśmy.-z zamyśleń wyrwał mnie głos przyjaciółki. Uśmiechnęłam się do niej blado i chwyciłam klamkę, by otworzyć drzwi.-Cassie, o co chodzi?
-Wytłumaczę ci innym razem. Dobranoc.-ucałowałam jej polik i wyszłam od razu kierując się do swojego pokoju. Miałam dość dzisiejszego dnia, a jutro czeka mnie jeszcze męka w szkole.


Justin.


-Dobra, a teraz powiedz nam co to kurwa było, huh?-krzyknął zły Chris.
-Nie wiem.-mruknąłem przeczesując włosy ręką i ciągnąc lekko za końcówki w frustracji.
-Jak to kurwa nie wiesz?-włączył się Ryan.-Przyleciała tu tak szybko jak tylko umiała i od razu chciała wracać. Co ty jej zrobiłeś?
-Nie wiem, okej? Nic z tego nie rozumiem. Jeszcze jakiś czas temu było wszystko dobrze, a jak wróciłem to nagle nie mogłem jej ani dotknąć, ani nic powiedzieć, bo nie chciała ze mną gadać.
-Zastanawiałeś się może dlaczego?-prychnął pod nosem Chaz.-Gdzie pojechałeś?
-Co to ma kurwa do rzeczy?
-To, że pomyślała, że pojechałeś do kogoś, by się pieprzyć.-krzyknął Josh.
 Czy mi się wydaję, czy oni wszyscy naprawdę są przeciwko mnie?
-Po jaką cholerę miałbym szukać jakieś laski do pieprzenia jak mam dziewczynę? Nie zamierzam jej zdradzać.-krzyknąłem wściekły uderzając pięścią w ścianę.
-Chwila.-przerwał Chaz.-Czy ty chcesz przez to powiedzieć, że kochałeś się z Cass?-nagle wszyscy zamilkli, a ja pierwszy raz w życiu nie wiedziałem co powiedzieć. Zawsze opowiadałem im dokładnie co dana laska potrafi i jak dobra jest, ale teraz.. teraz nie chciałem im tego zdradzać. Nie chciałem mówić czy było ostro, brutalnie czy delikatnie i spokojnie. Nie to się dla mnie liczyło. W chwili, kiedy się kochaliśmy byłem w innym świecie. W świecie miłości i pożądania.
-To było..-przerwałem na chwilę szukając odpowiednich określeń.-pełne uczucia i namiętności.
-Jesteś w niej totalnie zatracony.-zaśmiał się Josh.
-Jeśli do jutra się z nią nie pogodzisz, obiecuję, że własnoręcznie cię wykastruję, rozumiesz?-krzyknął Chaz podchodząc do mnie i lekko uderzając.-Masz się z nią pogodzić.



***

Rano obudził mnie hałas dochodzący z dołu. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, by sprawdzić godzinę i jęknąłem gdy się okazało, że jest dopiero 6.30. Przeciągnąłem się na łóżku i czym prędzej wstałem, bo czekał mnie długi dzień. Skierowałem się do łazienki, by się odświeżyć, a potem zszedłem na dół, gdzie czekało na mnie pyszne śniadanie.
-Jednak dobrze mieć kobietę w domu.-zachichotałem, a chłopaki razem ze mną. Jedynie Kate, która właśnie skończyła robić naleśniki spiorunowała mnie wzrokiem, a ja chcąc przekazać jej, że się poddaje podniosłem ręce.
-Dobra zwijamy się. Szkoła czeka.-jęknął Ryan.
-Jedziemy dwoma autami?-zapytał Chris, a ja skinąłem popijając kakao.
-Zmieścicie się w jednym, ja pojadę swoim, bo muszę jeszcze coś załatwić.-pokręcili tylko głową, nie komentując, więc wszyscy udaliśmy się w swoją stronę. Oni do szkoły, a ja do Seana, a potem na wyścig w celu odzyskania Melanie..


Cassie.



Czekałam przed szkołą na Kate bawiąc się telefonem. Myślałam, że może Justin coś przemyślał i napisze chociaż głupiego sms'a, ale jak się domyślacie nic takiego się nie stało. Zrezygnowana westchnęłam i schowałam telefon do kieszeni, kiedy zobaczyłam nadjeżdżające auto Chrisa. Szłam w ich stronę lekko się uśmiechając. Kate pożegnała się z chłopakami i podbiegła, by mnie przytulić. Obie pomachałyśmy im na odchodne po czym zniknęli nam z pola widzenia.
-Gotowa?-zapytała łapiąc mnie pod rękę i kierując w stronę wejścia do szkoły.
-Jak zawsze.
-Mamy jeszcze jakieś 15 min do lekcji.-powiedziała zatrzymując się przy szafkach i chowając plecak.
-Myślisz, że Justin mnie zdradza?-zapytałam cicho.
-Tik-tak-Tik-tak, a nie mówiłem?-zaśmiał się Lucas wyłaniając się z kąta.-Oj, biedactwo. Mówiłem ci, że tak będzie.-udał zasmuconego.-Justin to gracz. Jeszcze tego nie pojęłaś? Nie dasz mu tego czego chce i odpadniesz.
-Zamknij się Lucas.-warknęła na niego Kate.-Nie znasz go, więc jakim prawem się wypowiadasz?
-Powiedzmy, że dobrze znam Olivie, a ona z nas wszystkich chyba najlepiej zna Justina.-powiedział z uśmiechem.-Dogłębnie również.-i po tych słowach nie wytrzymałam. Nie miał prawa tak mówić. Mimo, że nie byłam pewna czy nie ma racji, to i tak to nie zmieniało faktu, że Justin wciąż jest moim chłopakiem i nie powinien mówić przy mnie o seksie Justina z Olivia. Wkurzona zamachnęłam się i moja ręka wylądowała na jego policzku, a potem kolano..między jego kolanami, przez co głośno jęknął i złapał się za swoje klejnoty. Nagle cała szkoła zebrała się i przyglądała nam. W tym również nauczycielka, co nie wróżyło niczego dobrego.
-Cassie, Lucas do dyrektora.-krzyknęła, a my posłusznie udaliśmy się za nią na dywanik.


***


-Twoja mama już tu jedzie.-poinformowała mnie sekretarka.
Po całej rozmowie dyrektor uznał, że lepiej będzie jak oboje udamy się do domu, by ochłonąć. Na szczęście nie zostałam w żaden sposób ukarana, ale i tak wciąż byłam zła. Nie dość, że Lucas próbował mnie przekonać, że Justin mnie zdradza, to jeszcze u dyrektora skłamał. Powiedział, że uderzyłam go dlatego, że obraził Kate. Nie wiem po co ją do tego mieszał, ale nie było to w porządku.
-Boże, Cassie, dziecko nic ci nie jest?-mama podbiegła do mnie sprawdzając dokładnie moją twarz. Zaśmiałam się z jej reakcji i pokiwałam przecząco głową.-Wracamy, chodź.

Siedziałyśmy w samochodzie, a mama co chwilę spoglądała w moją stronę. Chciało mi się śmiać. Wiedziałam, że chce coś powiedzieć, ale boi się mojej reakcji.
-No dalej, wyduś to z siebie.
-Ale co?-spojrzała na mnie, po czym znów przeniosła wzrok na drogę.
-O co chcesz zapytać?-zaśmiałam się.
-Oh, ja tylko..-mówiła.-Dobra, mocno go uderzyłaś?-zapytała z uśmiechem.
-Cóż..myślę, że wystarczająco, by mnie zapamiętał.

Resztę drogi przesiedziałyśmy rozmawiając bardzo ogólnie. Cieszyłam się, że mogłam z nią porozmawiać o wszystkim. Kiedy zatrzymałyśmy się przed domem w oczy rzucił mi się Justin opierający się o swoje auto, z cwaniackim uśmieszkiem.
-O, już jest.-uśmiechnęła się moja rodzicielka i zgasiła silnik.
-Co masz na myśli mówiąc, że już jest?
-Oh, dzwonił dzisiaj do mnie i pytał, o której kończysz, więc mu powiedziałam, a kiedy zadzwonili z twojej szkoły, że masz kłopoty to zadzwoniłam również do Justina mówiąc mu, że może przyjechać wcześniej jeśli chce, bo dyrektor cię zwolnił.
-Maaaaamo.-jęknęłam, a ona się zaśmiała.
-Bawcie się dobrze, a ja jadę do pracy.-ucałowała mój polik i lekko wypchnęła mnie z samochodu.
Podeszłam do drzwi, by zaraz je otworzyć nie fatygując się, by na niego spojrzeć od razu udałam się do swojego pokoju czując za sobą jego obecność.

Justin.

Podczas mojej porannej rozmowy z Seanem ustaliliśmy, że przyjadę do niego około 18, by przygotować samochód i inne tego typu rzeczy. Musiałem wygrać te wyścigi i byłem tego w pełni świadomy. Dowiedziałem się również, że na samym początku naszej ''znajomości' byłem przez nich śledzony, przez co dowiedzieli się, że znam McCanna. Miałem tylko nadzieję, że nie wiedzą o Cass..
Po wyjściu od Seana, zadzwoniłem do mamy, by podała mi numer do Amandy, mamy Cassie i zadzwoniłem. Chciałem to wszystko naprawić. Naprawdę mi na niej zależy i nie byłbym w stanie jej zdradzić. Ufam jej i choć wiem, że nie będzie z tego zadowolona to powiem jej prawdę. Mam nadzieję, że i w tym przypadku prawda okaże się korzystniejsza.
Kiedy zobaczyłem nadjeżdżający samochód Amandy, nagle straciłem swoją pewność siebie.
Co jeśli mi nie wybaczy?
Odgoniłem od siebie te myśli i patrzyłem jak Cass wychodzi z auta. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a ja wszedłem za nią. Nawet na mnie nie spojrzała. Po prostu olała to i udała się na górę do swojego pokoju. Chwilę potem wszedłem za nią. Leżała na swoim dużym łóżku, tyłem do mnie. Podszedłem bliżej i usiadłem na brzegu nie chcąc, by uciekła.
-Cassie.-zacząłem niepewnie. Nagle dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała na mnie. Płakała.Kurwa.-Cass.
-Zdradziłeś mnie?-zapytała cicho szlochając. Pokręciłem przecząco głową i wszedłem na łóżko, by być bliżej niej. Delikatnie chwyciłem jej twarz w swoje dłonie i ocierałem jej łzy.
-Cass, po co miałbym to robić?-zapytałem, ale nie doczekałem się odpowiedzi, więc kontynuowałem.-Nie zdradziłem cię i nie zamierzam tego robić, rozumiesz? Jesteś jedyną dziewczyną, którą chcę uszczęśliwiać, i z którą chcę się kochać. Po co miałbym zdradzać osobę, którą kocham?-dziewczyna wzruszyła lekko ramionami i spuściła wzrok. Puściłem jej twarz, kiedy trochę się uspokoiła i postanowiłem mówić.-Wczoraj jak i kilka razy wcześniej, kiedy znikałem i mówiłem, że muszę coś załatwić jeździłem do Seana. Wiem, że ci to teraz nic nie mówi, ale uwierz mi to nie ważne. Chodzi o to, że musiałem się ścigać i..wciąż muszę. Obiecałem Jasonowi, że pomogę mu odzyskać jego siostrę, bo on uratował Chaza.
-Więc musisz się ścigać, żeby ją uratować?-zaśmiała się.-Nie wierze ci, Justin.-Skąd ją masz niby ratować?
-Mówię prawdę. Melanie jest siostrą Jasona, ale została porwana przez Seana i jego ekipę i teraz robi za służącą. Wygląda jak prostytutka, a oni w ogóle jej nie szanują. Znam Jasona od dziecka, ją też, więc poprosił mnie o pomoc. Cass, uwierz mi, bo już nie wiem jak mam cię przekonać, że mówię prawdę. Możesz sprawdzić mój telefon. Skrzynka sms'owa jest zawalona planami i rozmowami o wyścigach, możesz przejrzeć moje kontakty i osoby, z którymi się ostatnio kontaktowałem.-mówiłem w pośpiechu, chcąc by powiedziała, że mi wierzy. Już nie miałem żadnych innych argumentów na potwierdzenie tego, ale kiedy usłyszałem cichy chichot, wydobywający się z ust Cass szybko spojrzałem na nią, a ona odgarnęła włosy za ucho i niepewnie się uśmiechnęła. Jest taka słodka.-Proszę cię, powiedz że mi wierzysz.-skinęła głową.-Mogę cię teraz chociaż przytulić?-zapytałem, ale dziewczyna szybko usiadła na mnie rozkrokiem i pocałowała moje czoło. Objąłem ją w talii i mocno do siebie przytuliłem.
-Przez ciebie uderzyłam dzisiaj Lucasa.-powiedziała śmiejąc się, kiedy się od niej oderwałem.
-Co zrobiłaś?-zachichotałem unosząc brwi do góry. Myślałem, że dyrektor ją zwolnił, bo się źle poczuła lub cokolwiek innego, ale nigdy nie wpadł bym na to, że kogoś uderzyła
-Najpierw dostał z liścia, a potem tam.-spojrzała w dół i uśmiechnęła się zwycięsko.-I to wszystko przez ciebie.-dodała.-Bo zaczął gadać mi o seksie twoim i Olivii. Fuuj.
-Jestem z ciebie dumny, księżniczko.-powiedziałem z uśmiechem i musnąłem jej policzek.
-Ja z siebie też.-dodała.-Wiesz..w sumie fajnie było. Mogłabym kiedyś ponownie spróbować.
-Nawet nie myśl o tym, że będę twoim workiem treningowym.-zaśmiałem się kręcąc głową.
-Oh, skąd wiesz, że o tym pomyślałam?-uśmiechnąłem się szeroko muskając kilkakrotnie jej usta, a potem przekręcając nas tak, że leżała pode mną. Przez chwilę leżeliśmy po prostu na siebie patrząc. Niczego więcej nam w tej chwili nie brakowało, bo mieliśmy siebie.
-Justin.-mruknęła cicho.-coś śmierdzi.-zachichotałem na jej minę, po czym uderzyła mnie lekko w ramie i odepchnęła siadając obok.-Spierdziałeś się.-zachichotała po czym zaczęła się oddalać, ale nie skutecznie, ponieważ zdążyłem ją złapać i ponownie naparłem na nią ciałem.
-Kocham Cię,-powiedziałem patrząc na nią z uśmiechem.
-Idealne wyrzucie czasu, panie Bieber.-mruknęła z uśmiechem.-Śmierdzisz.-dodała wystawiając język. Cóż..sama mnie podkusiła. Chwyciłem za jej nadgarstki i umieściłem je nad jej głową po czym delikatnie ją pocałowałem.





--------------------------------------------------------------------------------------------

Yooołki :)

Jest nowy.!
Jakoś w miarę wyszedł?

Robiłam wszystko, by napisać go jak najszybciej.
Nie chciałam, żebyście musieli czekać do 
następnego piątku/soboty, bo wyjeżdżam,
więc nie wiem, kiedy będzie kolejny, ale
postaram się pisać jak najczęściej. :)


Do następnego, robaczki :) xoxo






poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 38

Cassie.



Powoli odwróciłam się, a moim oczom ukazał się Justin z uśmiechem na twarzy.
-Jaka jest odpowiedź na ostatnią zagadkę?-zapytał, a ja na pewno miałam już czerwone poliki.
-Nazwisko.-szepnęłam cicho, a Justin ucałował moje czoło. To co czułam w tym momencie było nie do opisania. Mam cudownego chłopaka i na pewno nie pozwolę mu odejść.
 Uśmiechnął się szeroko na moją odpowiedź i uklęknął.

Chwila co?

Czemu on klęczy?

Chyba nie zamierza mi się oświadczać?!

Kurwa.

-Cassie Sparks-Bieber czy pójdziesz ze mną na bal?-zapytał wyciągając kolejną kopertę ku mnie, a mi stanęło serce. Proszę powiedzcie, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Niepewnie chwyciłam ją do rąk i otworzyłam. W środku znajdowały się dwa bilety na mój bal.
 Boże, dziękuję ci za takiego chłopaka. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie ci się za to odpłacić..
-Ale skąd ty-y...?
-Mam swojego gołębia, który trochę mi pomógł. To jak? Pójdziesz ze mną na tel bal Cass?
-Hmm..no nie wiem.. Fakt, postarałeś się, ale nie cierpię zagadek, a ty to zrobiłeś.-powiedziałam starając się nie roześmiać. Justin zachichotał po czym objął mnie w talii, przyciągając blisko siebie i wpił się w moje usta z lekkością i namiętnością. Z każdym jego pocałunkiem, dotykiem, a nawet słowem ja...po prostu wariuje. Nie wiem co ten chłopak mi zrobił, ale cokolwiek to było, podoba mi się.
-Teraz cię przekonałem?-zapytał z uśmiechem, kiedy się od siebie oderwaliśmy.
-Zdecydowanie.-zachichotałam.
-Cokolwiek robicie, musicie przestać, bo zamierzamy wejść do domu.-usłyszeliśmy krzyk Chaza.
-Chcesz zrobić małe show?
-Co masz na myśli Justin?
-To.-powiedział po czym mocno na mnie naparł swoim ciałem całując każdą część mojej twarzy. Jęknęłam cicho uśmiechając się, kiedy przejechał językiem wzdłuż mojej szyi. Usłyszeliśmy zamykanie drzwi, co znaczyło, że już weszli. Chcąc ich trochę poddenerwować oplotłam jedną nogę wokół pasa Justina, a on rozumiejąc moje zamiary uśmiechnął się przez pocałunek i podniósł mnie do góry.
-O mój Boże!-pisnęła Kate.
-Wy tak na poważnie? Cholera to mój dom. Możecie się od siebie łaskawie odkleić? Na prawdę nie chcę mi się na was patrzeć, ale jeśli już tak bardzo siebie potrzebujecie, to idźcie na górę.!-krzyczał Chaz, ale my..jakby to powiedzieć..nie zwracaliśmy na niego uwagi. Josh, Chris i Ryan tylko się śmiali, więc podkręciłam troszkę atmosferę, kiedy szepnęłam Justinowi, by mnie opuścił na dół. Ponownie wpiłam się w jego usta, a ręką zjeżdżałam wzdłuż jego abs, aż dotarłam do niedostępnej sfery dla innych dziewczyn. Jęknął głośno z rozkoszy i mocniej na mnie naparł. Naprawdę bałam się, że to się źle skończy, ale nie panowałam na tym. Po prostu mnie poniosło, no a po części tego właśnie chciałam.
-Kurwa, Cassie nie wierze, że to zrobiłaś.-pisnęła Kate, a ja tylko zachichotałam odrywając się od Justina. Kate szybko podbiegła i chwyciła moją rękę ciągnąc do kuchni.
-Co to właśnie było? Pożeraliście się na naszych oczach. Możesz to jakoś wytłumaczyć? Cholera Cassie dotknęłaś go, ty to zrobiłaś, nie wierze. Na naszych oczach.-krzyczała wciąż się uśmiechając.-Prawdopodobnie gdybyśmy nie przyszli to wylądowalibyście na podłodze. Nago. Robiąc różne rzeczy.
-Nie.-powiedziałam śmiejąc się.-Nic byśmy nie robili.
-Nie? Więc co to kurwa było?
-Nic.
-Ty tak poważnie?
-Tak.
-Umiesz odpowiadać pełnymi zdaniami?
-Nie.
-Ugh, jesteś nieznośna. Lepiej wracajmy, bo i tak nie masz ochoty ze mną rozmawiać.-powiedziała, a ja najzwyczajniej w świecie podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Jestem szczęśliwa.
-Wiem, to Cass.-powiedziała oddając uścisk.-Widzę.

***

Siedziałam wtulona w ciało Justina podczas, gdy wszyscy oglądaliśmy jakiś horror. Nie muszę chyba mówić, że panicznie boje się tego typu filmów, nie? To chyba nawet sugeruje moja pozycja, w której się znajduję. Powinnam dodać, że prawie zgniatam Justinowi dłonie, gdy coś nagle wyskakuję? No cóż..mówiłam im, byśmy tego nie oglądali, ale mnie nie posłuchali. I mimo, że czuję się bezpiecznie, gdy Justin mnie trzyma, to..wciąż oglądamy horror i ta świadomość mi wcale nie pomaga.
-Kochanie, wszystko dobrze?-zapytał Justin mocniej mnie obejmując, kiedy od kilku minut wciąż miałam zamknięte oczy. Pokiwałam twierdząco głową, ale nie zmieniłam pozycji przez co Justin zachichotał.-Chodźmy stąd, nie musimy tego oglądać.
-Nie.-zaprzeczyłam.-Jest dobrze, nic mi nie jest, widzisz?
-Dlatego miałaś zamknięte oczy i wciąż kurczowo trzymasz moje dłonie,tak?-zakpił.
-Zamknij się.
-Oj, chodź na górę.-powiedział całując moją głowę.-Odpoczniesz chwilę, a później tu wrócimy jeśli będziesz chciała, w porządku?-pokiwałam twierdząco głową i nie zważając na nikogo więcej uwagi poszliśmy na górę. Od razu po wejściu do pokoju rzuciłam się na łóżko.

Tak, tego było mi trzeba, zdecydowanie.

-Ten film był głupi.-stwierdziłam co wywołało u Justina kolejną dawkę śmiechu.-Dziękuję, że się ze mnie śmiejesz.-zadrwiłam.
-Nie śmieję się z ciebie.-powiedział, a ja posłałam mu wymowne spojrzenie.-Okej, śmieję się z ciebie, ale to dlatego, że uroczo wyglądasz, kiedy tak mocno się mnie trzymasz, dzięki czemu dobrze się czuję, bo wiem, że w takim momencie chcesz być bardzo blisko mnie i czujesz się w miarę bezpiecznie w moich ramionach.-powiedział siadając na łóżku u wyciągając ku mnie swoje dłonie, bym je złapała. Usadził mnie sobie na kolanach i delikatnie gładził najpierw moje włosy,a potem twarz po czym złożył na moich ustach krótki, ale soczysty pocałunek.
-Czuję się przy tobie bezpiecznie.-uśmiechnął się i wstał razem ze mną, mocno mnie trzymając.-Dokąd idziesz?-zaśmiałam się.
-Zobaczysz.-powiedział otwierając okno i dając mi znak, bym zeszła i przez nie przeszła. Spojrzałam na niego niepewnie, przez co to on pierwszy wyszedł i ponowie wystawił ku mnie rękę by pomóc mi wejść na dach.
-Często tu przychodzisz?-zapytałam, kiedy siedzieliśmy patrząc na panoramę miasta.
-Tylko czasami.-westchnął-Kiedyś bywałem tu częściej z chłopakami. To taka nasza odskocznia. Zawsze tu siedzieliśmy, gdy..-zatrzymał się i popatrzył w moje oczy.-Zresztą nieważne, chciałem po prostu posiedzieć gdzieś z tobą, wiesz.,gdzieś gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał.
-Podoba mi się tu.-uśmiechnęłam się szeroko, ucałowałam polik Justina i wtuliłam się w jego ramię splatając nasze palce. Przez chwilę między nami panowała cisza, ale nie przeszkadzało mi to. Wyglądało to tak jakbyśmy wsłuchiwali się w bicie naszych serc.
-Jak wyobrażasz sobie naszą przyszłość, Cass?-zapytał nagle, co mnie zaskoczyło.
-Co masz na myśli?
-No wiesz..nas.-powiedział drapiąc się po karku.-No czy...czy widzisz nas razem za kilka lat, czy wyobrażasz sobie nas mieszkających razem, czy wyobrażasz sobie nas mających dzieci, jeśli tylko będziesz chciała, mających psa czy inne zwierzę, które lubisz, czy wyobrażasz sobie mnie za kilka lat jako..jako twojego męża.-patrzyłam przed siebie z załzawionymi oczami i nie potrafiłam wydusić z siebie nawet jednego słowa. To co powiedział i w jaki sposób to zrobił, było czymś tak bardzo idealnym.-Cass, przepraszam. Nie powinienem nic mówić. Skąd mi to w ogóle przyszło do głowy. Przepraszam, zapomnij o tym.-mówił szybko i gdy już miał się podnieść po prostu popchnęłam go lekko, by mógł się położyć i go pocałowałam.
-Taka odpowiedź ci wystarczy?-zapytałam śmiejąc się i wycierając łzy, które spadały na koszulkę Justina.
-Kocham Cię, Cassie.
-A ja Kocham Ciebie.-powiedziałam kładąc się na jego klatce piersiowej.





Justin.

-Powinniśmy już chyba zejść.-powiedziałem odgarniając kosmyk włosów Cass. Przytaknęła uśmiechając się i wstała. Zrobiłem to samo, po czym zeszliśmy na dół.
-Co wy tam tyle robiliście zboczuchy?-zaśmiał się Chris, a do niego dołączyła cała reszta. Mimo, że nic takiego nie robiliśmy widziałem jak Cass się rumieni. Przytuliłem ją do siebie, a potem usadowiłem sobie na kolanach. Wszyscy rozmawialiśmy i śmialiśmy się, ale sielanka długo nie trwała, ponieważ mój telefon zaczął dzwonić. Wyjąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. ''Sean''.

Cudownie.

-Teraz nie mogę przyjechać. Jestem zajęty i nie ma mnie w domu.-powiedziałem, kiedy zadzwonił Sean z prośbą o przyjazd do niego. Nie wiem czego chciał, ale zdecydowanie nie był to dobry moment na odwiedziny. Jedyne czego teraz chciałem to spędzenie czasu z przyjaciółmi i dziewczyną, a nie Seanem i jego bandą.
-Słuchaj, nie obchodzi mnie to czy masz czas czy nie. Powinieneś tu być. Nie odzywałeś się do mnie od kilku dni, a kolejny wyścig masz jutro i musimy obmyślić plan, bo przyjeżdżają nowi ludzi, którzy ponoć są naprawdę dobrzy, więc rusz łaskawie ten swój tyłek i przyjeżdżaj.-Odruchowo uderzyłem pięścią w ścianę mówiąc krótkie ''zaraz będę'' i rozłączyłem się,
-O co chodzi, Justin?-szepnęła cicho Cass podchodząc i gładząc uspokajająco moje plecy. Nie chciałem jej tu zostawiać, ani jechać, ale wiem do czego się zobowiązałem. Musiałem to wykonać do końca. Dla McCanna i jego siostry.
-Jest w porządku. Muszę tylko coś załatwić,ok? Niedługo wrócę. Obiecuję.-ucałowałem głowę Cass obejmując jej ciało i spojrzałem na jej nieodgadniony wyraz twarzy. Martwiła się. Widziałem to. Wtuliła się we mnie i cicho szepnęła:
-Zostań. Proszę.-Jej słowa, zawsze były dla mnie ukojeniem i wszystko co robiła mnie uspokajało, ale nie mogłem zostać. Nie teraz. Odsunąłem ją lekko od siebie, ostatni raz całując jej czoło i wyszedłem. Wiem, że gdybym został tam jeszcze chwilę, prawdopodobnie by mnie przekonała i uległbym jej, bo nie lubię widzieć jej smutnej. A już tym bardziej z mojego powodu. W oddali słyszałem jeszcze krzyki chłopaków, ale nie odwróciłem się, bo znając mnie od razu spojrzałbym na Cass, a to nie wróżyłoby niczego dobrego. Zamknąłem za sobą drzwi i ruszyłem do auta.


***


Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Zastanawiałem się, czy nie powinienem zapukać, ale doszedłem do wniosku, że nie muszę. Co za różnica czy ktoś mi otworzy, czy sam to zrobię, prawda? Szedłem ciemnym korytarzem do miejsca, z którego pochodziły śmiechy.
-Patrzcie kto u nas zawitał.-zaśmiał się Sean.
-Siema.-powiedziałem podchodząc do nich i przybijając każdemu 'żółwia'. Usiadłem na wolnym miejscu i czekałem na dalsze wskazówki. Mam nadzieję, że naprawdę chcą obmyślać plan i nie ściągnęli mnie tu, bo im się nudziło lub szukali towarzystwa.
-Mel.-krzyknął jeden z nich.-Piwo.-Zaraz po jego słowach zjawiła się dziewczyna i postawiła każdemu z nas po butelce. Patrzyłem na nią i myślałem co ona musiała tu przejść. Z nimi... Jest totalnie przestraszona i ubiera się zbyt wyzywająco. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu biegała po podwórku w ciuchach, które nie odkrywały niczego. Porównując tamto z...tym, to teraz wygląda nie najlepiej.
-Wiem co planujesz Bieber.-Zaczął Sean, kiedy dziewczyna opuściła pomieszczenie.-Chcesz odebrać mi tą sukę, huh?
-Nie wiem o czym mówisz. Oszalałeś?-Zmrużyłem oczy patrząc na niego i kręcąc głową w niedowierzeniu. Co on właśnie powiedział i skąd to niby wie?
-Dobrze wiesz o czym mówię.-zadrwił.-Dam ci to czego chcesz, ale musisz dać mi coś w zamian.
-Co masz na myśli?
-Oddam ci siostrzyczkę McCanna, jak wygrasz dla mnie kilka następnych wyścigów bez otrzymania gotówki za to.
-Chodzi ci tylko o pieniądze?-zakpiłem.-Chcesz żebym wygrał i nie brał od ciebie kasy, w zamian za uwolnienie Melanie? A co z moimi 3o %, które mi obiecałeś?-zapytałem pochylając się ku niemu ze złączonymi dłońmi.

To się nie dzieję naprawdę.

-Cóż..to było zanim dowiedziałem się w co ze mną pogrywasz, stary. Nie ładnie tak oszukiwać,co? Jesteś takim lojalnym kumplem, szkoda, że nie dla mnie.-zaśmiał się.-Więc jak będzie?
-Jeśli wygram, a ty się wzbogacisz to wypuścisz Melanie?-ta rozmowa jest coraz bardziej dziwna. Co jeśli kłamie? I skąd on do cholery się o tym dowiedział?
-Myślę, że to dobry układ.
-I to wszystko?-zakpiłem.-Mam ci uwierzyć, że nie chcesz nic więcej?
-Myślisz, że nie biorę tego czego chcę? Chcę zemsty na tych ludziach, dlatego ty musisz to wygrać, a wtedy zapomnę o tym, że próbowałeś mnie wrobić.
-Jeśli po tym uwolnisz Melanie i zostawisz nas w spokoju, to wchodzę w to.
-Świetnie.-powiedział.-Myślę, że dobiliśmy dobrego układu.



------------------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć i czołem. :)

Nie mam za dużo do powiedzenia, dlatego pozostawiam to Wam.

Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle.

Do następnego xoxo


ps. jeśli są jakieś błędy to przepraszam, sprawdzę później.

Myślicie, że wciąż będzie tak słodko?

Więc muszę Was rozczarować... :c






wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 37

Justin.

-Dlaczego nie mogę jechać z wami?-jęknął Jackob krzyżując swoje małe rączki na piersi, kiedy się z nim żegnaliśmy.
-Jesteś za mały.-powiedziałem, przez co chłopiec usiadł na ziemi w salonie i zaczął płakać. Oczywiście Cass jako ta dobra skarciła mnie wzrokiem i czym prędzej podeszła do Jackoba przytulając go.
-Nie jestem mały, prawda?-zapytał cicho patrząc na moja dziewczynę.-Jestem już duży, tylko troszkę mały.-powiedział na co oboje zachichotaliśmy.
-Oczywiście kochanie. Zobaczysz, już niedługo będziesz chodził z nami gdzie tylko zechcesz, ok?-chłopiec posłusznie skinął głową uśmiechając się i owijając ręce wokół szyi Cass.
-Ej, czuję się zazdrosny.-jęknąłem siadając obok nich.
-I dobrze, bo Cassie mnie bardziej kocha, co nie?-dziewczyna zaśmiała się, a potem lekko skinęła i pocałowała malca w policzek.
-Oh, czyli wolisz Jackoba, tak?-zapytałem z udawana złością, a chłopiec wystawił mi język.

Gdzie on się tego nauczył?

Zaśmiałem się z jego reakcji wyciągając rękę do Cass, by pomóc jej wstać. Postawiła malca obok siebie i złapała moją dłoń. Chcąc się z nią podroczyć, kiedy już wstawała 'przypadkowo' ją puściłem i ponownie złapałem stojąc nad nią, by nie upadła. Złapała się za serce i zmierzyła mnie piorunującym spojrzeniem. Czym prędzej wyrwała się z moich objęć, a ja nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem, który rozszedł się po całym domu. Patrzyłem na dziewczynę, która podeszła do chłopca i wzięła go na ręce coś szepcząc.

-Co tu się dzieje?-zapytała moja rodzicielka wchodząc do salonu.-Słychać cię było nawet na górze.
-Cześć Pattie.-przywitała się Cass z moją mamą.
-Witaj kochana.-uśmiechnęła się do niej ciepło i podeszła by ją przytulić, a ja wciąż się śmiałem.-Co jemu?-zapytała wskazując na mnie.
-Przewrócił Cassie.-krzyknął chłopiec.-A teraz się śmieje.
-Justinie Drew Bieberze, co ty właśnie zrobiłeś?
-Nie przewróciłem jej. Jackob nie kłam,ok?-podszedłem do Cass i ucałowałem jej polik. O dziwo się nie odsunęła przez co się uśmiechnąłem. Nie ważne, że prawdopodobnie dlatego, że nie chciała robić afery przy mojej mamie.
-Cassie..-zwróciła się do niej, na co wywróciłem oczami.
-Nie przewrócił mnie,spokojnie.-zaśmiała się nerwowo.-Pewnie śmiał się z mojej miny, kiedy mnie łapał.-powiedziała odstawiając malca z powrotem na ziemię.-Pattie czy mogłabym odebrać już swoją sukienkę na bal?
-Oczywiście.-powiedziała.
-Ja ją przyniosę.-krzyknął Jackob biegnąc już w stronę schodów razem z moją mamą.

Czyli zostaliśmy sami...
I to prawdopodobnie był ten moment, kiedy przepraszam Cass.

Podszedłem do niej i skierowałem jej twarz tak by na mnie spojrzała.
-Powinniśmy się zbierać. Pewnie już na nas czekają.-powiedziała cicho.
-Jesteś na mnie zła?-zapytałem splatając nasze dłonie razem i stając na przeciwko niej.
Może zachowałem się trochę dziecinnie, ale przecież chodziło tylko o zabawę, nie?
-Nie jestem na ciebie zła, Justin. Po prostu mnie przestraszyłeś. Co gdybyś mnie nie złapał?
-Nie ufasz mi?
-Ufam, ale nie o to tu chodzi. Wiesz... nie należę do najlżejszych osób na świecie, więc się przestraszyłam.-zaśmiałem się. Co ona właśnie powiedziała? Nie wierzę w to. Przecież ta dziewczyna ma idealną figurę. Nie jest ani zbyt chuda, ani nie jest też dużej masy. Jest taka jaka powinna być. Taka jak powinna wyglądać każda nastolatka w jej wieku.-Śmiej się -burknęła.
-Kochanie, jesteś idealna. Naprawdę nie wiem skąd ci się to wzięło. Nigdy więcej tak nie mów.-powiedziałem stanowczo grożąc jej palcem przez co się roześmiała. Usłyszeliśmy kroki, więc dałem Cass przelotnego buziaka, po czym odwróciłem się, by zobaczyć Jackoba z moją mamą.
Wręczyła Cass pudełko z sukienką i pożegnała się z nami, byśmy w końcu mogli jechać na imprezę chłopaków, w domu nikogo innego jak Chaza.


Cassie.

Weszliśmy do salonu, w którym siedział już chyba każdy i przywitaliśmy się.
-Cassie.-krzyknęła Kate nagle wyłaniając się z innego pomieszczenia. Podbiegła do mnie zarzucając ręce wokół mojej szyi i mocno mnie do siebie przytuliła.
-Cześć Kate.-zaśmiałam się, kiedy oderwałyśmy się od siebie.
-No tak..czego ja się mogłem spodziewać wiedząc, że obie tu będziecie.-zachichotał oplatając talie Kate, Chris.
-Oh, zamknij się.-jęknęłam z uśmiechem.
Dobrze było widzieć szczęście na twarzy mojej przyjaciółki. Wiem, że ona i Chris tworzą świetną parę, dlatego z całego serca życzę im wszystkiego co najlepsze. Wyglądają razem tak uroczo.. Ciekawe jak inni postrzegają mnie i Justina. Czy też tak uważają?

-Chodź ze mną na chwilę.-szepnął mi do ucha Justin splatając nasze palce i prowadząc ku schodom. Spojrzałam na niego niepewnie, a on tylko posłał mi swój cwany uśmieszek. No tak, czego ja mogłam oczekiwać.
-My wychodzimy.-krzyknął z dołu Ryan.
-Co?-spytałam zdezorientowana wchodząc do pokoju, w którym już kiedyś byłam. Był to prawdopodobnie pokój Justina, kiedy tu spał. No bo jak inaczej wytłumaczyć to, że miał tu swoje ciuchy i inne rzeczy?
-Usiądź sobie o tam.-wskazał za fotel na, którym zaraz mnie posadził. Powiedział jeszcze, że musi na chwilę wyjść i wyszedł. Zostawiając mnie tu samą i zdezorientowaną. O co tu chodziło? Podniosłam się lekko z fotela, ponieważ jakby to powiedzieć...coś mnie uwierało w tyłek i dostrzegłam, że siedziałam na jakieś kopercie. Wzięłam ją niepewnie do ręki, ale kiedy zobaczyłam na niej swoje imię od razu ją otworzyłam. W końcu była do mnie, prawda?

''Widzę, że moja piękna i mądra dziewczyna znalazła swoją pierwszą wskazówkę. 
Jestem z ciebie dumny, kochanie. :) xoxo 
Teraz czas na kolejną, nie sądzisz? 
Rozejrzyj się po pokoju. 
Mam nadzieję, że coś jeszcze znajdziesz.

Ps. Szukaj w ciemnych miejscach.
Powodzenia,
Justin x ''

Że co?
Niech ja go tylko dorwę.
Ooo tak.
Jak tylko go zobaczę, ugh będzie z nim źle.
W on się chce bawić?
W chowanego?
I co znaczy, że mam szukać w ciemnych miejscach?
Czy on nie powinien się leczyć?

-Justin.-krzyknęłam głośno z myślą, że wyjdzie i powie, że tylko żartował, ale niestety. Przeliczyłam się, ponieważ wcale tego nie zrobił. I zamiast jego głosu dostałam w zamian ciszę, która wypełniała każde pomieszczenie. Cudownie.-pomyślałam. Podeszłam do łóżka i zajrzałam pod nie. W końcu tam też jest ciemno, nie? Zrezygnowała, ponieważ nic tak nie znalazłam, wstałam i podeszłam do szafy zastanawiając się czy powinnam ją otworzyć. Co jeśli sobie tego nie życzy?
Ahh, trudno. Raz się żyję. Otworzyłam ją i dokładnie przeszukałam każdą z półek aż w końcu trafiłam na kolejną kopertę Uff.

''Gratuluję, wiedziałem że sobie poradzisz z każdym zadaniem. :)
Skoro tak ładnie ci idzie, to przejdź do kolejnego pokoju i znajdź kopertę.
Wierze, że ci się uda. xoxo
Justin aka Geniusz-Zagadkowy ''

On sobie żartuje, prawda?
Weszłam do pokoju obok, który okazał się czyjąś wypasioną sypialnią. Czemu mówię, że wypasioną? Ponieważ w pokoju znajdowało się wielkie dwuosobowe łoże z satynową pościelą, co jest rzadkością. Był wielki i bardzo miękki dywan, który aż prosił się o zdjęcie butów i chodzenie po nim na boso. Na ścianach były duże portrety znanych osobowości i wielki zegar. Ale nie był to taki zwykły zegar. To zegar stojący z kukułką.
Odgoniłam swoje wszystkie myśli dotyczące tego niesamowitego pokoju i skupiłam się na znalezieniu koperty, której jak się okazało za długo szukać nie trzeba było, ponieważ od razu rzuciła mi się w oczy. Leżała na wielkich poduszkach, które znajdowały się na łóżku. Podeszłam i otworzyłam kopertę.

''Moja dziewczynka. Dobrze ci idzie. :)
Zobaczymy, czy z resztą poradzisz sobie równie dobrze.

Ps. Co jest piękne dla oka i bolesne w dotyku, kochanie?
Znajdź to.  xoxo

Justin aka romantyk''

Co jest piękne dla oka i bolesne w dotyku-myślałam nad odpowiedzią i nic nie mogłam znaleźć. Czy to musi być takie skomplikowane?
Rozejrzałam się po pokoju z nadzieją, że może nagle mnie olśni. Mierzyłam każdą cześć pokoju, aż w końcu trafiłam.

Róża.

To na pewno to. Podeszłam do parapetu, na którym leżała, podniosłam ją i powąchałam. Tak pięknie pachnie.
 Kątem oka dostrzegłam tam kolejną kopertę.
 Coraz bardziej wciągała mnie ta gra.
Nie wierze, na prawdę to powiedziałam? Przecież miałam być na niego zła, ohh

'' Na prawdę jesteś dobrym 'szukaczem'
oh, czy takie słowo istnieje? 
Nie ważne. :P
Postaraj się teraz bardziej.

Ps. Ma brązową sierść i zasypia na zimę.
Justin aka śpioch  xoxo''


Oficjalnie stwierdzam iż, mój chłopak jest szalony. Postaraj się bardziej? Przecież tu odpowiedź jest oczywista-niedźwiedź. Oh, głupiutki ten mój Justinek.
 Tylko...co teraz? Nie zostawił mi żadnej podpowiedzi, nie wiem czy wciąż mam tu być czy szukać dalej. Ugh, to jest męczące.
-Aaa-pisnęłam, kiedy zegar wybił godzinę 20.00 i moim oczom ukazała się kukułka z czymś w buzi. Zmarszczyłam czoło i podeszłam bliżej. Kukułka raz jeszcze mi się pokazała przez co mogłam ''wyrwać'' jej białą kartkę.

''Cholera, dobra jesteś. :D
Teraz wyjdź na korytarz, tam czeka na ciebie nowa zagadka.
Powodzenia, skarbie x

Justin aka myśliciel.''


Wyszłam na korytarz z różą w dłoni i rozejrzałam się. Przy schodach leżał biały pluszowy miś trzymający serduszko w łapkach. Podeszłam bliżej i wzięłam go do rąk. Pod nim była oczywiście kolejna koperta, którą od razu otworzyłam.

''Czeka cię kolejna i ostatnia zagadka, kochanie.
Jesteś gotowa? :)

Ps. Papież go nie używa, a mąż daje żonie.

Kocham Cię, Justin.
Ps.2 Zejdź na dół. xoxo''



Nie wytrzymam do końca. To jakieś nieporozumienie. On się tak cholernie postarał.
Jestem ciekawa kto to wszystko wymyślił. Wzięłam misia i różę do rąk, i spojrzałam na schody, na których były strzałki. Zaśmiałam się cicho i zeszłam do salonu. Tam czekała na mnie już ostatnia koperta. Podeszłam do stolika, na którym się znajdowała i otworzyłam ją.

''Udało cię się. :)
Dotrwałaś do samego końca. 
Wiem, że teraz prawdopodobnie się na mnie wściekasz,
ale nic na to nie poradzę. 
Taki mój urok. :D
A ty to kochasz, kochanie. x
Mam jednak nadzieję, że przez to całe zamieszanie nie zrezygnujesz i się zgodzisz.
A teraz odwróć się, piękna. :)
Justin, love ''


Czytałam to z trzęsącymi się rękoma. 

Cholera, co?

Powoli odwróciłam się, a moim oczom ukazał się Justin z uśmiechem na twarzy.
-Jaka jest odpowiedź na ostatnią zagadkę?-zapytał, a ja na pewno miałam już czerwone poliki.
-Nazwisko.-szepnęłam cicho, a Justin ucałował moje czoło. To co czułam w tym momencie było nie do opisania. Mam cudownego chłopaka i nie pozwolę mu odejść. 
Uśmiechnął się szeroko, na moją odpowiedź i uklęknął.

Chwila, co?

 Czemu on klęczy?

 Chyba nie zamierza mi się oświadczać!?

Kurwa.

-Cassie Sparks-Bieber czy pójdziesz ze mną na bal?-zapytał wyciągają kolejną kopertę ku mnie, a mi stanęło serce.



-------------------------------------------------------------------------------

Tamtarararara, dzień dobry. :)

Jest kolejny.
Przepraszam, że tak rzadko ostatnio dodaje, ale bardzo dużo się dzieję i nie mam siły pisać, ani robić cokolwiek.
Przepraszam, mam nadzieję, że nie jesteście źli, bo na prawdę się staram.


Miało być tu więcej akcji, ale stwierdziłam, że rozdzielę to, by trochę posłodzić wam Justin i Cassie :)

Do następnego x









środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 36

Justin.


Po odwiezieniu Cass do szkoły od razu ruszyłem do domu. Wjechałem na podjazd i zamknąłem za sobą drzwi od auta.
-Jestem w domu.-krzyknąłem.
Chwilę potem zobaczyłem mamę schodząca po schodach.
-Dlaczego nie jesteś w szkole?-zapytała krzyżując ręce na piersiach.
Ups, sygnalizowało to, że jest zła.
-Pomyślałem, że dzisiaj spędzę dzień z Jackobem.-wzruszyłem ramionami wchodząc do kuchni i wyjmując z lodówki mleko, które od razu wypiłem. Czułem na sobie karcący wzrok rodzicielki, ale w tym momencie było to najmniej ważne.

Ten dzień zapowiadał się tak kurewsko dobrze..nie wspominając już o wczoraj dniu..
Nic mi tego nie zepsuje.

-I myślisz, że to cię usprawiedliwia?
-Mamoooo-jęknąłem.-Nie mam pięciu lat, pamiętasz?-zaśmiałem się i podchodząc do niej z uśmiechem ucałowałem jej polik, przez co również i u niej zagościł uśmiech.
 To dziwne, że nawet tak drobny gest może wywołać u tej kobiety szczęście, które jest warte.. oh, nie ma dobrej ceny na określenie tego. Za szczęście mojej mamy byłbym w stanie oddać wszystko. Ta kobieta jest dla mnie najważniejsza. To ona mnie urodziła będąc jeszcze nastolatką, to ona poświęciła całe swoje życie, po to by mnie wychować, to ona pomagała mi, kiedy było mi źle, to przede wszystkim ona była powodem mojego życia, aż do teraz.
 Od kiedy poznałem Cass, mam dwie najważniejsze kobiety w swoim życiu, o które muszę dbać, i które muszę...kochać.
-Po prostu się martwię.-powiedziała.-Nie chce żebyś zaniedbywał szkołę, Justin.-Pokręciłem głową na ''nie'' i uśmiechnąłem się lekko.
-Nie zaniedbam, obiecuję. Jutro już się tam pojawię, a teraz wybacz, ale potrzebny jest mi prysznic.-powiedziałem i skierowałem się prosto do swojego pokoju.



Cassie.


-Możemy porozmawiać, Cassie?-zapytał Lucas.
Skinęłam lekko głową i spojrzałam na przyjaciółkę.
-Emm..myślę, że zadzwonię po prostu do Chrisa czy coś.-powiedziała.-Zobaczymy się później.
-Więc o co chodzi?-zapytałam krzyżując ręce na piersiach.
-Chciałem zapytać czy przemyślałaś moją propozycję.

Czy on sobie żartował?

Proszę, powiedzcie że to jakiś chory żart i on wcale tego nie powiedział.

Jest tu gdzieś jakaś kamera?

Halo?

Mówiłam już jak on mnie irytuję?

Pamiętacie wczorajszą sytuację, kiedy dostałam sms'a?

Cóż..to właśnie Lucas napisał i wiecie co?
 Zapytał czy chciałabym pójść z nim na bal, a żeby było jeszcze lepiej powiedział mi od razu w co będzie ubrany i poprosił bym się do niego dopasowała.

Cudownie.

Po pierwsze mam chłopaka.
Po drugie jaki koleś pyta o takie rzeczy wysyłając głupiego sms'a?
Po trzecie jak można prosić, by dziewczyna dopasowała się do chłopaka?
Czy ja żyję w średniowieczu?

-Hey, Cassie.-szturchnął mnie czym od razu wybudził mnie z wyobraźni.-Nie odpowiedziałaś mi.
-Lucas, dobrze wiesz, że jestem z Justinem.-powiedziałam z udawanym smutkiem.
Może i nie przepadam za nim, ale nawet w takich sytuacjach, staram się być w miarę możliwości miła. Nie lubię ranić innych.
-Taa.-prychnął.-Robisz sobie tylko nadzieję. Dobrze wiesz, że w końcu cię rzuci, Cassie.-powiedział i lekko złapał moje ramię pocierając je.-To męska dziwka i dobrze o tym wiesz.-zakpił.

Czy ja przed chwilą powiedziałam, że nie lubię ranić innych i staram się być miła?
 Tak? Cóż, cofam to.
Nic nie wie o mnie, a tym bardziej o Justinie, więc powinien się zamknąć.

-Co ty powiedziałeś?-zacisnęłam mocniej pięści na pasku od mojej torby i spojrzałam na niego złowrogo. Lucas przełknął głośno ślinę wciąż nie odrywając ode mnie wzroku.-Pytałam co powiedziałeś.-warknęłam.
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam tak bardzo na kogoś zła.
-To co słyszałaś.-prychnął.-Chce dla ciebie jak najlepiej,wiesz?
-Jeśli chcesz mojego szczęścia to przestań się wtrącać w nie swoje sprawy. Nic o nas nie wiesz.-powiedziałam pewnie, na co on tylko przewrócił oczami.
 Od razu w mojej głowie pojawiły się wspomnienia, kiedy to ja przewracałam oczami na Justina, a on się wkurzał.
Hmm..myślę, że ja już się tego oduczyłam, ale Lucas najwidoczniej nie. I prawdopodobnie gdyby był tu Justin to zrównałby go z ziemią.
-Jak sobie chcesz, ale nie przychodź do mnie z przeprosinami, kiedy cię zrani.-powiedział na odchodne. Stałam w miejscu jeszcze przez chwilę patrząc jak jego sylwetka coraz bardziej się zmniejsza w oddali.


***


-Długo jeszcze?-marudziła Kate podczas ostatniej lekcji.
Skarciłam ją wzrokiem i wyjęłam telefon z kieszeni, by sprawdzić godzinę. Zastanawiacie się czemu Kate nie mogła tego zrobić? Cóż..ona nie zna dokładniej godziny końca lekcji. Odkąd tylko pamiętam zawsze to ja, jej to mówiłam.
-5 minut.-powiedziałam cicho, by nauczyciel nie usłyszał. Opadła głową na ławkę, a ja się zaśmiałam.
Potem totalnie się wyłączyłam i nie słuchałam już nikogo. Byłam skupiona na moich myślach. Zastanawiałam się co Justin dzisiaj robił, o czym myślał, czy będzie czekać pod szkołą, czy pójdzie ze mną na bal i co najważniejsze, czy to co Lucas mówił się sprawdzi. Wiem, że nie powinnam się tym przejmować i w pełni zaufać Justinowi, ale to trudne. Biorąc pod uwagę to, że kiedyś na prawdę nie przejmował się dziewczynami.

Czy taka ja mogłam to zmienić?

 Czy on jest we mnie na prawdę zakochany?


Justin.


Wjechałem właśnie na szkolny parking Cass. Zgasiłem silnik i odwróciłem się do tyłu, gdzie siedział mały Jackob. Tak jak obiecałem swojej dziewczynie, że z nim będę tak właśnie zrobiłem. 

Zamierzam dotrzymać każdej złożonej jej obietnicy.

-Idziemy po Cassie?-zapytałem chłopca.
-Taaaaak.-krzyknął uradowany wyciągając w górę ręce i próbując odpiąć pas od fotelika. Zaśmiałem się głośno i wyszedłem z auta, by pomóc maluchowi. Kiedy uporaliśmy się z pasem, wziąłem go na ręce i zamknąłem auto zmierzając ku drzwiom szkoły. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek, a ludzie powoli zaczęli wychodzić ze szkoły.-Gdzie jest Cassie?-zapytał.
-Tam idzie.-kiwnąłem głową w stronę dziewczyny, a Jackob od razu zaczął mi się wyrywać, więc postawiłem go na ziemi.
 Nim się spostrzegłem ten biegł już w stronę Cass, by zaraz po raz kolejny być uniesionym. Mocno wtulił się w szyje dziewczyny i chyba pocałował ją w policzek, choć nie jestem pewien, ale z daleka tak to właśnie wyglądało. Podszedłem do nich, a Cass postawiła z powrotem Jackoba patrząc na mnie i lekko się uśmiechając.
-Cześć.-powiedziała.
-Cześć.-odpowiedziałem i musnąłem krótko jej usta. 
Powodów tego było kilka. Pierwszy to taki, że jest przy nas Jackob i tak jakby trochę nie wypada. W końcu to jeszcze dziecko, które nic nie rozumie, nie?
 A drugi to taki, że Cass nie przepada za dosadnym okazywaniem uczuć publicznie. -Idziemy?-zapytałem chwytając jej dłoń i splatając nasze palce.
-A ja?-krzyknął za nami Jackob.

Odwróciłem się i spojrzałem na chłopca, który stał kilka metrów od nas.
Czy on po prostu chciał tam stać, czy byliśmy tak skupieni na sobie, że nie zwróciliśmy uwagi na to, że nie ma go w pobliżu nas?

-Przepraszam.-szepnęła Cass kucając przy nim i mocno go do siebie przytuliła. Chwyciłem lekko za jej torbę, na co spojrzała na mnie wymownie, a ja się zaśmiałem.
-Wezmę torbę, a ty weź Jackoba.-powiedziałem.-I tak woli ciebie bardziej ode mnie.
-Aww-zagruchała śmiejąc się.-Czyżbyś był zazdrosny o małego Jackoba?
-Żartujesz?-prychnąłem.-Ja nigdy nie jestem zazdrosny.-szepnąłem jej do ucha i otworzyłem drzwi by weszli do auta.


***

-Juuuustin.-przeciągnęłam odwracając się w jego stronę.
Już od jakiś 3o minut siedzieliśmy na ławce w parku przy placu zabaw, na którym bawił się chłopiec. Czułam sie tak dobrze w jego ramionach. Podobało mi się to, że nie ma przy nas nikogo, kto mógłby nam popsuć nasze humory. Siedząc tu z Justinem przestałam nawet myśleć o tym czy kiedykolwiek mógłby mnie zdradzić lub w jakikolwiek sposób zranić. Kiedy tylko patrzyłam w jego oczy widziałam iskierki szczęścia.
-Hmm?-mruknął całując mój nos na co zachichotałam.
Czasami potrafił być tak uroczy. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie odwdzięczyć się Bogu, za to że postawił na mojej drodze takiego człowieka, ale jestem szczęśliwa, że tak się stało.
-Bo wiesz..em..kiedy będę mogła odebrać swoją sukienkę na bal po tych poprawkach?-zapytałam w końcu. Tyle czasu zwlekałam, aż w końcu sie odważyłam, uf.
-Wydaje mi się, że jest już gotowa, więc kiedy chcesz.-powiedział wzruszając ramionami.
Skinęłam lekko, krzycząc na niego w myślach. Nie tak miała wyglądać ta rozmowa.

Justin, hallo nie możesz się domyślić o co mi chodzi?

-Juuustin.-znów zaczęłam.

 On w końcu będzie miał mnie dość.

Chłopak spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem i ponownie przeniósł wzrok na Jackoba, który zjeżdżał na zjeżdżalni. Pochyliłam się i musnęłam ustami jego policzek.
-Słucham cie, kochanie.-zaśmiał się.
-Co cię tak śmieszy?-zapytałam zdezorientowana.
-Ty.-ponownie się zaśmiał i pocałował moje czoło.

Ugh.

-Dooooobra, jak chcesz.-powiedziałam z wyrzutem krzyżując ręce na piersiach i lekko odsunęłam się od niego, tak że teraz już mnie prawie nie obejmował.-Myślałam, że się jakoś domyślisz, ale nie.-warknęłam.-Jesteś mało spostrzegawczy, Justin ale niech ci będzie.-westchnęłam głośno mówiąc.-Jak wiesz w mojej szkole jest ten cały bal no i..
-No i chciałaś mnie zaprosić.-dokończył.
-Właśnie, ale ty się nie skapnąłeś i..chwila co?-pokręciłam zdezorientowana głową, a Justin zaczął się śmiać.-Nie, nie o to mi chodziło głupku.-uderzyłam do w ramię, ale on nic sobie z tego nie zrobił.

Ugh, dupek.

Wstałam i ruszyłam w stronę placu zabaw. Poczułam szarpnięcie, co zmusiło mnie do odwrócenia się i spojrzenia na Justina, który wciąż próbował stłumić śmiech.
-Co?-warknęłam zirytowana.
Chciałam żeby sam sie domyślił i mnie zaprosił, a tak to co? Przechytrzył mnie i wyszło, że to ja chciałam go zaprosić.
 No cudownie.
-Przepraszam.-powiedział gładząc mój policzek. Strzepnęłam rękę wciąż na niego patrząc. Nie śmiał się już.-Zrozumiałem twój przekaz już na początku, ale chciałem się z tobą podroczyć.
-Cokolwiek.-prychnęłam spuszczając swój wzrok na buty, które w tym momencie były dużo ciekawsze.
-Chciałem to zrobić, ale po pierwsze nie wiedziałem czy będziesz chciała iść ze mną, a po drugie chciałem zrobić to w inny sposób.
-Jak ostatnio sprawdzałam to byłeś moich chłopakiem, więc to chyba oczywiste,nie ? Czy coś się zmieniło?
-Cass, wiesz że chodzi mi o to, że kiedyś powiedziałaś, że masz z kim iść na bal. Nie chciałem się wtrącać, poza tym nie chodzę na tego typu imprezy. Nawet nie wiem co tam się robi.-wzruszył ramionami i podniósł mój podbródek.-Mogę zapytać cię po swojemu innym razem?
Uśmiechnęłam się szeroko i przytaknęłam, a Justin wziął moją twarz w dłonie i pocałował chcąc przelać mi wszystkie swoje uczucia w pocałunku. Po chwili oderwał się ode mnie, byśmy złapali oddech i przywarł swoim czołem do mojego patrząc mi głęboko w oczy.
-Kocham Cię, mała.-zaśmiałam się, by odwrócić jego uwagę od moich rumieńców na twarzy, ale mi nie wyszło.-Cass Sparks się rumieni.-powiedział głośniej, by ci co byli w poblizu mogli go usłyszeć. Uderzyłam go w ramię, a on zachichotał oddalając się.
-I tak mi nie uciekniesz Bieber.-prychnęłam zbliżając się do niego wolnymi krokami.
-Oh, jesteś pewna Sparks?-zapytał z uniesioną brwią i w tym samym czasie wystartowałam, by go dogonić. Biegłam za nim wokół placu wciąż się śmiejąc. Zawsze kiedy byłam już tak blisko, on musiał mi zwiać, ale nie mogłam się poddać. Staliśmy teraz po obu stronach ławki patrząc na siebie z uśmiechem. Czułam się jak małe dziecko. I podobało mi się to.
-No i co teraz panie Bieber?
-Myślisz, że ci nie ucieknę?-zaśmiał się.-Teraz jest łatwiej.-powiedział.-Gorzej z tobą.
-Co?-zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc tego co powiedział dopóki nie poczułam, że odrywał się od ziemi. Krzyczałam i śmiałam się na przemian, kiedy Justin biegł ze mną na ramieniu.

Czy ten chłopak ma wszystko dobrze z głową?

W pewnym momencie zatrzymał się i delikatnie postawił mnie na ziemi od razu atakując moje usta w ''dzikim'' pocałunku. Nasze języki ocierały się o siebie jakby nie widziały się kilka miesięcy. Wplotłam palce we włosy Justina, a on swoimi dłońmi gładził moje boki zjeżdżając do tyłka, ale nim zdążył posunąć się dalej zadzwonił jego telefon, przez co zmuszona byłam się od niego oderwać. Jęknął niezadowolony i wyjął iphona z kieszeni.
-Co jest tak ważne, huh?
-Robimy małą imprezę tylko na dla nas wbijasz z Cass?-zapytał Ryan.
-Jasne, do wieczora.-powiedziałem kończąc rozmowę z przyjacielem.
-Wszystko w porządku?-zapytała. 
-Tak.-odpowiedziałem, choć pytanie nie było skierowane do mnie. Widocznie kiedy rozmawiałem z Ryanem Jackob musiał przybiec, a ja go nie zauważyłem. Dziewczyna zaśmiała się z mojej odpowiedzi i pokręciła głową śmiejąc się.
-Wracamy?-zapytałem.-Wieczorem jedziemy do chłopaków, pasuje ci?
-Myślę, że tak.-powiedziała splatając nasze palce.

-------------------------------------------------------------------------------

Czeeeeść. :)

Póki co jeszcze jest słodko, ale spokojnie już niedługo.. :)

Mam nadzieję, że jeszcze ktoś to czyta.. :c\

+ Jeśli są jakieś błędy to przepraszam.