niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 46

Cassie.

-Cassie, spójrz na mnie.-powiedziała Kate chwytając moje ramiona i przyglądając mi się ze smutkiem na twarzy. Wymusiłam lekki uśmiech, choć jestem pewna, że ona wiedziała, że nie jest szczery.-Pójdziemy tam teraz i wszystko wyjaśnimy,okej?
-Co?-krzyknęłam przerażona na myśl o tym, że będę musiała w końcu powiedzieć Justinowi, że o wszystkim wiem i, że...to koniec.-Nie chce z nim teraz rozmawiać. Ta noc miała być nasza, pamiętasz?
-Tak, ale nie możesz przed nim tego ukrywać Cassie.-powiedziała.-Powinien wiedzieć i jeśli ty tego nie zrobisz, to ja to zrobię.
-Po prostu chodźmy tam i się bawmy, dobrze?-zapytałam z nadzieją, że zaprzestanie tego tematu.
-Będzie chciał wyjaśnień.
-To ich nie dostanie. Nie chce z nim teraz rozmawiać, po prostu tam pójdziemy, a ja będę go unikać.-spojrzałam na nią mrugając kilka razy rzęsami, ze smutną miną. Na prawdę nie chciałam teraz o tym z nim mówić.

 Nie tak to sobie wyobrażałam.

***

Tańczyliśmy już od jakiś 3o minut wciąż uciekając od Justina. Za każdym razem, kiedy się zbliżał kierowałam się w przeciwną stronę. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie to wszystko jest trudne. Nie wiem co mam myśleć. Z jednej strony chciałabym pójść do niego, przytulić i powiedzieć, że go kocham, ale z drugiej wiem, że jest to nie możliwe. ON MNIE ZDRADZIŁ. O tym nie da się zapomnieć, tym bardziej, że byłam tego świadkiem. Nie rozumiem tylko po co byłam mu potrzebna, po co się mną bawił i po co mnie w sobie rozkochał? Chciał się pobawić? Co to miało być?

-Cassie wracamy już?-zapytała Kate, wyrywając mnie z zamyśleń. Skinęłam głową i udałyśmy się w stronę naszego stolika. Wiedziałam, że teraz czeka mnie najgorsze, bo to Justin miał odwieźć mnie do domu, co znaczy, że będę musiała mu wyjaśnić moje zachowanie.

Stojąc już przy chłopakach ani razu nie spojrzałam na Justina mimo iż czułam jak on patrzy na mnie. Okropnie jest nie móc ponownie zatopić się w jego czekoladowych tęczówkach....
-Cassie, dasz radę?-zapytała Kate. Uśmiechnęłam się lekko i mocno ją przytuliłam, szepcząc podziękowania. Potem pożegnałam się z Chrisem i pomachałam znajomym ze stolika obok, i udałam się do wyjścia nie patrząc nawet czy Justin idzie na mną.

Zatrzymałam się przy jego samochodzie i czekałam aż otworzy. Kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi nie czekając dłużej od razu weszłam do środka. W czasie drogi nikt z nas się nie odezwał. Justin skupiony był na prowadzeniu, a ja bawiłam się palcami spoglądając za okno i podziwiając miasto nocą. W pewnym momencie Justin gwałtownie skręcił w inną uliczkę niż ta, która prowadziła do mojego domu i przyśpieszył. Spojrzałam na niego zdezorientowana, ale wciąż siedziałam cicho. On tylko prychnął pod nosem, na moją reakcję. Oczekiwał, że przez to zacznę mówić?

Zatrzymał się na jakimś parkingu, przy lokalu który był już zamknięty i zgasił silnik.
-Możesz mi do cholery wyjaśnić co zrobiłem?-zapytał, choć mimo iż użył wulgaryzmu był dość opanowany. Milczałam. On wypuścił z siebie powietrze, jakby chciał się uspokoić i oparł głowę o zagłówek kręcąc nią. Przyglądałam się jego poczynaniom, przez co jeszcze trudniej było mi to wszystko zakończyć.

Po kilku minutach ciszy, wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na swoje palce.
-Powinniśmy zerwać.-powiedziałam cicho, lecz na tyle by mógł mnie usłyszeć. Od razu spojrzał na mnie, przekręcając się lekko na siedzeniu, by mieć na mnie lepszy widok. Zaśmiał się bez humoru patrząc na to co robię.
-Nie mówisz poważnie.-powiedział jakby zmieszany.
-Możesz mnie odwieźć do domu?-zapytałam patrząc prosto na niego. Miałam wrażenie, że jego oczy stały się kryształowe, jakby powstrzymywał łzy, ale po co? Znowu grał? Chciał mnie wziąć na litość? Już się na to nie nabiorę, nie ponownie.
Myślałam, że jest inny, ale niestety jest taki jak większość chłopaków na tym świecie.

Dupek.

-Powiedz, że tylko żartujesz.-nalegał.-Cass, kurwa powiedz mi, że żartujesz, że wcale tego nie powiedziałaś. Nie mogłaś.-wyszeptał ostatnie zdanie i opadł na siedzenie, zakładając swoje dłonie na twarz.
-Zawieź mnie do domu.-ponowiłam swoją prośbę.

 Jedyne czego teraz chciałam to wrócić do domu i zapomnieć o wszystkim co dzisiaj miało miejsce. Nie chciałam więcej na niego patrzeć, bo wiedziałam, że w każdej chwili mogę mu wybaczyć, a wtedy co? Znowu się rozczaruje?

-Nie kurwa.-warknął na mnie.-Nie odwiozę cię, dopóki nie powiesz mi, skąd nagle taki pomysł. Co takiego zrobiłem?
-Justin, proszę.
-Powiedz mi.-nalegał.-Chciałbym wiedzieć, dlaczego postanowiłaś zakończyć wszystko, to co budowaliśmy.-prychnęłam na jego odpowiedź i otworzyłam drzwi, by wyjść z auta. Wyjęłam telefon z kieszeni i wykręciłam numer po taksówkę. Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam.

-Dobry Wieczór.
-Dobry wieczór, chciałabym zamówić taksówkę..-nie dane mi było dokończyć, ponieważ Justin wyrwał mi telefon, mówiąc nieznajomemu taksówkarzowi, że już nie potrzebuję transportu, i że przeprasza za kłopot.
-Coś ty właśnie zrobił?-krzyknęłam na niego.
 Powiedzieć, że byłam zła, to mało. Już nie panowałam nad emocjami.
-Nie potrzebujesz jebanej taksówki.-powiedział zbliżając się do mnie.
-A jak mam niby wrócić do domu, skoro ty nie chcesz mnie zawieźć?
-Odwiozę cię, jak mi wszystko wytłumaczysz.-Stanął przede mną i patrzył głęboko w moje oczy.
Odkąd wyszłam z łazienki razem z Kate, tłumiłam w sobie wszystkie uczucia. Grałam twardą, ale już nie umiałam. Nie mogłam więcej tego robić, kiedy tak intensywnie na mnie patrzył. Automatycznie łzy zaczęły mi spływać po policzku, nie mogłam już tego kontrolować.
Justin widząc to od razu starł mi je z twarzy, ale kiedy oprzytomniałam zrzuciłam jego dłonie robiąc krok do tyłu i cicho szlochając.
-Odwieź mnie, proszę.

***
Udało mi się.
 Osiągnęłam swój cel.
 Justin widząc mnie w opłakanym stanie, zlitował się i odwiózł mnie do domu. Oczywiście przez całą drogę pytał co zrobił, a nawet przepraszał, choć jak twierdził nie wie za co.

 W takim razie po co to robił? Jaki sens jest w przepraszaniu kogoś, skoro nie zna się powodu swojego błędu? Oczywiście, tu była różnica, ponieważ Justin doskonale wiedział, co zrobił. Problemem było jednak, to że nie potrafił mi się do tego przyznać.
Obiecałam sobie, że mu nie powiem. Może kiedyś się odważy i sam się przyzna, ale ja mu tego ułatwiać nie będę.

Przez cały wieczór siedziałam w pokoju i płakałam. Na szczęście mama była w pracy, więc nie musiałam się martwić, że mnie usłyszy. Za każdym razem, kiedy się choć trochę uspokoiłam, to brałam telefon do ręki i oglądałam nasze zdjęcia, przez co jeszcze bardziej zanosiłam się płaczem. Patrzyłam na te, na których byliśmy uśmiechnięci, na te, na których się całowaliśmy, przytulaliśmy, lub po prostu byliśmy. Wszystkie wspomnienia związane z Justinem przelatywały mi przez głowę, wszystkie wspólne chwile, te dobre i te gorsze...

I pomyśleć, że jeden wieczór wszystko zaprzepaścił..

Będąc już zmęczona płaczem i wspomnieniami, poszłam do łazienki, by wziąć szybki prysznic, by móc się położyć spać i odpłynąć do krainy Morfeusza, marząc by nie przyśnił mi się Justin...


Justin.

Odwiozłem Cass do domu, tak jak chciała, choć uwierzcie mi cholernie się wahałem. Chciałem wiedzieć, co się stało, ale ona była tak bardzo uparta...
Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że chciała ze mną zerwać..lub może to zrobiła?
 Nie ważne. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. Nie pozwolę jej tego wszystkiego przekreślić.
 Nie mogę.
 Muszę się dowiedzieć co się wydarzyło, że podjęła taką decyzję. Nie chce jej stracić.
Tylko ona się dla mnie liczy, więc nie mogę pozwolić jej odejść...

Zatrzymałem się na podjeździe od domu i szybkim krokiem ruszyłem do środka, kierując się od razu do swojego pokoju. Zdjąłem z siebie marynarkę i krawat, wziąłem potrzebne rzeczy i udałem się do łazienki w celu wzięcia prysznica. Miałem nadzieje, że kiedy woda będzie odbijać się o moje ciało  i choć trochę się zrelaksuję, to zapomnę na chwilę o otaczającym mnie świecie i zaistniałej sytuacji.

Po ogarnięciu się od razu walnąłem się na łóżko. Pomyślałem, że skoro moja mama jest w pracy, to pewnie mama Cass również i czy może nie złożyć jej wizyty, ale wtedy ponownie wróciły do mnie wspomnienia z dzisiejszego, a właściwie już wczorajszego wieczoru.
-Dlaczego ty mi to robisz.-wyszeptałem do siebie pod nosem i czekałem aż ogarnie mnie sen, mając przed oczami roześmianą i szczęśliwą Cass, taką w której się zakochałem...

Muszę to naprawić.


***

Obudziłem się słysząc na dole czyjeś głosy. Przeciągnąłem się na łóżku i postanowiłem wstać, sprawdzając przy tym, która jest godzina. 12.07 - no to sobie pospałem.
Podszedłem do szafy, wyciągnąłem czyste ubrania i wszedłem do łazienki, by się przygotować.
Myjąc zęby, usłyszałem dźwięk swojego telefonu, więc ruszyłem z powrotem do pokoju i chwyciłem urządzenie do ręki, odbierając.
-No co jest stary?-zapytałem Chrisa, trochę sepleniąc.
-Ty jesteś kurwa pojebany.-krzyknął od razu. Bez żadnego 'cześć czy cokolwiek. Chris zawsze podchodził do wszystkiego konkretnie, ale co tym razem?
Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc go i wróciłem do łazienki, by wypluć pastę.
-Co znowu spieprzyłem?-zapytałem w końcu.
 Nastąpiła chwila ciszy, po czym usłyszałem głośnie parsknięcie po drugiej stronie telefonu.
-Ty się mnie pytasz co spieprzyłeś?-zapytał śmiejąc się bez humoru.-Kurwa, pomyślałeś o tym, jakie będą konsekwencje? Oczywiście, że nie pomyślałeś. Dla ciebie liczy się tylko seks, mam rację? Tylko nie rozumiem jednej rzeczy, Justin.-zatrzymał się, po czym znów kontynuował.-Na chuj tyle mówiłeś Cassie, na chuj jej tyle obiecywałeś? Jak chciałeś ją tylko zaliczyć, to trzeba było ją zostawić od razu po, a nie robić jej na dzieje na wspólne życie, dzieci i całe to gówno.
-Skończyłeś?-zapytałem będąc coraz to bardziej zirytowany tą całą sytuacją. Miałem wrażenie, że każdy wokół mnie coś wiedział, oprócz mnie.-Jeśli tak, to teraz posłuchaj tego co ja mam ci do powiedzenia.-warknąłem.-Nie mam pojęcia o co kurwa ci chodzi. Nie wiem co się stało Cass, że nie chce ze mną rozmawiać, rozumiesz? Teraz dzwonisz ty i na mnie naskakujesz, mówiąc, że jestem czemuś winien choć za chuja nie wiem o co ci chodzi.-powiedziałem.-I kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć, że mi na niej cholernie zależy i, że nie zamierzam  tego tak zostawić. Kocham ją rozumiesz?
-Kochasz ją tak? Więc czemu to zrobiłeś?
-Kurwa, Chris, co zrobiłem?
-Wiesz, co Bieber? Jak dojrzejesz, by przyznać się do błędu do zadzwoń. A teraz kończę, bo umówiłem się z Kate, która równie bardzo to wszystko przeżywa. A wiesz czemu? Bo tak jak ja, nie może uwierzyć, że byłeś do tego zdolny.-I po tych słowach się rozłączył.

Stałem na środku pokoju wciąż nie wiedząc co się dzieje. Miałem mętlik w głowie, a głosy na dole nie pomagały mi się skupić na własnych myślach. Czym prędzej wyszedłem z pokoju, biorąc tylko kluczyki ze sobą i telefon, i zszedłem na dół. Zajrzałem do kuchni, gdzie siedziała moja mama z mamą Cass. 

Ta cała sytuacja mnie prześladuje.

-Dzień Dobry.-przywitałem się niepewnie, ponieważ nie wiedziałem czy powiedziała coś swojej mamie, czy nie. Może Amanda mnie teraz nienawidzi? 
-Cześć Justin.-odpowiedziała posyłając mi swój uśmiech. 
-Zjesz śniadanie?-zapytała moja mama.
-Nie, wychodzę.
-Wczoraj musieliście ostro zabalować, bo Cassie wciąż spała, kiedy wychodziłam.-powiedziała śmiejąc się.
-Taa..-mruknąłem cicho.-Idę, cześć.

***

Teraz miałem jeden cel. 
Wsiadłem do auta i nie zastanawiając się długo ruszyłem, by odwiedzić mojego wiernego przyjaciela Seana. Czujecie ten sarkazm? Powinienem dokończyć to co zacząłem, czyli odzyskać Melanie i dowiedzieć się co to za laska, która mnie całowała.
Doskonale wiedziałem już co muszę zrobić...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------


Heeeeej :)

Wyrobiłam się, więc oto jestem z nowym rozdziałem. 

-----> Myślicie, że Justin sam wpadnie na to, że Cass widziała go całującego się z inną?
-----> Czy Chris dobrze zrobił nie wierząc mu?
-----> Jak myślicie co zrobi Justin podczas spotkania z Seanem?

Jestem strasznie zmęczona nauką, więc rada dla was.
NIGDY NIE POPRAWIAJCIE OCEN NA OSTATNIĄ CHWILĘ.
To nie wróży niczego dobrego, niestety... :c





PS. ON BĘDZIE TAKIM IDEALNYM TATUSIEM... :) :)


+ głosujemy na Justina, prawda? :3

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 45

Justin.

-Dobra, o co chodzi?-zapytałem Jasona, by przejść od razu do rozmowy.
-Chciałem ci tylko podziękować.-zaczął.-Wiesz..za to, że się zaangażowałeś w odzyskanie mojej siostry. To dla mnie wiele znaczy.-poklepał mnie po ramieniu, lekko się przy tym uśmiechając.
-Został mi jeszcze jeden wyścig, więc nie powinieneś mi jeszcze dziękować, ale jeśli to już wszystko to pozwól, że teraz cię opuszczę i wrócę do swojej dziewczyny.
-Kurwa, Justin.-warknął zły.-Czy ty nie możesz w końcu zapomnieć o tym co było i pozwolić mi wszystko naprawić? Schowaj tę pieprzoną dumę. Wiem, że byłem w stosunku do ciebie, jak i do chłopaków nie w porządku, ale chciałbym to zmienić.-powiedział.-Myślisz, że dlaczego uratowałem Chaza? Po to żebyś ty mi pomógł?-prychnął.-To była tylko wymówka. Uratowałem go, bo tego chciałem. Chciałem wam udowodnić, że nie jesteście mi obojętni, rozumiesz? A Melanie? Myślisz, że czemu to właśnie ciebie poprosiłem o pomoc, huh? Bo jesteś w tym najlepszy. Zawsze byłeś. Wiedziałem, że Sean będzie chciał wygranej w wyścigach w zamian za moją siostrę, ale ja nigdy nie byłem w tym tak dobry jak ty. Mogłem się starać i wmawiać to sobie, ale nigdy ci nie dorównywałem. Ty szybką jazdę masz we krwi. Ja nie. 

Stałem tam patrząc na niego z szeroko otwartymi oczami. Naprawdę nie mogłem uwierzyć, że Jason McCann mógł coś takiego powiedzieć, ale miał rację.
Zachował się w stosunku do nas nie zbyt dobrze, ale to ja wciąż żywiłem do niego urazę i nie widziałem tego, że naprawdę się stara.
 A może nie chciałem tego widzieć?
 W każdym razie dopiero po tych słowach uświadomiłem sobie, że gram dokładnie tak samo jak on kiedyś-w zemstę. Nie rozumiem tylko co się takiego zmieniło, że nagle chce to wszystko naprawić?
 Czyżby się zmienił? Nie, to nie możliwe. 
A może?
Sam gubię się w swoich myślach, ale zrozumcie mnie. Co wy byście zrobili na moim miejscu? Naprawdę jestem teraz w szoku, ale może powinienem mu dać szansę? 
Może powinniśmy w końcu zakończyć ten topór wojenny? 
Mówi się, że nie powinno się wchodzić do tej samej rzeki dwa razy, ale również, że każdy zasługuje na drugą szansę. 
Co powinienem zrobić?

-Może w końcu coś powiesz?-zapytał zniecierpliwiony. Otrząsnąłem się ze swoich myśli i lekko uśmiechnąłem.
-Masz rację.-powiedziałem.-Myślę, że możemy zacząć wszystko od nowa, ale jeśli coś kombinujesz..-zawahałem się-to cię zabije.
-Wyluzuj, stary. Za dużo straciłem, by zrobić to ponownie. Brakowało mi was.-powiedział, po czym potrząsnął głową.-Naprawdę nie wiem co mi jest, że mówię takie ckliwe rzeczy.-zaśmiałem się i poklepałem go lekko po plecach w przyjacielskim geście.
-Dzięki, że dałeś mi szansę. Mam nadzieję, że chłopacy też będą tak wyrozumiali.-mruknął cicho.-I mam nadzieję, że zobaczę w końcu Melanie.



Czas mijał, a my nie zwracaliśmy na to uwagi. Całkowicie pogrążyliśmy się w rozmowie, nie zważając na otaczający nas świat i bal, gdzie znajdowała się moja dziewczyna.Opowiadaliśmy sobie o tym co działo się u nas przez ten czas, kiedy nie rozmawialiśmy, trochę wspominaliśmy.. Przeprosił mnie nawet za to, że za moimi plecami pieprzył się z Olivią.
 Ale wiecie co jest w tym najlepszego? To, że jest w niej zakochany.
 Gdybym teraz miał to wszystko oceniać, nie żałuję, że tak właśnie się stało, bo gdyby nie to, prawdopodobnie nigdy nie poznałbym Cass.
-A co z tobą i Cassie?-zapytał, uśmiechając się szyderczo. Dokładnie wiedziałem, że pyta o nasze stosunki seksualne, ale po co miałem mu o tym mówić? Jeszcze by mi zazdrościł. 
-Myślę, że dobrze się dogadujemy.-zaśmiałem się, a on walnął mnie z ręki, lekko w tył głowy, co rozśmieszyło mnie jeszcze bardziej.
Tejże cudownej i przyjacielskiej rozmowie przerwało nam czyjeś chrząknięcie. Obróciłem się w stronę nieznajomej mi dziewczyny i lekko uśmiechnąłem.
-Ty jesteś Justin, prawda?-zapytała niepewnie. Skinąłem głową i spojrzałem na zdezorientowanego Jasona. Wzruszyłem ramionami, a on powiedział, że nie przeszkadza i odszedł.
Co?
-W czym ci mogę pomóc?-zapytałem dziewczyny. Nie podobało mi się to jak się zachowuje. Niby nic konkretnego nie robiła, prócz lekko wyzywających ruchów, ale i tak było to dziwne. Czego ode mnie chciała?
-Chciałam tylko porozmawiać.-powiedziała, po czym podniosła swoją dłoń i położyła ją na moim policzku.-Masz takie piękne oczy.
-Wow, wow, wow-zaśmiałem się.-Chyba za dużo wypiłaś.-powiedziałem ściągając jej dłonie z mojej twarzy. Dziewczyna skrzywiła się lekko, ale poddała kładąc swoje dłonie na biodrach i lekko kołysząc nimi do rytmu piosenki, którą słychać było ze środka szkoły.
-Zatańczmy.-zaśmiała się i zarzuciła ręce na moją szyję. Pokręciłem przecząco głową, ale ta nie dawała za wygraną. Chwilę później szeroko się uśmiechnęła patrząc za mnie i nim się zorientowałem jej usta zaatakowały moje. Chwyciłem ją za biodra, chcąc sprawić, by mnie puściła, ale kurczowo się mnie trzymała. Dopiero po chwili odsunęła się ciężko dysząc z uśmiechem na twarzy, po czym odeszła machając mi na pożegnanie.
Co tu się, kurwa stało?

Stałem tak przez chwilę, nic nie rozumiejąc. Patrzyłem jak odchodzi i wsiada do czyjegoś auta. Na dworze było ciemno, ale na parkingu świeciły latarnie co dało mi możliwość, by zobaczyć kto jest kierowcą. Złość buzowała we mnie. Zacisnąłem pięści i uderzyłem w budynek szkoły kalecząc się przy tym, ale nie obchodziło mnie to teraz. Dokładnie wiedziałem, kto za tym stoi, kiedy zobaczyłem ten jego przenikliwy uśmieszek.
-Sean.-warknąłem.
Tylko jaki on miał w tym cel?

Clair.

-Jestem z ciebie cholernie dumny.-powiedział Sean ściskając lekko moje udo. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i spojrzałam za okno, rozmyślając. Jeśli mam być szczera, to myślałam, że będzie to trudniejsze, ale jak widać myliłam się.
Miałam wszystko zaplanowane. Najpierw rozmowa z Justinem, potem pójście do szkoły w celu przedstawienia mnie innym, trochę tańca, no i później oczywiście pocałunek na oczach małej, bezbronnej Cassie Sparks. Osobiście nie znam dziewczyny, jak i Justina. Wiem, tylko że Sean za nim nie przepada i chce się za coś odegrać.
 Ciągle tylko powtarzał: '' Jeśli on zabiera mi coś mojego, ja zabiorę mu coś jego''. 
Cokolwiek ma to znaczyć, nie obchodzi mnie to. Ja swoje zadanie wykonałam.
 Cassie była świadkiem jak się całujemy, więc powinnam być z siebie dumna. Teraz pozostaje mi tylko czekać na moją zapłatę.


Cassie.


Nie mogę zapomnieć tego widoku. Ciągle mam przed oczami Justina i tą dziewczynę.
Kim ona w ogóle jest?
Jak długo to trwa?
Czy to wszystko co było między nami, było prawdą?
Pytania w mojej głowie nie dawały mi spokoju. Siedziałam na podłodze w toalecie z podkulonymi nogami, a łzy automatycznie leciały po mojej twarzy. Nie zważałam już na to, czy wyglądam jakoś znośnie. Nie liczyło się już nic. Ne miałam na nic ochoty. Jedyne o czym teraz marzyłam, to by wejść do ciepłego łóżka i położyć się spać, mając nadzieje, że we śnie nie zobaczę ICH razem.
Spojrzałam na telefon, który wskazywał, że była już 23.48 i powoli wstałam. Modliłam się, by w łazience nie było nikogo poza mną. Nie chciałam, by ktoś zobaczył mnie w takim stanie i zadawał milion pytań typu 'co ci się stało'.
Otworzyłam delikatnie drzwiczki nasłuchując się kogoś, ale na moje szczęście było cicho. Wyszłam z kabiny i podeszłam do lusterka. Musiałam jak najszybciej zmyć z siebie rozmazany tusz.


***


-Gdzieś ty była tyle czasu?-krzyknęła na mnie Kate. Wymusiłam słaby uśmiech, mówiąc, że rozmawiałam przez telefon i podeszłam do stolika, by nalać sobie trochę soku. Upiłam łyk i poczułam czyjeś dłonie na mojej talii. Obróciłam głowę i zobaczyłam te cudowne karmelowe oczy wpatrujące się we mnie.

Jak on może po tym wszystkim tak na mnie patrzeć?

Jak może mnie obejmować, udając, że nic się nie stało?

Przełknęłam ślinę, nie chcąc by wydało się, to że widziałam go z NIĄ i ponownie wzięłam łyka swojego napoju. Justin zaśmiał się i wyrwał mi szklankę, odstawiając ją na stół. 
-Zatańczymy?-szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, kiedy lekko musnął ustami moją szyję, ale szybko się ocknęłam, przypominając sobie, że właśnie te usta, które muskają moją szyję, były na ustach jakieś nieznanej mi dziewczyny.
Gwałtownie wyszarpałam się z jego uścisku, mówiąc ciche przepraszam, po czym wybiegłam z sali, kierując się ponownie do łazienki. Nie mogłam powstrzymać łez.
Czym prędzej wbiegłam do pierwszej lepszej otwartej kabiny w toalecie i zaczęłam płakać. Usłyszałam, że ktoś wszedł, więc próbowałam choć na chwilę zamilknąć, ale dławiłam się własnymi łzami, które spływały strumieniami.
-Cassie, to ty?-zapytała cicho Kate zmartwionym głosem. Nie odpowiedziałam jej, więc ponowiła swoje pytanie, a ja wstałam z podłogi i otworzyłam jej drzwi, po to by móc się w nią szybko wtulić. Dziewczyna od razu odwzajemniła gest, szepcząc pocieszające słówka. Pociągnęła mnie na dół byśmy mogły usiąść i zamknęła za nam drzwi. Siedziałam wtulona w przyjaciółkę, łkając. Dopiero, kiedy powoli zaczęłam się uspokajać Kate, uznała, że to czas, bym jej wszystko wyjaśniła. Spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem i otarła łzy, które wciąż spływały mi po policzkach.
-Justin mnie zdradził.-załkałam, ponownie się w nią wtulając. Kate mocniej mnie do siebie przytuliła i lekko nami kołysała.
-Shh, kochanie, zabiję Go.-wyszeptała zła.-Ale skąd to wiesz?



--------------------------------------------------------------------------------------------------

Parararara, cześć i czołem :)

---> Spodziewaliście się, że za tym wszystkim stoi Sean?
---> Czy Cass wybaczy Justinowi?
---> Jak Justin zareaguje jak się dowie, że Cass wszystko widziała?
---> Co zrobi Kate, po rozmowie z przyjaciółką? Zabije go? xDD
---> Czy Jason się tak naprawdę zmienił czy to tylko pozory?

Ponieważ dzisiaj zrobiłam już wszystko co ze szkołą związane.
 (mam na myśli zaliczenia, poprawy itp)
     + ładnie i szczerze komentowaliście, postanowiłam się sprężyć i napisać kolejny rozdział. :)
+ wiem, że jest krótki, ale nie chciałam żeby było za dużo w jednym...wybaczcie < 3

Jeśli chodzi o pytania, które pojawiły się w poprzednim rozdziale, co do drugiej części to...
Nie. Nie planuje kolejnej części tego opowiadania, ale to jeszcze nie jest pewne..
Jeśli chodzi o tą część to będzie jeszcze kilka, więc spokojnie, jeszcze Was troszkę pomęczę, haha :)

Ask.
Twitter.



piątek, 16 maja 2014

Rozdział 44

Cassie.

Dzisiaj wielki dzień. Myślicie, że przesadzam? Możliwe, ale naprawdę długo czekałam na tę noc i mam nadzieję, że będzie tak jak to sobie wymarzyłam. 
Stanęłam przed lustrem i po raz ostatni się w nim przejrzałam. Na dole czekał już Justin. Co prawda jeszcze go nie widziałam, ale jestem pewna, że wygląda niesamowicie.
-Cassie, pośpiesz się.-krzyknęła z dołu moja mama. Uśmiechnęłam się do siebie i wygładziłam sukienkę.
-Już schodzę.-odkrzyknęłam. Wzięłam z łóżka małą torebkę na najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z pokoju uprzednio zamykając za sobą drzwi. Stanęłam na schodach i powoli, ostrożnie zaczęłam schodzić.
 Czułam się jak księżniczka w jakimś romantycznym filmie. Oczy Justina były zwrócona ku mnie. Patrzył tylko na mnie, co nie powiem było dość krępujące, zważając na to, że miałam szpilki i patrzyłam prosto na niego, a jednocześnie nie chciałam się wywrócić na schodach.
Uśmiechnęłam się lekko do niego, a on to odwzajemnił. Chwilę później na korytarzu pojawiła się również mama, która gdy mnie tylko zobaczyła zaniemówiła i zakryła usta dłońmi.
 Czy to dobry znak?
-Przepraszam Justin, ale chyba jednak ci jej nie oddam.-zwróciła się do mojego chłopaka i podeszła do mnie.-Wyglądasz cudownie.
-Jestem pewien, że będziesz najpiękniejszą dziewczyną, która tam będzie.-powiedział Justin. Moja mama spojrzała na niego spode łba i pokręciła głową.
-Nie podlizuj się chłopcze.-zaśmiała się, a ja jej zawtórowałam po czym objęłam jej szyję dłońmi i mocno się do niej przytuliłam.-Kiedy ty mi tak wyrosłaś,co?-zapytała samą siebie, kiedy się odsunęła, bym mogła podejść do Justina. Ucałowałam jego polik na przywitanie i szeroko się uśmiechnęłam. Chłopak wyjął jedną rękę zza pleców i podał mi malutki bukiecik, który miałam założyć sobie na nadgarstku. Zrobiłam charakterystyczne 'awww' i już chciałam wziąć go od niego, ale zabrał mi go z przed nosa.
-Daj rękę.-powiedział. Wykonałam jego polecenie, a on jako dżentelmen ujął moją dłoń i delikatnie wsunął bukiecik na nadgarstek.-Wyglądasz przepięknie.-szepnął mi do ucha, które chwile później lekko przegryzł. Zaśmiałam się na jego gest i zarumieniłam. 
Przeleciałam po nim wzrokiem i zauważyłam, że miał na sobie garnitur, krawat i czarne buty, które idealnie komponowały się z całością. Zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Nie ubrał zwykłych spodni z krokiem, jak to ma w zwyczaju, ani butów firmy Supra. 
Justin ma to do siebie, że we wszystkim jest mu dobrze. Mógłby ubrać worek na głowę, reklamówki na nogi i przykrótkie spodnie, a i tak powiedziałabym, że wygląda jak Bóg Seksu.
 Oczywiście to wszystko nie jest porównywalne z tym, w czym stoi przede mną. Muszę powiedzieć, że wygląda oszałamiająco. Zawsze wiedziałam, że jest przystojnym mężczyzną, ale nigdy nie myślałam, że będę chciała go częściej widzieć w czymś takim.-Napatrzyłaś się?-zapytał roześmiany wyrywając mnie z zamyślenia. Odwróciłam się do mamy, pocałowałam jej polik na pożegnanie i razem z Justinem wyszliśmy z domu kierując się prosto na bal.

***

Po dotarciu przed szkołę, bo tam właśnie miał odbyć się coroczny bal wysiadłam z samochodu Justina i rozejrzałam się w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Delikatny wiatr otulił moje ciało, a mnie przeszedł dreszcz. Chłopak musiał to zauważyć, ponieważ chwilę później był już przy mnie oddając mi swoją marynarkę. Uśmiechnęłam się do niego szczerze i podziękowałam.
-Gotowa?-zapytał obejmując mnie w talii. Skinęłam lekko głową po czym pociągnęłam go w stronę wejścia. Weszliśmy do szkoły i udaliśmy się na salę gimnastyczną, która swoją drogą była naprawdę dobrze ozdobiona. Przy jednym ze stolików stała Kate z Chrisem, więc podeszliśmy do nich by się przywitać.
-Cassie.-krzyknęła, gdy mnie tylko zobaczyła. Chłopaki uścisnęli się jak to oni mają w zwyczaju, a my przytuliłyśmy się i ucałowałyśmy sobie poliki. Przyjrzałam się dzisiejszej kreacji Kate i muszę powiedzieć, że wyglądała naprawdę gorąco.-Kochana, cudownie wyglądasz.-skomentowała mój strój.
-Ja? Spójrz tylko na siebie, wyglądasz jak Bogini.-zaśmiałam się i wzięłam ją pod rękę. 
Chłopaki zawzięcie o czymś rozmawiali, więc postanowiłyśmy rozejrzeć się trochę po szkole. Przeszłyśmy przez korytarz, gdzie co chwilę mijałyśmy kogoś znajomego. Większość uczniów była ze swoją tzw. drugą połówką, choć nie wszyscy.
 W pewnym momencie do szkoły wszedł Jason z Olivią. Uśmiechnęli się do nas promiennie i podeszli. Czego oni od nas chcą?
-Cześć.-przywitał się Jason.-Jest z tobą Justin?
-Jest.-powiedziałam.-Co chcesz od niego?
-Tylko porozmawiać, wyzuj panienko.-zaśmiał się i pstryknął w mój nos palcami. Skrzywiłam się lekko i chwyciłam Kate za rękę ciągnąc ją z powrotem do sali. W oddali słyszałam jeszcze tylko śmiech Jasona. Czy śmiał się ze mnie?

***

-Możesz mi wytłumaczyć co robisz, że z dnia na dzień wyglądasz coraz piękniej?-zapytał Justin, kiedy tańczyliśmy.
-Myślę, że o to samo mogłabym zapytać ciebie, mój przystojniaku.-powiedziałam szczerze się uśmiechając po czym wtuliłam się w jego klatkę piersiową. 
Nie tańczyliśmy już. Staliśmy na parkiecie, po prostu przytulając się. 
W tej chwili nie liczyło się nic więcej prócz nas. 
W tej chwili to my tu byliśmy najważniejsi. 
Nagle w głośnikach słychać było pierwsze słowa piosenki Justina Timberlake'a ,,My Love''.

-If I wrote you a symphony-wyśpiewał mi do ucha.
/ jeśli napisałbym ci symfonię /

Just to say how much you mean to me (what would to do)
/ tylko po to, by powiedzieć ci jak wiele dla mnie znaczysz (co byś zrobiła?) /

If I told you, you were beautiful
/ jeśli powiedziałbym ci, że jesteś piękna /

Would you date me on the regular (tell me would you)
/ czy spotykałabyś się ze mną na stałe? (powiedz, spotykałabyś się?) /

Well baby, I've beem around the world
/ kochanie, byłem na całym świecie /

But I ain't seen myself another girl (like you)
/ ale nie widzę siebie z innymi dziewczynami (tak jak z tobą)

Podniosłam lekko głowę, by na niego spojrzeć, a on spojrzał na mnie zaniepokojony. Ujął moją twarz w dłonie i szybko starł łzy z policzków.
-Teraz możesz nazwać mnie szaloną.-powiedziałam śmiejąc się gorzko.-Nawet nie wiem czy śpiewałeś to bezpośrednio do mnie czy tak po prostu, a ja beksa już płaczę.
- Because, I can see us holding hands
/ Ponieważ mogę nas zobaczyć trzymających się za ręce. /

Walking on the beach our toes in the sand
/ Idących po plaży, nasze stopy na piasku /

I can see us on the country side
/ Mogę zobaczyć nas na wsi /

Sitting on the grass laying side by side
/ Siedzących na trawie, leżących obok siebie /

You can be my baby
/ Możesz być moim skarbem /

Let me make you my lady
/ Pozwól mi uczynić cię moją damą /

Girl you amaze me
/ Dziewczyno, zachwycasz mnie /

Aint gotta do nothin crazy
/ Nie musisz robić nic szalonego /

See all I want you to do is be
/ Widzisz, wszystko co chcę żebyś zrobiła, to żebyś została /

-Justin, proszę.-mruknęłam, a on się zaśmiał. Uniósł mój podbródek swoimi palcami i delikatnie musnął moje usta. Pocałunek długo nie trwał, ale mimo to miał w sobie coś magicznego.
-Wszystko to było do ciebie.-powiedział patrząc mi prosto w oczy.-Kocham Cię Cass.

***
-Drodzy uczniowie.-powiedziała jedna z nauczycielek stojąc na scenie i chcąc zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście nikt jej zbytnio nie słuchał. Każdy zajęty był sobą. Dopiero, kiedy z głośników wydobył się nie zbyt przyjemny dźwięk, taki jakby ktoś piszczał; wszyscy uczniowie spojrzeli w stronę sceny. Usatysfakcjonowana nauczycielka uśmiechnęła się szeroko i ponownie zaczęła mówić.-Więc...skoro już mnie zauważyliście, to chciałam wam powiedzieć, że czas najwyższy wybrać tegorocznego ''Króla'' i ''Królową''. -Nagle po całej sali rozległy się głośne krzyki i wiwaty. No tak w końcu to wielka atrakcja, czyż nie? Nie rozumiem czemu tak dużo osób się tym tak cieszy. To tylko dwoje ludzi, którzy zostają wybrani przez uczniów, po czym muszą ze sobą zatańczyć. Co w tym wielkiego i po co o to tyle hałasu?
-Przez cały wieczór mogliście głosować na waszą koleżankę i kolegę. Nie ważne czy jesteście z tej szkoły czy spoza. Ważne, że jesteście tu z nami i dobrze się bawicie, prawda?-zapytała, a ludzie zaczęli klaskać.-A więc..tegoroczną królową zostaje...-przerwała, by zbudować trochę napięcia.-Olivia Pignes.
No tak, mogłam się tego domyślić. W końcu ona zawsze dostaje to czego chce, prawda?
Olivia weszła na scenę promieniejąc szczęściem. Odebrała koronę od jednej z uczennic, która trzymała ją na poduszce (nie wnikajcie w logikę tej szkoły.) i podeszła do mikrofonu, by wygłosić swoją przemowę.
-Cześć Wam.-przywitała się jakby nikt wcześniej jej nie widział, ugh. Zastanawiacie się pewnie dlaczego wciąż mam do niej negatywne nastawienie, zważając na to, że odkąd jestem z Justinem ona nie wchodzi nam w drogę. Ponadto ustabilizowała się będąc z jednym chłopakiem już od dłuższego czasu, a to dla niej naprawdę dużo.. W każdym razie jeśli ona myśli, że będę ją lubić, bo nagle stała się dla mnie miła to się myli. Wciąż obawiam się, że robi to wszystko tylko na pokaz, że próbuje się przymilić, by później coś zrobić.. Abym jej zaufała, naprawdę musi się postarać.-Bardzo Wam wszystkim dziękuję za to, że na mnie głosowaliście. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Ta szkoła jest dla mnie jak drugi dom, a to wszystko dzięki wam, wspaniałym uczniom. Dziękuję z całego serca.-powiedziała kończąc swój monolog. Zeszła ze sceny i od razu podeszła do Jasona zarzucając mu się na szyję.
-Bardzo dziękujemy za te słowa Olivio, a teraz czas na naszego króla. Jesteście ciekawi kto nim jest?-zapytała, a wszyscy zaczęli krzyczeć jakieś imiona próbując zgadnąć.-Ja już wiem.-zaśmiała się.-I powiem wam szczerze, że nie mam pojęcia kim jest ten młodzieniec, ale musi być gorący, skoro to właśnie na niego poszła większa ilość głosów. Dobrze, już dobrze, nie będę przeciągać, więc...tegorocznym królem jest niejaki...-znowu chwila grozy, jak ja to uwielbiam.-Justin Bieber.-krzyknęła. 
Po tych słowach wszystko działo się bardzo szybko, w jednej chwili Kate i Chris znaleźli się przy nas gratulując Justinowi. Ja stałam w bezruchu nie wiedząc czy to prawda czy się tylko przesłyszałam.
-No dalej idź.-ponagliłam go. 
Czy byłam szczęśliwa? Cóż..zależy jak na to patrzeć. Z jednej strony nie, ponieważ to oznacza, że będzie musiał zatańczyć z Olivią, a to mi się nie podoba, a z drugiej strony fajnie jest mieć satysfakcję wiedząc, że większość dziewczyn z tej szkoły leci na MOJEGO chłopaka i żadna z nich nie może go mieć. 
Justin wszedł na scenę i odebrał swoją należytą koronę, po czym tak jak wskazała mu nauczycielka podszedł do mikrofonu.
-Okej, emm cześć.-powiedział, a ja zaczęłam się z niego śmiać. Kilka osób spojrzało na mnie jak bym była kosmitką, ale olałam to. Kate chwyciła mnie za rękę, mocno ściskając dając mi znak, że jest dumna. Uśmiechnęłam się do niej lekko i ponownie swój wzrok przeniosłam na Justina.-Nie wiem jakim cudem znalazłem się na tej scenie, ale dziękuję. Fajne doświadczenie, wiecie? Nigdy nie nosiłem korony, a dzięki wam mam taką okazję.-zaśmiał się, a szkoła razem z nim.-Mówiąc już o podziękowaniach, to największe należą się mojej małej, słodkiej Cass, która to właśnie ze mną chciała tu przyjść. Gdyby nie ona, to nie miałbym szansy stać tutaj i czuć się jak władca w jakimś zamku z tą koroną.-powiedział, przez co słyszałam gdzieniegdzie krótkie ,,awwww''. Spuściłam lekko głowę czując się zawstydzona, że o mnie wspomniał, a jednocześnie zrobiło mi się bardzo miło.
Chłopak raz jeszcze podziękował, po czym zszedł ze sceny i podszedł do nas.
-Stary, jesteś ciotą, a nie jakimś królem.-zaśmiał się Chris i zdjął Justinowi koronę z głowy.-Patrz, teraz to ja jestem królem i rozkazuję ci klęknąć przede mną i prosić o wybaczenie.
-Chyba cię pojebało.-skomentował śmiejąc się Justin i ucałował moje czoło.-Spójrz tylko, ludzie mnie kochają.
-Dziwisz im się?-zapytałam wtulając się w jego klatkę piersiową, kiedy zobaczyłam, że Olivia idzie w naszym kierunku. Możecie uznać mnie za wariatkę, ale nie chciałam by z nią szedł dlatego to zrobiłam. Dziecinne zachowanie? Prawdopodobnie tak, ale trudno.
-A teraz czas na taniec króla i królowej.-powiedziała nauczycielka podchodząc do DJ'a i puszczając pierwsze słowa Beyonce - Dreaming.
-Jesteś królem, huh?-zapytała sarkastycznie Olivia.-Między nami nie jest do końca dobrze, dlatego..-popatrzyła na mnie i zdjęła koronę z głowy, zakładając mi ją delikatnie na włosy. Wokół nas zebrało się mnóstwo ludzi, którzy tak jak gdyby nigdy nic po prostu przyglądali się całej sytuacji.
-To jest twoja korona.-powiedziałam ściągając ją, ale mnie powstrzymała swoimi dłońmi.
-Weź ją. To ty powinnaś tańczyć teraz z Justinem, nie ja.-uśmiechnęła się lekko i oddaliła z powrotem wracając do Jasona.

Co się właśnie stało i gdzie jest wiecznie wkurzająca Olivia?

Kim jest ta dziewczyna, która się za nią podaje?

-Chodźmy.-powiedział Justin ciągnąc mnie za rękę. Na początku stawiałam opór, więc lekko zirytowany podniósł mnie w stylu ślubnym i zaniósł na środek parkietu. Mówiłam wcześniej, że czułam się zażenowana, kiedy mi dziękował będąc na scenie, to wyobraźcie sobie co czułam w tym momencie. Myślałam, że się spalę ze wstydu. 
Muzyka leciała w tle, a my tańczyliśmy. Wkurzało mnie to, że cały czas ktoś na nas patrzy, ale Justin ciągle mi powtarzał bym się nimi nie przejmowała i patrzyła na niego, jeśli oni mnie rozpraszają.
- It took a life time
/ zabrało mi to całe życie. /

Just to get with you 
/ by ciebie odnaleźć /

To be with you baby
/ by być z tobą kochanie /

And now that I'm here with you
/ i teraz kiedy jestem tutaj z tobą / 

I'm gonna take it in
/ wykorzystam to /

Breathe you in
/ będę tobą oddychać /

And if I am dreaming let the dream be that I'a awake
/ I jeśli śnię to niech ten sen będzie, kiedy się obudzę /

'Cause I rather dream about you than be living life without you
/ bo wołałbym śnić o tobie niż żyć bez ciebie/

Zakończyliśmy swój taniec wraz ze śpiewem między sobą, a ludzie zaczęli klaskać. Justin podniósł moją głowę i musnął moje usta, a ja po raz kolejny dzisiejszego wieczoru się zarumieniłam. Chwyciłam chłopaka za rękę i razem udaliśmy się do śmiejących się przyjaciół.
-To było takie urocze.-krzyknęła Kate próbując przekrzyczeć muzykę. Nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Jason. Chwycił Justina za ramię i powiedział coś, czego nie byłam w stanie usłyszeć.
-Zaraz wrócę.-powiedział całując mój policzek.-Dasz sobie radę?-skinęłam lekko i wymusiłam uśmiech.

***

Minęło już ponad 40 minut, a Justina wciąż nie ma. Kate z Chrisem ciągle mi powtarzali bym się nie martwiła, ale ja tak nie potrafię. Powiedział, że za chwilę wróci i co? Czy dla niego chwila trwa 40 minut? Rozglądałam się po sali próbując go wypatrzeć, ale nigdzie go nie było, więc postanowiłam go poszukać. Powiedziałam przyjaciołom, że idę do łazienki, a oni przytaknęli będąc zajęci sobą. W oddali ujrzałam Jasona z Olivią, więc podeszłam do nich wiedząc, że Justin właśnie z nim wychodził, więc musi wiedzieć, gdzie on jest.
-Gdzie Justin?-zapytałam zakładając kilka kosmyków włosów za ucho.
-Przed chwilą z kimś rozmawiał na dworze.-powiedział. Czym prędzej ruszyłam w stronę wyjścia chcąc już się do niego przytulic i wrócić na salę, by ponownie trochę potańczyć. W końcu to miał być nasz wieczór, prawda?
Kiedy wyszłam, dokładnie rozejrzałam się wokół budynku, aż w końcu dostrzegłam swojego chłopaka. Nogi się pode mną ugięły, a w głowie lekko zakręciło. Jeszcze chwila i myślę, że bym tam zemdlała. Biegiem wróciłam do budynku szkoły i nie zważając na to czy kogoś taranuje, czy nie pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się w jednej z kabin i cicho łkałam. 
Chciałam jak najszybciej pozbyć się obrazu całującego się Justina z inną dziewczyną...


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Uuuuuuuuuuuuu... drama time :))

Kim jest tajemnicza dziewczyna?
Ci będzie dalej z Cass i Justinem? 

Jeśli chodzi o tłumaczenie drugiej piosenki, to nie mam pojęcia czy jest dobrze, bo brałam w tekstowo.pl więc za błędy nie odpowiadam, lol

Do następnego misiaki xoxo

+ Ktoś zapytał pod ostatnim rozdziałem, czy pisząc, że zbliża się koniec mam na myśli koniec opowiadania, więc..
Tak, mam na myśli koniec opowiadania. :)







środa, 14 maja 2014

Rozdział 43

Justin.


-Tak myślałam.-ktoś westchnął głośno i zrzucił kołdrę. Przytuliłem się bardziej, o ile w ogóle było to możliwe do Cass, ale po chwili znów usłyszałem ten głos. Czy nie mogą dać nam spokoju? Nie widać, że śpimy? - No dalej śpiochy, wstawać. Cassie, za 30 minut masz szkołę. - po tych słowach dziewczyna zrzuciła moją rękę z jej ciała i usiadła na łóżku przecierając oczy, i spoglądając na swoją mamę. No tak, mogłem się domyślić, że to ona zorganizuje nam dzisiejszą pobudkę.
-Nie mogłaś nas wcześniej obudzić?-zapytała z wyrzutem. Amanda skarciła ją wzrokiem i podniosła kołdrę rzucając nią we mnie. Jęknąłem niezadowolony, że ktoś śmie przeszkodzić mi w drzemce, ale nie chcąc robić afery po prostu położyłem się na brzuchu i zakryłem głowę poduszką.
-Nie jestem waszym budzikiem Cassie. Sami powinniście o to dbać.-powiedziała, po czym skierowała się do drzwi.-Idę do pracy, a wy nie róbcie głupstw ani w szkole, ani ogólnie.-I już jej nie było. W sumie cieszyłem się trochę z tego, bo miałem jakąś taką małą nadzieję, że uda mi się namówić Cass do zostania w domu, ale kiedy zrzuciłem ze swojej głowy poduszkę i zobaczyłem dziewczynę biegającą po pokoju i szukającą czegoś, stwierdziłem iż mam marne szanse.
-Czego szukasz?-zapytałem przeciągając się.
-Mojego telefonu. Nie widziałeś go nigdzie?-zapytała cicho przegryzając wargę i rozglądając się po pokoju. Wstałem i podszedłem do niej, by uwolnić jej wargę spod zębów, a następnie udałem się do łazienki. Na koszu z brudnymi ubraniami leżały nasze ciuchy. Wziąłem do ręki jej spodnie i wyciągnąłem z nich telefon. Mała głupiutka Cass zapomniała, że wczorajszego wieczoru kąpaliśmy się razem i zostawiliśmy rzeczy na koszu.
-Pomóż mi znaleźć telefon, zaraz się..-nie dokończyła, kiedy zobaczyła mnie stojącego w łazience z jej telefonem w ręku. Uśmiechnęła się szeroko i podeszła bliżej, by go wziąć.-Dziękuję, dziękuję, dziękuję.-mówiła śpiewającym głosem, przez co się roześmiałem i pocałowała mój polik.
-A teraz zbieramy się panie Bieber, raz, raz.!


Cassie.

-Nie powinieneś się tak spóźniać do szkoły.-powiedziałam odpisując Kate na sms'a. Byliśmy właśnie w drodze do mojej szkoły. Jak zwykle ja musiałam być pierwsza. Mam na myśli to, że Justin uparł się i nie chciał pojechać od razu do swojego domu, by się odświeżyć i przebrać. Stwierdził, że on może poczekać, bo chce mnie odwieść. Rozumiem jego nadopiekuńczość, ale nie powinien zawalać swojej szkoły ze względu na mnie. To niedorzeczne.
-Daj już spokój Cass, nic się nie stanie jak się trochę spóźnię.-powiedział parkując przed szkołą. Pokręciłam głową w niedowierzeniu i wzięłam swoją torbę do rąk.-Przyjechać po ciebie?-zapytał.
-Zależy o której kończysz.
-A ty?-zapytał chichocząc. O nie, już wiedziałam co chciał, a ja mu się nie dam. Nie ma opcji, że znowu będzie się zwalniał, żeby po mnie przyjechać. Jeszcze tego by brakowało.
-Nie ważne, a teraz cześć.-powiedziałam otwierając drzwi od auta. Czy on naprawdę myśli, że pozwolę mu zawalić szkołę? Jeśli tak, to jest w błędzie. Zrobię z niego bardzo pilnego ucznia, o taaaak.
-Hej, Cass-krzyknął za mną. Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego z podniesioną brwią. Podszedł bliżej, aż w końcu staliśmy tak blisko, że stykaliśmy się czołami.
-Nie dostałem buziaka na 'Dzień Dobry''.-powiedział z szerokim uśmiechem. No i weź tu z nim wytrzymaj. Jego uśmiech jest jak narkotyk, rozumiecie? Za każdym razem, kiedy widzę, że jest szczęśliwy, ja również jestem. Tak. Tak działa na mnie niejaki Justin Bieber aka idealny chłopak.
-Spóźnię się na lekcje, więc myślę, że masz pecha.-zaśmiałam się.
-Mniej mów, więcej rób.-powiedział po czym złączył nasze wargi w idealnym pocałunku. Objął mnie dłońmi w talii i masował delikatnie moje boki. Jego usta są takie miękkie i delikatne. Gdybym mogła, to całowałabym go dniami i nocami, a jednoczenie spalałabym kalorię. Skoro podczas jednego pocałunku spala się średnio od 6 do 12 kalorii na minutę, to czyż nie jest to korzystne?
W jednej z części ,,5O twarzy Greya'' było napisane: ,,Trzeba pocałować wiele żab,nim trafi się na księcia'', uznajcie mnie za głupią, ale chyba już swojego księcia znalazłam.
-Hmm..uroczy teatrzyk, ale czy moglibyście już skończyć?-zapytała z wyrzutem Kate stojąca obok nas. Zachichotałam cicho po oderwaniu się od Justina i spuściłam lekko głowę rumieniąc się.
-Pa.-powiedziałam do Justina, po czym udałam się z Kate do szkoły. Mnóstwo uczniów patrzyło na nas i coś szeptało. Czyżby widzieli jak całowałam się z Justinem? Cholera. Nie lubię być tematem innych uczniów, nie mogą zając się swoimi sprawami?
-Oh, tu jesteście.-powiedziała zdyszana nauczycielka.-To co? Pomożecie mi z tymi plakatami?
-Jasne.-powiedziałam.-Kiedy mamy zacząć?
-Teraz. Pójdę do waszych nauczycieli i was zwolnię,ok?
Skinęłyśmy głowami śmiejąc się i udałyśmy się posłusznie za nauczycielką. To jest właśnie to co lubię. Idę do szkoły, ale nie ma mnie na lekcjach.. Czy to nie jest cudowne życie? Ominie mnie tyle fascynujących przedmiotów..oh, tak mi przykro. Czujecie to, prawda? Ciekawe tylko z ilu lekcji nas zwolni. Mam nadzieję, że ze wszystkich.
-Już jestem. -powiedziała.-Wszystko załatwione, więc chodźmy.
Weszłyśmy razem z nauczycielką do jednej z sal informatycznych i zajęłyśmy miejsca przy komputerach tak jak wcześniej poprosiła. Na kilku monitorach był włączony program, na którym prawdopodobnie tworzyli próbny plakat. Gdybym miała go ocenić, powiedziałabym, że do najgorszych nie należy, aczkolwiek uważam, że jest zbyt ciemny. Plakat był koloru ciemnego błękitu, ale na tyle by było widać czarne litery na nim. Na górze, po środku był wielki napis : ,,Party Time, Party Night’’, a pod nim krótki opis tego co będzie się działo. Wiecie.. dobra muzyka, konkurs na królową i króla balu i nowość tegoroczna tzw. ,,Rozdanie Pawłów’’, które polegało na tym, że każdemu z ostatniej klasy zostają przydzielone miana np. najlepszy sportowiec, największa śmieszka/śmieszek, najbardziej stylowa/y dziewczyna/chłopak itp. A na samym dole ponownie dużymi literami ,,Zapraszamy’’. Gdzieniegdzie znajdowały się jeszcze gwiazdy, a na górze po lewej stronie księżyc. Szczerze mówiąc już się nie mogę doczekać. Mam nadzieję, że to będzie wyjątkowa noc..z wyjątkowymi ludźmi, jeśli wiecie co mam na myśli.-Skoro już zapoznałyście się z plakatem, to na zapleczu są wszystkie te, które trzeba przywiesić.-podała nam klucz, a sama zajęła się pisaniem jakiś dokumentów. Czeka nas szalony dzień…


Justin.

Odkąd odwiozłem Cass do szkoły minęło kilka dni, w tym czasie moja mama poprosiła mnie bym pojechał z nią na zakupy, ponieważ musiała sobie kupić jakąś sukienkę. Zastanawiacie się pewnie po co? Otóż moja najcudowniejsza rodzicielka wybiera się na randkę. Tak, na randkę dobrze słyszycie. Czy jestem szczęśliwy? Hm..w pewnym sensie tak, ponieważ wiem, że ona jest. Ale mimo wszystko boję się o nią, bo nie chcę by się ponownie zawiodła na jakimś mężczyźnie.
Nie myślcie sobie, że jestem jakiś nienormalny, ale żeby sprawdzić czy jest odpowiedni dla mojej mamy, odkąd ta powiedziała mi, że na kimś jej zależy zacząłem go śledzić. Sprawdziłem też gdzie mieszka, gdzie pracuje i jakie ma relacje z innymi ludźmi. Byłem nawet w jego biurze, gdzie kilku jego pracowników opowiadało mi o nim i o dziwo, nie powiedzieli niczego złego.  Są dwie opcje. Albo dlatego, że u niego pracują, albo dlatego, że naprawdę jest dobrym człowiekiem.  W każdym razie łudziłem się, że jest porządku. Przez te kilka dni zdążyliśmy również odwiedzić małą Hallie. Jej opiekunka, wraz z głównym dyrektorem oddziału zgodził się na to, byśmy ją gdzieś zabrali. Wzięliśmy Jacoba i pojechaliśmy z nimi na plac zabaw, na lody jak i do domu Cass, gdzie dzieciaki poznały Amandę-mamę Cassie, którą wręcz pokochali, oczywiście z wzajemnością. Dodając, został mi jeszcze tylko jeden wyścig i w końcu Melanie będzie mogła wrócić do domu. Mam nadzieję, że uda mi się go wygrać i Sean nie zrobi nic głupiego. Odkąd dowiedziałem się, że mnie wystawił, stałem się bardziej ostrożny. Zdążyłem się z nim pokłócić kilka razy, dlatego boję się, że może zrobić coś, co nie będzie korzystne dla mnie.   
Teraz stoję w sklepie wraz z kumplami, którzy co chwilę wybuchają śmiechem. Dlaczego? Ponieważ żaden garnitur na mnie nie pasuje. Nie rozumiem co to za wymysł żeby iść na bal w garniaku. Gdybym to ja miał decydować to każdy mógłby przyjść tak jak mu się podoba. W końcu nie każdy lubi oficjalne stroje, prawda?
-Bieber, chyba musisz troszkę przytyć.-zaśmiał się Ryan.-Masz patyki, a nie nogi. Te spodnie ci wiszą, stary.
-Może dzięki temu zapoczątkuje nowy styl? Wiesz, garniak z krokiem.-powiedziałem  opuszczając jeszcze niżej spodnie i udawałem, że przechodzę przez wybieg jak model. Chłopaki wybuchnęli śmiechem, przez co cała uwaga została poświęcona nam. Czułem na sobie wzrok każdego, kto był w tym sklepie. 
Czy ludzie nie mają ciekawszych rzeczy do roboty?
-Dobra koleś starczy, przebierz się.-powiedział Chaz trzymając się za brzuch i próbując powstrzymać się od śmiania.
Dziwicie się naszemu zachowaniu?
 Cóż mogę powiedzieć..to dla nas norma. Często zachowujemy się jak duże dzieci i nie ma w tym nic dziwnego.
Wszedłem z powrotem do szatni i zdjąłem z siebie za duży garnitur.
-W czymś mogę pomóc? –usłyszałem głos jakiejś dziewczyny, skierowany pewnie do chłopaków. Otworzyłem drzwiczki i wyszedłem. Przede mną stała wysoka blondynka z pięknym, promienistym uśmiechem. Na oko miała może ze 30 lat. Wystawiła ku mnie rękę i przedstawiła się. Tą samą czynność powtórzyła z Ryanem, Chazem, Joshem i Chrisem. –To czego potrzebujesz? –zapytała zwracając się ku mnie.
-Jak widzisz garnituru.-powiedziałem wskazując na strój, który miałem w ręku.
-No tak. -zachichotała.-Coś wymyślimy. Jaki masz rozmiar?
-Najmniejszy z możliwych.-zaśmiał się Josh. Spiorunowałem go wzrokiem i kopnąłem lekko w tyłek każąc mu się zamknąć. Oczywiście wszyscy zaczęli się śmiać, a ja nie wiedziałem co zrobić. Okej, może byłem chudy, no ale żeby aż tak? Dużo ćwiczę, mam zajebisty sześciopak, szerokie barki co więcej potrzeba? Są spodnie, które na mnie pasują, więc nie rozumiem co mają do moich nóg. Nie moja wina, że nie ma na mnie spodni od garnituru, prawda?
-Zaraz coś przyniosę.-powiedziała i ruszyła na zaplecze. Staliśmy rozmawiając dopóki dziewczyna nie wróciła. W ręku trzymała tylko spodnie.

-Przymierz te.-powiedziała podając mi je do ręki. Wziąłem je i po raz kolejny wszedłem do przymierzalni. Po chwili wyszedłem by się im pokazać. Patrzyli na mnie takim wzrokiem, jakby nie wierzyli, że cokolwiek może na mnie pasować, a jednak..
-Bierzemy.-powiedział Chris.
I tak oto kupiliśmy spodnie od garnituru. Przymierzyłem jeszcze kilka marynarek, aż w końcu znalazłem ta idealną po czym zadowoleni opuściliśmy sklep. Drobna rada na przyszłość, nigdy nie kupujcie takich rzeczy na ostatnią chwilę. Trzeba być mną by kupować garnitur dzień przed balem.


Cassie

-I jak?-zapytałam stojąc przed mamą. Miałam ubraną sukienkę, w której jutro idę na bal, szpilki oraz delikatny makijaż. Nie chcę się jutro malować zbyt mocno. Chcę wyglądać naturalnie i czuć się wyjątkowo. Mam nadzieję, że ten wieczór zapamiętam do końca życia...
-Kochanie..-przerwała wpatrując się we mnie przez chwilę po czym prędko wstała i mocno mnie do siebie przytuliła.-Jesteś taka piękna.-dodała cicho.-Justin oszaleje na twoim punkcie.


---------------------------------------------------------------------------------------------------

Elooo, 
wiem, że rozdział nie jest zbyt ciekawy, ale chciałam przedstawić ich przygotowania do balu. W kolejnym będzie hmm...napięcie. :):)

I cóż...zbliżamy się do końca...

Do następnego :)

Jeśli są jakieś błędy to przepraszam.










czwartek, 8 maja 2014

Rozdział 42

Cassie.

-Więc...opatrzę ci to, a ty powiesz mi co się stało?-zapytałam niepewnie, a on zaśmiał się całując moje czoło. Poczułam coś i spojrzałam w lusterko w samochodzie.
-Musimy to opatrzeć, bo wciąż leci ci krew z warg.-powiedziałam ścierając jego krew ze swojego czoła. Uśmiechnął się lekko i wyszedł z samochodu, okrążając je, by otworzyć mi drzwi. Wyszłam z jego pomocą i zaczęłam szukać kluczy w kieszeni.
-Możesz już zacząć.-powiedziałam.-Co się stało?
-Ohh.-westchnął głośno i wszedł do domu, kiedy drzwi się otworzyły, uprzednio przepuszczając mnie pierwszą jak na gentelmana przystało.
Zamknęłam za nami i od razu skierowałam się za chłopakiem do kuchni. Wyjął szklankę z szuflady i nalał sobie do niej soku. Czuł się jak u siebie w domu i wcale nie miałam mu tego za złe. Cieszyłam się z tego, bo...czy to nie oznacza, że dobrze się tu czuje? - Powiem ci wszystko, ale najpierw zabaw się w pielęgniarkę, okej? - miał rację, najpierw powinnam zadbać o to, by nie dostał żadnego zakażenia.

Podeszłam do jednej z szafek w  kuchni, w której znajdowała się apteczka, ale nie mogłam jej dosięgnąć. Przeklęłam w myślach swój wzrost, po czym odwróciłam się by wziąć krzesło, ale właśnie wtedy Justin zaczął się śmiać. Zdezorientowana jego zachowaniem spojrzałam na niego, a on tak po prostu podszedł i lekko, tyłem do mnie ukucnął. - Wskakuj. - powiedział powstrzymując chichot. Zmroziłam go wzrokiem przez co nie wytrzymał i ponownie zaczął się śmiać.

Nie zrozumcie mnie źle..uwielbiam, kiedy się śmieje i  uwierzcie mi kiedy mówię, że to jest zaraźliwe, bo kiedy patrzysz na to jak jego oczy święcą ze szczęścia i słyszysz tą melodie jego słodkiego śmiechu..to wiesz, że sprawiłaś, że jest szczęśliwy, ale teraz...śmieje się właśnie ze mnie, dlatego też ja nie zamierzam tego robić. Bo niby czemu miałabym śmiać się ze swojego wzrostu? Uważam, że mogłabym być odrobinkę wyższa, no ale cóż...
-Zamknij się Bieber. - warknęłam na niego i usiadłam mu na ramionach. Chłopak od razu wstał już z w miarę poważną miną, dzięki czemu ja mogłam dostać to czego właśnie potrzebowałam. - Mam. - mruknęłam. - Teraz mnie postaw.
-A co jeśli nie chcę? - zaczął się droczyć.
 Czy wspominałam już jak czasami jest wkurzający? No bo spójrzcie; kto normalny mając rozwaloną wargę, nos i łuk brwiowy chce się droczyć ze swoją dziewczyną zamiast usiąść spokojnie na tyłku i czekać, aż ta jego dziewczyna opatrzy mu rany.

 Czyż on nie jest dziwny?

- Przestań robić z siebie debila i daj mi zejść na ziemie. - krzyknęłam na niego.
W tym samym momencie drzwi wejściowe się otworzyły, a w nich stanęła moja mama.
-Matko Boska, co ci się stało? - zapytała przerażona. Justin od razu posłusznie ukucnął, tak bym mogła zejść po czym machnął tylko lekceważąco ręką, jakby to było nic.
Naprawdę czasami nie rozumiem tego człowieka. - Co ty chcesz przez to powiedzieć chłopcze? Widziałeś jak wyglądasz? Kto ci to zrobił? Dzwoniłeś już na policje? Tego nie można tak zostawić. Powinni ponieść konsekwencję. - mówiła oglądając twarz Justina, a on tylko uśmiechał się jak głupi.
-To naprawdę nic takiego. - powiedział odciągając ręce mojej rodzicielki od jego twarzy. - Nic mi nie będzie.
- Musimy wyczyścić twoje rany, by nie wdarło się zakażenie. - westchnęła. - Cassie tobie nic nie jest?
- A widzisz by mi coś było? - pokręciła przecząco głową po czym wzięła apteczkę i kazała Justinowi usiąść na krześle. Zrobił to co mówiła i czekał na dalszą instrukcję. - Wiesz, że mogę to zrobić sama, prawda?
- W porządku. - powiedziała oddając mi apteczkę i siadając obok. Spojrzałam na nią jakby próbując przekazać, że powinna sobie stąd pójść, ale mnie zignorowała.
- Jeśli masz zamiar tu siedzieć to sama go opatruj. Nie chce żebyś patrzyła na każdy mój ruch. - warknęłam ponownie oddając jej apteczkę i udałam się w stronę swojego pokoju. W oddali usłyszałam jeszcze tylko Justina wołającego mnie i moją mamę, która mówiła mu, że zaraz do mnie przyjdzie, ale najpierw zrobi to co powinna.
Nie wiem czy akurat ona jest osobą, która go powinna opatrywać, ale nie będę w to wnikać. Skoro tak bardzo jej na tym zależało, to proszę bardzo, teraz ma okazję. Nie rozumiem tylko dlaczego..
Chciała sprawdzić jak poradziłaby sobie w takiej sytuacji?
Czy może chciała podotykać Justina twarzy...

CO JA WYGADUJE.
CZY JA NAPRAWDĘ O TYM POMYŚLAŁAM?
CZY JESTEM ZAZDROSNA O WŁASNĄ MATKĘ?

STOP.

- Mogę? - zapytał Justin stojąc w drzwiach. Skinęłam głową wygodniej siadając na łóżku. Chwilkę później chłopak dołączył do mnie. Spojrzałam w jego oczy, w których kryło się trochę rozbawienia, ale i trochę żalu. Nie byłam pewna o co mu chodzi, ale nie wiedziałam jak zacząć temat, więc po prostu zostawiłam to z myślą, że sam powie o co chodzi. - Nie gniewaj się na swoją mamę. - powiedział cicho łapiąc mnie za ręce i splatając nasze palce. Automatycznie mój wzrok powędrował na nie i w duchu szeroko się uśmiechałam.
- Dobrze sobie poradziła. - skomentowałam.
- Wiesz dlaczego twoja mama tak postąpiła? - zapytał, ale nie czekał na moją odpowiedź. - Chciała zobaczyć jak to jest mieć dziecko, które nie jest zbyt dobrym wzorem do naśladowania i pakuje się zawsze w niebezpieczeństwo. Prawiła mi kazanie jakby naprawdę była moją mamą. - mówił, a ja schowałam twarz w dłonie z zażenowania. Co on sobie teraz pomyśli? Psychiczna rodzinka... - Hej, Cass przecież nic się nie stało. - zaśmiał się. - Tobie nigdy nie musiała tłumaczyć co jest złe, a co dobre. Nie musiała ci mówić, że powinnaś trzymać się od kłopotów z daleka, bo nigdy w tak owych nie byłaś. Chciała tylko zobaczyć jak to jest, więc nie gniewaj się na nią. Gdybyś należała do tych hmm...niegrzecznych to też pewnie by cię to nie ominęło.
- Potrafię być niegrzeczna. - sprzeciwiłam się krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Oh, z pewnością potrafisz. - zaśmiał się całując moje usta i napierając na mnie swoim ciałem przez co upadliśmy na łóżko.
- Ugh, jesteś taki dziwny. - powiedziałam przez śmiech. Ułożyłam dłoń na jego policzku i bacznie go obserwowałam. Na łuku brwiowym miał teraz plaster, z nosa nie leciała mu już krew, a jego wargi były lekko opuchnięte, ale nie tak bardzo jak wcześniej. Był piękny, mimo wszystko i...cały mój.
- Justin.. - zaczęłam cicho.
- Powinienem ci wyjaśnić, hmm? - zaśmiał się bez humoru po czym usiadł wygodnie na łóżku. Zrobiłam to samo przyglądając mu się i czekając aż zacznie mówić.


FLASHBACK

Justin.

- Gratuluje stary, wygrałeś. - krzyknął Sean, by zagłuszyć wiwaty i klepnął mnie przyjacielsko po plecach. Uśmiechnąłem się szeroko wiedząc, że jeden wyścig mam już za sobą i ruszyłem w stronę swojego auta. Ludzie otoczyli go i ponownie gratulowali. Otworzyłem drzwi i już miałem wsiadać, ale ktoś gwałtownie złapał mnie za koszulkę i odwrócił w swoją stronę wymierzając mi pięść prostu w twarz. Syknąłem z bólu i przetarłem usta dłonią czując metaliczny smak.
- Co do chuja? - warknąłem wkurzony.
Koleś, który właśnie ze mną przegrał stał przede mną ze złowrogą miną. Okej, rozumiem, że mógłby się wkurzyć, że go pokonałem, no ale żeby aż tak? Cholera, przecież to wyścigi, każdy ma prawo wygrać, nie tylko on.
- Przez ciebie straciłem tą mała dziwkę. - krzyczał. Pokręciłem głową nie bardzo rozumiejąc jego słowa. Jaką okazję i jaką, kurwa dziwkę? Nim zdążyłem pomyśleć jego pięść ponownie zderzyła się z moją twarzą. Tym razem mocno wkurzony oddałem mu, a ludzie po prostu kibicowali. Raz wykrzykiwali moje imię, a raz jego. Nikt nie zwracał uwagi na to, że okładaliśmy się pięściami, dopóki do kółka, wokół którego byli zebrani ludzie nie wkroczył Sean. Szybkim krokiem podszedł do nas i próbował rozdzielić. Na początku szło mu bardzo opornie, ale w końcu z braku sił poddaliśmy się i oddaliliśmy lekko od siebie ciężko dysząc.
- Co to kurwa miało być? - wrzasnął na nas.
- Co to miało być? - prychnął mój nowy 'wróg'. - Wygrał. - powiedział z jadem w głosie. - Co znaczy, że jeśli wygra kolejne wyścigi to oddasz mu tą dziwkę.
- Trzeba było się postarać. - uśmiechnął się zwycięsko Sean. - Umowa to umowa.
- O czym wy pierdolicie? - podszedłem do Seana, który wciąż głupkowato się uśmiechał i stanąłem z nim twarzą w twarz jeszcze bardziej wkurzony, o ile było to możliwe.
- Rozejść się. - krzyknął do tzw publiczności, która zaraz po jego słowach posłusznie rozeszła się i zajęła swoimi sprawami. - A teraz posłuchaj Bieber. - zwrócił się do mnie.
Kątem oka widziałem jak mój przeciwnik wyciera swoją twarz w szybie mojego auta. Palant. - Wierzyłem, w to że wygrasz i jak widać nie myliłem się. Wiem jak bardzo zależy ci na tym by odzyskać Melanie, ale spójrz..ty grałeś nie czysto, więc czemu ja miałbym tak po prostu ci ją oddać, hmm? Wnieśmy do naszego życia trochę ryzyka. - zaśmiał się ponuro klepiąc moje plecy.
- Obiecałeś mu, że jak przegram to on ją weźmie? - prychnąłem. - Mówiłeś, że to twój wróg i dlatego muszę z nim wygrać. On zrobi z niej dziwkę.
- To nie jest nic, czego ja już nie zrobiłem, więc nie masz się o co martwic, zresztą jesteś na wygranej pozycji. - powiedział lekceważąco. - Wygraj kolejne wyścigi, a Melanie będzie twoja, ale jeśli zawalisz choć jeden...już więcej jej nie zobaczysz. - szepnął i udał się do swojej grupki. Zacisnąłem pięści i podszedłem do swojego auta, przed którym wciąż stał ten idiota. Popchnąłem go tak, że mało brakowało, a by się przewrócił i otworzyłem drzwi samochodu, z piskiem opon odjeżdżając.

END FLASHBACK.


Cassie.

- To było do przewidzenia, że nie da ci tak po prostu spokoju. - powiedziałam smutnym głosem delikatnie muskając jego policzek. - Naprawdę współczuję tej Melanie. Zrobimy wszystko żeby ją uratować, prawda?
- Nie, Cass. Nie zrobimy. - powiedział. - Ja zrobię.
- Cokolwiek. W każdym razie..rozmawiałeś już z Jasonem?
- Tak. Wszystko mu już wytłumaczyłem. - powiedział kładąc się na łóżku i zamykając oczy jakby o czymś zawzięcie myślał. Położyłam się obok niego i przytuliłam do jego klatki piersiowej wsłuchując się w bicie jego serca. - Chodźmy spać, jest już późno.
- Wykąpiemy się razem? - zapytałam z uśmiechem.

----------------------------------------------------------------------------------------------

Do następnego misiaki. :)
Dziękuję, że wciąż jesteście i czytacie moje wypociny. xoxo







wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 41

Cassie.

-Musisz jechać?-zapytałam cicho i usiadłam za nim, by móc przytulić się do jego pleców. Skinął lekko głową łapiąc za moje dłonie, które były oplecione wokół jego torsu i pocałował moje kostki.
-Zobaczymy się jutro, okej?-zapytał i wstał odwracając się, by szybko musnąć moje usta i ruszył do wyjścia.
-Justin.!-krzyknęłam za nim szybko podnosząc się z kanapy, by móc stanąć przed nim twarzą w twarz. Odwrócił się i spojrzał na mnie delikatnie marszcząc swoje czoło.
-Co jest?-zapytał po chwili. Stanęłam na placach, po czym znów opadłam na stopy i powtórzyłam tą czynność kilka razy, aż mnie zatrzymał unosząc swoją brew bym wydusiła z siebie to co zamierzałam powiedzieć.
-Czy mógłbyś mnie zawieźć do Hallie?-zapytałam niepewnie oczekując jego odpowiedzi. Westchnął głośno łapiąc się za czubek nosa, ale w końcu się zgodził. Pisnęłam cicho i podbiegłam do pułki w korytarzu, z której wyciągnęłam buty i szybko je ubrałam. Justin zaśmiał się z mojej reakcji i kiedy skończyłam nakładać buty wyciągnął do mnie rękę, którą od razu chwyciłam i splotłam nasze palce wychodząc z domu, uprzednio zamykając go.
Wsiedliśmy do auta i z piskiem opon odjechaliśmy z mojej posesji. Widziałam na liczniku jak Justin przyśpiesza. Byłam trochę przerażona zważając na to, że jechaliśmy 110 km/h w terenie zabudowanym.
 W każdej chwili mógł ktoś wyjść na jezdnię niezauważony, lub mogła też stać policja, prawda?
I choć Justin wydawał się być opanowany i skupiony na tym co robi, gdzieś w głębi duszy modliłam się, bym nic nam się nie stało.
Chciałam się odezwać, zapytać dlaczego się tak spieszy, ale później uświadomiłam sobie, że to pewnie moja wina. Gdybym nie zażyczyła sobie podwózki, prawdopodobnie nie musiałby się tak spieszyć.
Kątem oka patrzyłam na jego zaciśnięte dłonie na kierownicy i wzrok wbity prosto w jezdnię. Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie wygląda seksownie, ale to chyba nie czas na takie myśli.
Nim się zorientowałam, byliśmy już na miejscu. Odpięłam pas i odwróciłam się do Justina, by musnąć jego usta. Uśmiechnął się delikatnie co odwzajemniłam i otworzyłam drzwi. Nim jednak zdążyłam wyjść zatrzymał mnie jego głos i ręka na kolanie.
-Powiedz małej, że następnym razem odwiedzimy ją razem, dobrze?-skinęłam głową z uśmiechem i wyszłam z auta. Obeszłam samochód i podeszłam do okienka mojego kierowcy, przez co zmuszony był do uchylenia go.
-Uważaj na siebie, proszę.-powiedziałam cicho, muskając dłonią jego polik. Położył swoją dużą, lekko szorstką dłoń na mojej po czym przeniósł ją do swoich ust i złożył na niej pocałunek.
-Obiecuję.-powiedział.  Uśmiechnęłam się lekko i poszłam w stronę szpitala, a Justin ponownie z piskiem opon odjechał.


***


-Hallie, kochanie masz gościa.-zawołała dziewczynkę jej opiekunka. Ta od razu odeszła od swoich zabawek i podbiegła do mnie z szeroko otwartymi ramionami. Kucnęłam przy niej i mocno ją do siebie przytuliłam.
-Tęskniłam za wami.-powiedziała z uśmiechem.-Gdzie jest Justin?-zapytała rozglądając się po pomieszczeniu, a kiedy nie znalazła go nigdzie, ponownie na mnie spojrzała, a jej oczy były lekko zaszklone. Wiedziałam, że mała szybko się do nas przywiązała, ponieważ nikt więcej jej tu nie odwiedza, ale nie myślałam, że aż tak.. Przed wejściem do niej, jej opiekunka mówiła mi, że bardzo często o nas pytała lub wspominała nasze ostatnie spotkanie, kiedy u niej byliśmy. Ostrzegła mnie też, że jeśli chcemy z nią utrzymywać kontakt, to powinniśmy ją odwiedzać, ale jeśli jest to tylko chwilowe to od razu powinniśmy dać sobie spokój i dać jej zapomnieć o nas, ponieważ ona nie chce, by Hallie cierpiała.  Co oczywiście było jak najbardziej oczywiste. Ja też nie chciałam, by cierpiała, ale nie chciałam też by o nas zapomniała, bo na prawdę ją polubiłam. Zresztą Justin również.
-Nie płacz skarbie.-mówiłam przytulając ją do siebie.-Justin dzisiaj niestety nie mógł przyjechać, ale obiecał, że następnym razem będzie tu ze mną.-odsunęłam ją lekko od siebie i spojrzałam w jej oczka, z których wyleciało już kilka łez. Szybko je otarłam i uśmiechnęłam się lekko.-Obiecał to, a pamiętaj, że Justin zawsze dotrzymuje obietnic.-powiedziałam, a mała cicho zachichotała przytulając się do mnie.
-Pobawimy się?-zapytała odsuwając się ode mnie i ciągnąc mnie za rękę do jej zabawek. Zauważyłam, że nie ma nic nowego i musi się bawić trochę już zniszczonymi lalkami. Zrobiło mi się strasznie przykro, ponieważ ja prawie zawsze miałam to co chciałam. Moi rodzice zawsze starali się, bym miała jak najlepiej, a teraz patrząc na małą Hallie i widząc ją uśmiechniętą mimo, że ma tylko kilka starych lalek, domek dla Barbie i wózek, nagle zapragnęłam dać jej to czego by chciała. Zapragnęłam by była szczęśliwa i miała dom. Jeszcze nie wiedziałam jak to zrobię i czy w ogóle będzie to wykonalne, ale postanowiłam się nie poddawać. W końcu każdy zasługuje na szczęście, prawda? Nie ważne, że Hallie jest chora. Ona też ma prawo mieć dom i szczęśliwą rodzinę.-Mogę być twoją córką?-zapytała nagle wyrywając mnie z zamyśleń. Spojrzałam na nią niepewnie zastanawiając się co powiedzieć.
Czy ona właśnie powiedziała, że chciałaby być moją córką?
-I ona też będzie twoją córką, dobrze? To będzie moja siostra.-powiedziała uśmiechnięta na co zachichotałam.
Ona mówiła o zabawie w ''dom'', a ja głupia od razu skojarzyłam sobie to z moimi rozkminami. Nigdy więcej nie pomyślę o tym będąc tutaj.
-Jasne.-odpowiedziałam szybko, biorąc lalkę na ręce i udając, że utulam ją do snu, a Hallie pobiegła po wózek, bym mogła włożyć tam jej ''siostrę''.

***


-Hallie bardzo dobrze się czuje przy was.-powiedziała jej opiekunka.-Nie wiem czyja to zasługa, czy wasza czy samej Hallie, która z dnia na dzień staje się weselsza i coraz więcej rozumie, ale cieszę się, że ją odwiedzacie. Mam nadzieję, że nie rozmyśliłaś się i nadal będziecie to robić.-przyznała przeglądając wyniki badań dziewczynki.-Hallie co dwa dni odwiedza pani psycholog, która zapisuje jaki mała ma nastrój danego dnia, czego się nauczyła i tak dalej. Zapisała również, że coraz częściej się uśmiecha i na każdej lekcji ze swoim nauczycielem jak i panią psycholog opowiada o tobie i Justinie. Bardzo się do was przywiązała.
-My do niej również. Ma w sobie tyle pozytywnej energii.-powiedziałam wyciągając telefon, ponieważ zaczął dzwonić.-Przepraszam na chwilę.-przeprosiłam przejeżdżając palcem po ekranie i przykładając telefon do ucha.-Cześć Justin.
-Jesteś już w domu?-zapytał.
-Nie. Jeszcze nie, ale niedługo wracam, a ty?
-Przyjechać po ciebie?-zapytał. Zastanawiałam co się stało, ponieważ dziwnie mówił, ale stwierdziłam, że nie będę teraz o to pytać, ponieważ nie chce robić scen przy opiekunce Hallie.
-Jasne, będę czekać.-powiedziałam po czym od razu się rozłączyłam.
-Justin, huh?-zapytała mnie śmiejąc się pod nosem. Skinęłam nieśmiało głową i ponownie zajęłam miejsce na przeciwko niej.-Jesteście naprawdę uroczą parą.-powiedziała.-Pamiętam jak sama przeżywałam swoje pierwsze miłostki. Trzymajcie się razem i nie pozwólcie, by coś mogło stanąć wam na przeszkodzie, ponieważ widzę jak na siebie patrzycie. W waszych oczach jest miłość, uznanie,zaufanie, szczerość i pożądanie, ale jeśli choć jedno z nich zostanie naruszone...nie odbudujecie już swojej więzi, niestety.-powiedziała kończąc swój monolog. Zastanawiałam się czy przeżyła taką miłość kiedyś. Co ja wygaduje, na pewno ją przeżyła, skoro tak mówi. Nie wiedziałam czy powinnam pytać ją o jej historię, więc po prostu uśmiechnęłam się lekko zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Nie chciałabym psuć tego co jest między nami.-wyznałam szczerze, a ona uśmiechnęła się szeroko.
-Wracając do Hallie.-zaczęła za co dziękowałam w duchu, że nie powiedziała nic więcej co mogłoby mnie zawstydzić jeszcze bardziej. Właściwie nawet nie wiedziałam czemu wyznawałam moje uczucia do Justina praktycznie obcej osobie.-Jeśli chcecie mogę porozmawiać z dyrekcją i następnym razem, kiedy przyjedziecie weźmiecie małą gdzieś poza szpital. Jeśli oczywiście chcecie.-dodała od razu.
-Jasne.-powiedziałam uradowana.-Byłoby świetnie.
-Cieszę się, że podchodzisz do tego tak entuzjastycznie.-uśmiechnęła się.-A teraz leć, bo chyba się za tobą bardzo stęsknił.-zaśmiała się słysząc ponownie dźwięk mojego telefonu. Podziękowałam jej grzecznie i wyszłam ze szpitala z wielkim uśmiechem na ustach. Niestety, tak szybko jak on powstał tak szybko zszedł z mojej twarzy, kiedy zobaczyłam Justina w samochodzie. Szybko otworzyłam drzwi od strony pasażera i wsiadłam do auta spoglądając na twarz mojego chłopaka.
-Co ci się do cholery stało?-krzyknęłam przerażona. Miał rozdarty łuk brwiowy, podbite oko, rozwalony nos, co znaczyła już zaschnięta krew i lekko spuchnięte usta.
Jeśli mam być szczera to powiedziałabym, że wygląda co najmniej okropnie.
-Opatrzysz mnie w domu?-zapytał cicho. Chciałam przejechać dłonią po jego policzku, ale bałam się, że go skrzywdzę, dlatego czym prędzej odsunęłam dłoń z zasięgu jego twarzy i pokręciłam przecząco głową.
-Nie Justin.-powiedziałam. pewna siebie patrząc mu w oczy.-Nie opatrzę cie, ponieważ powinien to zrobić jakiś lekarz. Widziałeś się w lustrze?-zapytałam z lekko podniesionym tonem.
-Uwierz mi, bywałem w dużo gorszych sytuacjach i obyło się bez szpitali.-przyznał czym jeszcze bardziej mnie zezłościł.
-Wow, Justin..jesteś tak doskonałym pocieszycielem.-krzyknęłam.-Nie potrzebowałam tej informacji w swoim życiu, bo przez to jeszcze bardziej się martwię. W coś ty się wpakował?-zapytałam już nieco ciszej i zakryłam twarz dłońmi, które po chwili Justin wziął w swoje i kazał spojrzeć sobie w oczy. Tak też zrobiłam po chwili zawahania.
-Jestem tu i nic mi nie jest.-powiedział, na co mentalnie wywróciłam oczami. Wiedziałam, że wkurzyłby się gdybym zrobiła to na poważnie, a wolałam tego uniknąć.-To tylko kilka zadrapań, które można opatrzeć i wszystko będzie w porządku.
-Nic nie będzie w porządku.
-Dobra.-powiedział głośniej puszczając moje dłonie obrażony i odpalił silnik po czym ruszył w stronę mojego domu.-Odwiozę cię do domu i pojadę do chłopaków, żeby zrobili to za ciebie.-dodał.
Zrobiło mi się trochę głupio. Nie wiem kto miał rację w tym sporze. Prawdopodobnie oboje nie powinniśmy się tak zachowywać, ale cóż..to my. Zazwyczaj działamy wybuchowo. Wtedy własnie przypomniały mi się słowa opiekunki Hallie:
''W waszych oczach jest miłość, uznanie,zaufanie, szczerość i pożądanie, ale jeśli choć jedno z nich zostanie naruszone...nie odbudujecie już swojej więzi, niestety''
Westchnęłam głośno i oparłam głowę o szybę wpatrując się w widoki, które mijaliśmy. Nie chciałam się z nim kłócić o takie błahe rzeczy. Wiem, że czasami jestem strasznie wkurzająca i zbyt opiekuńcza, ale przecież nie robię tego za złość jemu, prawda? Robię to, ponieważ się martwię i nie chce by mu się coś stało.
-Justin.-zaczęłam cicho, kiedy w końcu odważyłam się na niego spojrzeć. Spojrzał na mnie przelotnie, po czym znów wbił swój wzrok w jezdnię, by nie stracić panowania nad autem.
-Przepraszam.-powiedział.-Poniosło mnie, nie chciałem się na tobie wyżywać.
-Nie, to ja przepraszam. Po prostu się martwię, ja..
-Wiem.-przerwał mi i lekko ścisnął moje udo uśmiechając się w moją stronę.-Wiem, że się martwisz, dlatego powinienem ci od razu powiedzieć co się stało. Nie chce mieć już przed tobą tajemnic, Cass.-powiedział zatrzymując się pod moim domem.-Ufam ci.
-Więc...opatrzę ci to, a ty powiesz mi co się stało?-zapytałam niepewnie, a on zaśmiał się całując moje czoło. Poczułam coś i spojrzałam w lusterko w samochodzie.
-Musimy to opatrzeć, bo wciąż leci ci krew z warg.-powiedziałam ścierając jego krew ze swojego czoła. Uśmiechnął się lekko i wyszedł z samochodu, okrążając je, by otworzyć mi drzwi. Wyszłam z jego pomocą i zaczęłam szukać kluczy w kieszeni.
-Możesz już zacząć.-powiedziałam.-Co się stało?

--------------------------------------------------------------------------------------------------

Yołki :)

Udało mi się wcześniej napisać i tak oto mamy już 41 rozdział oO
Nie wiem kiedy to zleciało, naprawdę..

W każdym razie mam nadzieję, że Was nie zawiodłam :)

Jeśli macie jakieś pytania lub coś jest niezrozumiałe to piszcie.

Do następnego misiaczki xoxo





piątek, 2 maja 2014

Rozdział 40

Justin.

-Idealne wyczucie czasu, panie Bieber.-mruknęła z uśmiechem.-Śmierdzisz-dodała wystawiając język. Cóż..sama mnie podkusiła. Chwyciłem za jej nadgarstki i umieściłem je nad jej głową, po czym delikatnie pocałowałem.
-Czyli jesteśmy sami?-zapytałem ruszając brwiami z głupkowatym uśmieszkiem.
-Chyba tak.-powiedziała.-Co chcesz z tym zrobić?
-Cóż..mogę sprawić, że dojdziesz moim językiem.-uśmiechnąłem się szeroko, a mój oddech uderzał w jej twarz.-Chcesz tego Cass?
-Jaa..umm..-wyjąkała, przez co się zaśmiałem. Była taka niewinna.
-Chcesz?-powtórzyłem, na co co dziewczyna niepewnie skinęła głową.-Nie musimy tego robić jeśli nie chcesz.-zapewniłem.
-Chce.-powiedziała.-Kiedyś i tak do tego dojdzie.-Jej policzki zarumieniły się, a oddech stał się nieregularny, kiedy dłonią sunąłem w dół po jej ciele. Przycisnąłem moje usta do jej, a Cass owinęła swoje dłonie wokół mojej szyi. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze chcąc dostępu do jej ust. Bez namysłu rozchyliła je, więc mogłem wsunąć jej mój język, by tańczył z jej językiem.
Po chwili przeniosłem swoje usta na jej szyję całując ją i lekko ssąc, dopóki nie jęknęła.
-Jesteś pewna, Cass?-zapytałem, by upewnić się, że nie robię nic wbrew jej woli.
-Teraz to nawet nie warz się przestawać.-jęknęła ponownie przyciskając moje usta do jej.
Oderwałem się od niej, by podciągnąć dolną część jej koszulki, by po chwili rzucić ją na podłogę. 
Moje dłonie pieściły jej ciało aż dotarłem do jej krągłych, idealnych piersi. Jedną ręką podtrzymywałem się, by nie przygniatać Cass całując każdą część jej ciała, a drugą ściskałem jej pierś, przez co cicho pojękiwała. 
Kiedy doszedłem do rozporka od jej spodni, spojrzałem w jej oczy, ale kiedy zobaczyłem, że ma je zamknięte i jest zatracona w moim dotyku kontynuowałem.
Rozpiąłem zamek i delikatnie z jej pomocą zsunąłem z niej spodnie, które tak jak i koszulka znalazły się gdzieś na podłodze.
Złożyłem pocałunek wewnątrz jej obu ud i podniosłem swoją twarz wyżej, więc oddychałem przy jej 'królestwie'. Pocałowałem materiał jej majtek na jej łechtaczce, przez co zaczerpnęła powietrza z nadmiaru pragnienia.
-Jesteś gotowa?-skinęła lekko, przygryzając wargę. Przeniosłem moje usta do jej łechtaczki, smakując każdy centymetr jej cennego obszaru. Ułożyłem jej nogi na moich ramionach, a mój język zjechał w dół do jej wejścia wbijając się w nią głębiej.
-Justin.-jęknęła, a jej ręce ścisnęły pościel, kiedy wyginała się w łuk.
Po jakimś czasie język zastąpiłem moich palcem. Wkładałem go wolno i wolno wyjmowałem, aż trafiłem w jej czuły punkt. Przyłożyłem język do jej łechtaczki ssąc ją i zbliżając Cass do skraju. 
Czułem jej ścianki zaciskające się wokół mojego palca, więc przyśpieszyłem tępo. Krzyknęła moje imię, kiedy doszła, a ja zlizywałem jej soki, delektując się jej smakiem.
-To-o było..wow.-powiedziała ciężko dysząc 
Położyłem się obok niej i przytuliłem do swojego boku.
-Musisz przyznać, że mój język potrafi zdziałać cuda.-mruknąłem śmiejąc się. Wiedziałem, że to zawstydzi ją jeszcze bardziej. 
-Zamknij się panie Pewny Siebie.-zachichotała składając krótki pocałunek na moim policzku.-Pójdę się umyć.
-Mogę dołączyć?-zapytałem patrząc na ideał stojący przede mną. 
-Nie gap się tak.-krzyknęła szybko zakrywając się ciuchami, które leżały na podłodze. Podszedłem do niej i chwyciłem jej twarz w swoje dłonie patrząc jej głęboko w oczy.
-Po pierwsze nie jest to pierwszy raz, kiedy widzę cię w pełnej okazałości.-powiedziałem śmiejąc się pod nosem z naburmuszonej miny Cass. Czy kiedykolwiek wcześniej mówiłem, że jest słodka kiedy się złości?-A po drugie jeśli nie chcesz bym patrzył na twoje dolne partie ciała, to w porządku, ale podczas stosunków jest to niemożliwe, kochanie.-powiedziałem całując jej policzek i przenosząc twarz bliżej ucha, by móc jej wyszeptać.-Oglądać cię podczas seksu jest wskazane.
-Fuuu, Justin.-krzyknęła odpychając mnie, a ja szeroko się uśmiechnąłem.-Jak tak mówisz czuję się skrępowana.-wyznała. Podniosłem jej twarz tak by na mnie spojrzała i krótko, ale mocno pocałowałem jej usta.
-Nigdy więcej nie czuj się przy mnie skrępowana i niepewna, ponieważ chce żebyś wiedziała, że jesteś idealna, okej? I nie musisz się przy mnie wstydzić.-niepewnie skinęła głową i włożyła swoje majtki, ciągle utrzymując ze mną kontakt wzrokowy, by upewnić się, że nie patrze na jej nagość. Pokręciłem głową rozbawiony jej zachowaniem przez co lekko uderzyła mnie w ramie i podeszła do szafy, z której wyciągnęła ręcznik, jakieś spodnie od dresu, koszulkę i nową bieliznę.
-Jesteś pewna, że nie mogę iść z tobą?-zapytałem, chcąc ją jeszcze bardziej zdenerwować.-Wiesz..dzięki temu oszczędzimy wodę i takie tam..
-Jesteś nieznośny-mruknęła śmiejąc się, by po chwili zniknąć za drzwiami łazienki zamykając je na klucz.

***

-Przełącz to, to jest okropne.-krzyknęła na mnie, kiedy siedzieliśmy w salonie oglądając telewizję i jedząc zamówione spaghetti. Dlaczego zamówione? hmm..powiedzmy, że nie nadajemy się do gotowania.


FLASHBACK

-Na co masz ochotę?-zapytała Cass podchodząc do lodówki i sprawdzając jej zawartość.
-Zjadłbym spaghetti.-powiedziałem.
-Ty ciągle byś jadł spaghetti.-zaśmiała się.-Ale niech ci będzie. Chyba mam wszystko co jest potrzebne.
-Jesteś cudowna.-mruknąłem podnosząc się i stając za nią.-Dlatego teraz ty zrobisz mi obiad, a ja pójdę obejrzeć mecz. Pocałowałem ją szybko, by nie mogła mi zaprzeczyć i biegiem udałem się do salonu. Niestety moja metoda nie zadziała i już po chwili Cass stała za mną zabierając mi pilota i kręcąc głową z rozbawieniem. 
-Jeśli myślałeś, że będę robić za twoją kucharkę, to się pomyliłeś, kochanie.-zaakcentowała ostatnie słowo i spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił:
 'wybieraj. albo idziesz i robisz ze mną obiad, albo nie jesz nic.'
 Poddałem się i ruszyłem za nią do kuchni. 

Nie wierze, że to robię.

-W porządku.-powiedziała.-Ugotuj makaron, a ja zrobię sos.
-Robi się.-ucałowałem jej czoło i podszedłem do kuchenki, na której stał garnek. Staje się przy niej taki ckliwy. Zmusiła mnie nawet do gotowania.
 Hallo? Czy ja tracę swoją męskość? Ugh, co się ze mną dzieje. 
Kiedy woda się zagotowała i wrzuciłem do garnka makaron zaczęło mi się nudzić. No bo co mam niby robić? Patrzeć na to? Podszedłem więc do Cass, która skupiona była na wrzucaniu pokrojonej cebuli do miseczki i objąłem ją od tyłu całując jej kark.
-Justin.-mruknęła.-Przestań.
-Nudzi mi się.
-Pilnuj makaronu.-mówiła biorąc mięso i zaczynając je kroić.
-To jest nudne.-marudziłem jej nad uchem sunąc dłonią coraz wyżej.
-Justin, głupku zajmij się makaronem.-krzyczała strzepując moje dłonie z jej ciała. 
Czy trudno było zrozumieć, że patrzenie na głupi makaron jest nudne? Wole patrzeć na nią.
Nagle Cass odwróciła się i spojrzała na mnie, po czym szybko swój wzrok przeniosła na garnek z makaronem, z którego wydobywał się dym. Podbiegła do kuchenki, zdejmując przypalony garnek i odstawiając go na bok. Dym unosił się coraz wyżej, więc podszedłem do okna i je uchyliłem, by choć trochę powietrza wleciało do pomieszczenia, a potem wróciłem do Cass. Ale kiedy zobaczyłem, że mięso które wcześniej kroiła wylądowało na ziemi, prawdopodobnie przez nagły ruch Cass biegnącej do kuchenki zastanawiałem się jak bardzo będzie na mnie zła. Odczekałem chwilę, by ochłonęła aż w końcu odważyłem się do niej podejść.
-Cass.-zacząłem. Nie wiedziałem czy mam do niej podejść i ją przytulić czy może najlepiej jak bym się w ogóle nie zbliżał. Co jeśli weźmie ten garnek i mnie nim uderzy? Nie, to nie możliwe. Moja wyobraźnia przesadza.

 Przesadza, prawda? 

A co jeśli nie?

-Cassie, jesteś zła?-zapytałem cicho stojąc około dwóch metrów za nią. Nie, wcale się nie bałem czy może mnie uderzyć tym garnkiem, po prostu..wiecie tak było mi wygodniej.
Odwróciła wzrok i spojrzała na mnie poważnie. Przełknąłem głośno ślinę i zacząłem kręcić głową nie wiedząc co mam powiedzieć. Gdybym teraz się odezwał prawdopodobnie zacząłbym się jąkać, a przecież jestem Justin Bieber. Ja się niczego nie boję i nie jąkam się.
Nagle z moich rozmyśleń wyrwał mnie głośny śmiech Cass. Patrzyłem na nią zastanawiając się czy sobie ze mnie żartuję czy....co się właściwie dzieje..?
-Gdybyś *śmiech* tylko widział *śmiech* swoją *śmiech* przestraszoną minę *śmiech*.-przymrużyłem oczy myśląc nad jej słowami, po czym sam wybuchnąłem śmiechem. Teraz kiedy już nic nie mogło się przypalić podszedłem do niej i przerzuciłem ją sobie przez ramię biegnąc z nią do salonu. Krzyczała, śmiała się i biła mój tyłek, co swoją drogą nie było złe...
Dopiero kiedy staliśmy przy kanapie postawiłem ją sobie przed siebie i powiedziałem.
-Nigdy więcej tego nie rób.
-Dlaczego?-zaśmiała się.-To było zabawne.
-Śmieszy cię to, że nie zjem obiadu?-zapytałem obejmując jej ciało swoimi dłońmi.
-Cóż...to twoja wina, Bieber bo nie umiesz trzymać łap przy sobie.-miała rację. Czasami trudno jest się przy niej pohamować, ale nie dziwcie mi się, ona jest...gorąca. Pocałowałem ją w czoło i usiadłem sadzając ją sobie na kolanach.
-Zamówimy spaghetti?-zapytałem robiąc minę szczeniaczka.

END OF FLASHBACK


-Czemu chcesz to przełączyć?-zapytałem będąc ciekawym dlaczego nie podoba jej się Lacrosse. Przecież to sport jak każdy inny.
-Bo to jest zbyt brutalne, nie widzisz?-wskazała na osoby, które się właśnie popychały.-Mimo, że są za to karani to i tak to robią.-mówiła.-Biją się tymi rakietami, albo odpychają przeciwnika. Nie uważasz, że to jest chore?
-Może i tak, ale każdy sport ma coś w sobie. Każdy walczy tu o wygraną. Ja też mogę powalczyć.-powiedziałem ciągnąc ją za nogi, przez co pisnęła i układając się na nią.
-Hormony ci dzisiaj buzują.-zaśmiała się i pocałowała mnie. Jej usta są takie miękkie.. Czasami mam ochotę całować ją cały czas, bez przerwy, ale jak zwykle coś musi pójść nie tak.
-Odbierz.-powiedziała Cass odrywając się ode mnie i chichocząc. Podniosłem się z niej i wyjąłem telefon siadając obok.
-Co?-warknąłem, kiedy zobaczyłem na wyświetlaczu imię, przez które na samą myśl zwracałem ostatni posiłek. 
-Chcesz odzyskać Melanie, czy kurwa nie?-krzyknął wściekły. O co mu chodziło? Przecież miałem być u niego o 18.00..

KURWA.

-Wyluzuj, jestem w drodze.-skłamałem i szybko się rozłączyłem, by nie musieć słuchać jego bezsensownych kazań. Odwróciłem się w stronę Cass, która teraz siedziała z podkulonymi nogami i patrzyła na mnie wysilając się na udawany uśmiech.
-Musisz jechać?-zapytała cicho i usiadła za mną, by móc przytulić się do moich pleców. Skinąłem lekko głową łapiąc za jej dłonie, które były oplecione wokół mojego torsu i pocałowałem jej kostki.
-Zobaczymy się jutro, okej?-zapytałem i wstałem odwracając się, by szybko musnąć usta Cass i ruszyłem do wyjścia.

NO TO TERAZ DOSTANIE TO CZEGO CHCE.




--------------------------------------------------------------------------------------------

Cześć misiaki :)

Wiem, że długo nie dodawałam, ale nie miałam kiedy czegokolwiek napisać.
Przepraszam.
Naprawdę staram się, by rozdziały pojawiały się jak najczęściej, ale mam nadzieję, że rozumiecie, że mam również swoje życie prywatne i nie zawsze mam czas. :c

A teraz inna sprawa..
Mam wrażenie, że jest was tu coraz mniej.
Nie wiem czy tylko mi się tak wydaję czy rzeczywiście tak jest, ale jeśli czytacie to proszę komentujcie. Nigdy nie myślałam, że będę musiała pisać coś w stylu ''czytasz = komentujesz'' i na prawdę nie chcę tego robić, ale jeśli wy nie doceniacie tego, to po co ja to piszę i się staram? Nie robię przecież tego tylko dla siebie..

Wiem, że to opowiadanie pełne akcji nie jest, ale takie właśnie miało być..
Mam na myśli, to że nie chciałam by było to coś na wzór Dangera itp,
bo uważam, że jest tego aż nadto.
Chciałam napisać coś co jest mniej więcej naszą codziennością,
przepraszam jeśli was rozczarowałam.

Jeśli macie jakieś zastrzeżenia lub chcielibyście bym coś zmieniła to napiszcie mi. Nie boję się krytyki, bo chcę pisać jak najlepiej, chcę się tego uczyć.

Dziękuję, jeśli dotrwaliście do końca notki. :)

Miłego wieczoru kochani :D xoxo